Reklama

Reklama

Żużel. Mistrzowie XXI wieku. Pierwszy milionowy kontrakt w Ekstralidze i złote lata Unii Tarnów

W latach 2004-2005 Unia Tarnów zdominowała żużlową Ekstraligę. W klubie pojawiły się wielkie pieniądze za sprawą Rafinerii Trzebinia, a prawdziwym hitem okazały się transfery braci Gollobów i Tony'ego Rickardssona. Tak właśnie w Tarnowie zbudowano potęgę nie do zatrzymania przez dwa sezony.

Do dzisiaj z nostalgią w Tarnowie wspomina się dwa mistrzowskie tytuły zdobyte w latach 2004-2005. Złote czasy zaczęły się od pozyskania Rafinerii Trzebinia, która była wtedy głównym sponsorem klubu. Na jej czele stał Grzegorz Ślak. Człowiek, który szybko zakochał się w żużlu, a chwilę później stał się przyjacielem Tomasza Golloba. Z ówczesnym prezesem Unii Szczepanem Bukowskim zapragnęli zbudowania silnej drużyny, która już jako beniaminek powalczy o najwyższe laury.

Działacze wpadli na wydawało się nietypowy pomysł. Stwierdzili, że chcą mieć u siebie najlepszego polskiego zawodnika i najlepszego żużlowca świata. Najpierw udało się namówić do współpracy Tony'ego Rickardssona. Później ofensywę przerzucono w stronę Tomasza Golloba. Tarnowianie mieli szczęście, bo wtedy nie najlepiej działo się w Polonii Bydgoszcz, a sam Tomasz dość niespodziewanie pozytywnie zapatrywał się na ewentualny transfer. Dał tylko jeden warunek - zmieni klub, ale w pakiecie ze swoim bratem.

I tak też właśnie się stało. Choć Grzegorz Ślak mówił po czasie, że przejście Jacka Golloba niespecjalnie go interesowało, to finalnie zgodził się na takie rozwiązanie. Młodszy z braci mógł liczyć z kolei na ryczałt i bodaj pierwszy w historii ligi kontrakt warty milion złotych. Opłacało się jednak zainwestować tak wielkie pieniądze, bo czas pokazał, że zarówno Gollobowie jak i Rickardsson spłacili się na torze.



To trio oparte o miejscowych wychowanków dało klubowi dwa złote medale. W 2004 o mistrzostwie decydował ostatni mecz, gdzie Unia podejmowała u siebie Atlasa Wrocław. Z trudem udało im się pokonać drużynę prowadzoną przez Marka Cieślaka. I to w dodatku bez Grega Hancocka, który nie zdążył (albo nie chciał) przyjechać na mecz. W każdym razie tak zaczęła się pisać piękna historia tarnowskiej drużyny. Rok później było jeszcze lepiej. Unia w bardzo przekonywującym stylu obroniła tytuł. W dwumeczu finałowym bez przeszkód pokonała Polonię Bydgoszcz.

W Tarnowie jeszcze długo będą w samych superlatywach mówić o tamtych czasach. Nie tylko ze względu na tytuły, ale także klimat. Wtedy normą było, że stadion wypełniał się po brzegi. Na meczu finałowym przeciwko Atlasowi w 2004 roku miało być nawet 20 tys. widzów, choć obiekt oficjalnie mieścił maksymalnie 15 tys. Poza wszystkim Unia miała najlepszego żużlowca świata, najlepszego Polaka, a całość uzupełniali miejscowi zawodnicy - Stanisław Burza, Grzegorz Rempała i Robert Wardzała.

Żeby tego było mało, u boku tak wielkich gwiazd dorastali Janusz Kołodziej i Marcin Rempała, czyli złota tarnowska młodzież. Pierwszy z nich zrobił wielką karierę i dał mnóstwo sukcesów drużynie. Drugi z kolei później szybko przepadł, ale do dzisiaj wszyscy pamiętają jego fantastyczne biegi do spółki z Tomaszem Gollobem. Ten duet rozumiał się bez słów. Chyba można zaryzykować stwierdzenie, że była to jedna z najlepiej rozumiejących się par w historii polskich lig żużlowych.

Tak w dużym skrócie napisała się piękna historia Unii Tarnów. W kolejnych latach bywało różnie. Były sukcesy i medale, ale także bolesne spadki. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że Tony Rickardsson z klubem pożegnał się w trakcie sezonu 2006 (zakończył karierę), a bracia Gollobowie barwy klubowe zmienili po zakończeniu sezonu 2007.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Reklama

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne