Reklama

Reklama

Żużel. Mistrzowie XXI wieku. Trener płakał przed kamerą. Błąd sędziego mógł kosztować Unię złoto

Unia Tarnów (a właściwie jej główny sponsor Grupa Azoty) miała dość słabych sezonów i porażek. W 2012 roku klub dostał na kontrakty zawodników wielką kasę. Przyszli m.in. Greg Hancock, Janusz Kołodziej i Maciej Janowski. Skończyło się złotym medalem, a w środowisku wybuchła dyskusja na temat finansowania żużla przez spółki skarbu państwa.

Po latach mistrzowskich 2004, 2005 w Tarnowie długo musieli czekać na tak świetny sezon. Okazja do kolejnego tytułu pojawiła się w 2012 roku. Wtedy Unia otrzymała wielką kasę z Grupy Azoty. Cel miał być jeden - mistrzostwo Polski. W tamtym czasie klub miał dysponować budżetem na poziomie nawet 12 milionów złotych. Ale największe gwiazdy kosztują. Działacze pozyskali Grega Hancocka, Janusza Kołodzieja, Macieja Janowskiego, Dawida Lamparta i Kacpra Gomólskiego. To nie wszystko, bo w drużynie zostali Leon Madsen i Martin Vaculik, czyli aktualnie zawodnicy ze ścisłej światowej czołówki.

Reklama

Na czele tego projektu stanął trener Marek Cieślak. Unię szybko okrzyknięto mianem dream teamu i absolutnego faworyta do złota. Wtedy zresztą był naprawdę dobry czas dla tarnowskiego klubu. Kibiców ucieszył powrót po dwóch latach Kołodzieja, na topie był Hancock, najlepszym juniorem w Polsce Janowski, a sezon życia miał Vaculik. To wszystko zgodnie z oczekiwaniami dało drużynie złoto. Unia dość pewnie wygrała rundę zasadniczą, choć cały czas blisko była Stal Gorzów. Taki też był finał rozgrywek. Władysław Komarnicki, ówczesny prezes Stali, liczył na sprawienie niespodzianki, ale nawet mając w składzie Tomasza Golloba nie udało się. Było blisko, bo pierwszy mecz tarnowianie przegrali 42:47, ale w rewanżu odrobili straty.

Swoją drogą z tamtego sezonu najciekawsza historia dotyczy półfinału, gdzie Unia jechał w Toruniu z Unibaxem. Wtedy na mecz spóźnił się Greg Hancock, a zdaniem sędziego Piotra Lisa drużyna nie spełniała wymaganego KSM-u. Arbiter orzekł zatem walkowera. Marek Cieślak był załamany, a łzy uronił nawet przed telewizyjną kamerą. Sytuacja szybko jednak się zmieniła, kiedy wyszło na jaw, że sędzia Lis... źle policzył KSM. Poinformował o tym jako pierwszy jego kolega po fachu Tomasz Proszowski. Ekstraliga Żużlowa wyznaczyła więc nowy termin meczu i już w sportowej rywalizacji górą okazali się tarnowianie.



W każdym razie dla Unii to był naprawdę dobry czas. Wcześniej mówiło się, że wokół klubu niekoniecznie działo się dobrze. Grupa Azoty weszła jednak z wielką kasą, a poprawić udało się także PR. Prezesem klubu została kobieta - Agata Mróz. Jak się później okazało, tylko na rok. Może nie wszystko działało perfekcyjnie, ale sukcesy się broniły. Nie wszystkim jednak spodobał się tamten sukces tarnowian. 

W środowisku zaraz pojawiły się głosy, że Unia kupiła sobie tytuł za pieniądze od spółki skarbu państwa. Przeciwnicy nawoływali, że czas z tym wreszcie skończyć. Jednak z drugiej strony klub otrzymywał śmieszne pieniądze od miasta, a w innych ośrodkach normą jest, że magistrat przelewa na konto klubowe grube miliony. A do tego wszystkiego dodajmy, że Grupa Azoty wspiera Unię w zasadzie od zawsze. Raz sypnie nieco więcej kasy, innym razem mniej, ale tak solidnego partnera nie ma chyba w polskiej lidze nikt inny.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje