Reklama

Reklama

Żużel. Mistrzowie XXI wieku. Po 31 latach czekania Stal wróciła na tron. Zmora zrobił to, co nie udało się Komarnickiemu

31 lat czekali kibice na kolejne złoto Drużynowych Mistrzostw Polski dla Stali Gorzów. Tytuł po wielu latach prób udało się zdobyć w sezonie 2014. Był to wielki sukces prezesa Ireneusza Macieja Zmory, który w klubie przejął schedę po Władysławie Komarnickim. Honorowego prezesa nie zabrakło jednak na fetcie. Podczas niej zapalił swoje ulubione cygaro.

Stal odkąd wróciła do Ekstraligi musiała przejść długą drogę do tytułu. Najpierw oswojenie się w elicie, ściągnięcie gwiazd pokroju Tomasza Golloba, a dopiero potem sukces po długiej i żmudnej pracy. Blisko było już w sezonie 2012, gdzie gorzowianie finał przegrali z Unią Tarnów. Ówczesny prezes Władysław Komarnicki musiał obejść się ze smakiem, ale dwa lata później jego następca Ireneusz Maciej Zmora dopełnił dzieła.

Reklama

Trzeba przyznać, że Stali w sezonie 2014 udało się niemal wszystko. Skład może nie był jakiś rzucający na kolana, ale żużlowcy zwyczajnie trafili z formą. Szczególnie Krzysztof Kasprzak, który miał najlepszy okres w karierze i został wicemistrzem świata. Swój talent coraz mocniej przejawiał też Bartosz Zmarzlik. Ta dwójka napędzała siłę drużynę. Byli też skuteczny i solidny Iversen, Sundstroem, Zagar i na dokładkę Piotr Świderski. Jednym słowem mocny zespół, ale czy na złoto? Jeszcze przed rozgrywkami akcje innych drużyn stały znacznie wyżej.



Mowa tutaj przede wszystkim o Unii Tarnów. To w tym klubie zbudowano dream-team. Greg Hancock, Martin Vaculik, Janusz Kołodziej, Artiom Łaguta, Krzysztof Buczkowski i Kacper Gomólski - tak przedstawiał się skład drużyny Marka Cieślaka. Imponujące zestawienie. Równie okazale wyglądała runda zasadnicza w wykonaniu Unii. Wygrali ją bez przeszkód, a nad drugą Stalą mieli aż 8 punktów przewagi.

Unia długo więc pozostawała faworytem do złota. Aż do momentu, kiedy zespół zdziesiątkowały kontuzje. Urazów nabawił się Hancock, Kołodziej, Vaculik i Buczkowski. Tarnowianie będąc w tak trudnym położeniu nie zdołali awansować do wielkiego finału. W nim zmierzyła się Stal z Fogo Unią Leszno. I to ci pierwsi byli zdecydowanym faworytem do zwycięstwa. W pierwszym meczu co prawda nieznacznie przegrali 44:46, za to w rewanżu dopełnili formalności i sięgnęli po mistrzostwo po 31 latach czekania.

Nie trudno się domyślić, że w klubie zapanowała wielka euforia. Satysfakcję z sukcesu mógł mieć prezes Ireneusz Maciej Zmora, który poprowadził klub do złota. Wcześniej długo o ten sukces walczył Władysław Komarnicki, ale honorowemu prezesowi ta sztuka się nie udała. Finalnie obaj panowie razem cieszyli się z historycznego wyczynu, a senator zasłynął z tego, że z przypływu radości zapalił dumnie swoje ulubione cygaro.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje