Reklama

Reklama

Żużel. Motor Lublin, najwięksi farciarze tego sezonu. Wszystko im się udaje

Bez Dominika Kubery mieli jechać trzy mecze, skończyło się na jednym. Włókniarz przyjechał do nich rozbity po domowej przegranej z Fogo Unią, a Betard Sparta bez Taia Woffindena. Nawet 25 procent na trybunach działa na korzyść Motoru Lublin.

Rok temu tytuł największego farciarza otrzymała drużyna Moje Bermudy Stal Gorzów. Po sześciu porażkach z rzędu wydawało się, że nie będzie czego zbierać. Jednak nawet wtedy działy się rzeczy, które potem zagrały na korzyść Stali, jak przerwany przy stanie 29:25 dla GKM-u mecz w Grudziądzu (później gorzowianie gładko zgarnęli bonusa), czy awaria prądu w trakcie spotkania z Eltrox Włókniarzem (wynik był niepewny, a powtórkę rozpędzona już Stal wygrała).

Teraz o wielkim szczęściu może mówić Motor Lublin. Układa im się dosłownie wszystko. Od sprawy Dominika Kubery począwszy, a skończywszy na rządowej decyzji o wpuszczeniu 25 procent kibiców na trybuny od połowy maja.

Reklama

Z Kubera na autostradzie do czwórki

Dominik Kubera miał opuścić trzy spotkania, bo Fogo Unia Leszno chciała za niego ekwiwalent, a prezes Motoru nie chciał o tym rozmawiać. W Lublinie podjęto decyzję: czekamy na 22. urodziny Kubery, bo wtedy przyjdzie za darmo. Przepisy stanowią, że w takim przypadku ekwiwalentu nie trzeba płacić. Jak jednak wspomnieliśmy, ceną Motoru za ten wybór było czekanie na pierwsze okno transferowego po urodzinach, a te wypadało po trzeciej kolejce.

Na szczęście dla Motoru dwa z trzech spotkań przełożono z powodu pogody. Ostatecznie lublinianie nie mieli Kubery wyłącznie w Gorzowie, gdzie przegrali 52:38, ale z Eltrox Włókniarzem (49:41) i Betard Spartą (52:38) Kubera już pojechał. Zdobył w tych meczach po 10 punktów i 2 bonusy. Bez niego Motor miałby nie lada kłopoty. Mógłby nawet zamknąć sobie tymi trzema meczami drogę do play-off. Tymczasem, dzięki zrządzeniu losu, jest na autostradzie do czwórki.

Nie sposób nie wspomnieć, że szczęściem Motoru było też to, że Włókniarz przyjechał do Lublina po domowej porażce z Fogo Unią (41:49), a Sparta pojawiła się bez swojego lidera Taia Woffindena, który dwa dni wcześniej doznał kontuzji w Grudziądzu. To ułatwiło Motorowi sprawę.

Na ograniczeniu liczby widzów na trybunach zarabiają

Motor miał też szczęście, kiedy PGE Ekstraliga podjęła decyzję o przełożeniu planowanego na 7 maja meczu z eWinner Apatorem Toruń. Zapytajcie kogoś, jaka była tego dnia pogoda w Lublinie. Można odnieść wrażenie, że Motor dołączono do Grudziądza, też miał jechać 7 maja, gdzie akurat tak prognoza, jak i pogoda były fatalne.

Dzięki przełożeniu Motor zyskał szansę jazdy meczu z Apatorem z kibicami. I tu taka ciekawostka. Bez względu na to, czy to będzie 25, czy 50 procent, Motor na tym skorzysta. Z oczywistego względu. Klub sprzedał na sezon 2020 karnety na dwie trzecie stadionu (czyli dużo więcej niż 50 procent). Gdy okazało się, że rok temu liga rusza bez kibiców, karnety przełożono na ten sezon. Teraz jednak znowu nie będzie szansy na to, by je skonsumować. Kibice w Lublinie są zwariowani na punkcie żużla, więc pewnie zgodzą się na kolejne przełożenie lub wymianę karnetów na gadżety, co będzie korzystne dla klubu.

Dzięki rządowemu ograniczeniu pojemności trybun Motor będzie mógł liczyć na dopływ świeżej gotówki, co ma znaczenie. Przy 25 procentach będzie on niewielki, ale już przy 50 znaczący.

Jaki może być koniec tej historii? Jeśli rok temu fartowna Stal wjechała do finału, to Motor zdecydowanie może pójść w jej ślady. Zwłaszcza jeśli szczęście dalej będzie przy tej drużynie.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje