Reklama

Reklama

Żużel. Mirosław Jabłoński ma sposób na zwiększenie motywacji. Pomoże mu też tuner mistrza świata

Brak zaufania i żużel na żywo jedynie z budki komentatorskiej. Tak można podsumować ostatnie 12 miesięcy w karierze Mirosława Jabłońskiego. Zawodnik nie zamierza się jednak poddawać i wciąż jest głodny rywalizacji na najwyższym poziomie. Wychowanek Startu Gniezno wrócił do macierzystego klubu i wraz z prezesem opracował specjalną umowę, która zmotywuje go do lepszych wyników. Co najważniejsze, nie odwrócił się od niego nawet tuner mistrza świata.

Mirosław Jabłoński nie tak wyobrażał sobie sezon 2020, który miał być dla niego nowym rozdziałem w karierze. Doświadczony żużlowiec po kilku latach spędzonych w rodzinnym Gnieźnie postanowił przenieść się do Orła Łódź, gdzie przynajmniej na papierze wiązano z nim spore nadzieje. Życie niestety brutalnie zweryfikowało ambitne plany 36-latka. Wychowanek Startu nie otrzymał zaufania od trenera i ani razu nie pojawił się na torze. Żużlowiec tak naprawdę swój ukochany sport na żywo oglądał jedynie z budki komentatorskiej, ponieważ wolne od speedwaya zaowocowało tym, że jego głos częściej umilał kibiców oglądających zmagania PGE Ekstraligi w nSport+, niż tych zasiadających na trybunach.

Reklama

Pomimo rocznej pauzy, zawodnik jest głodny rywalizacji z najlepszymi. W listopadowym oknie transferowym powrócił do Aforti Startu Gniezno, gdzie chce ponownie dać o sobie całej Polsce. Wraz z prezesem przygotował nawet specjalną umowę. - Sam wyszedłem z propozycją kontraktu, który będzie mnie gratyfikował i będę miał premię za określone zdobycze punktowe oraz za osiągniętą ustaloną wcześniej średnią biegową. Wpadłem na ten pomysł, ponieważ chciałem, by było to opłacalne dla klubu, czyli żeby Mirek Jabłoński był dobrym zawodnikiem i żeby po prostu mi również opłacało się dobrze jeździć. Jest to premia za osiągnięcie konkretnych celów - mówił Jabłoński w Magazynie Żużlowym Pięć Jeden na antenie Radia Freee.

Co najważniejsze, 36-latek będzie mógł skupić się tylko i wyłącznie na jeździe, ponieważ kolejny rok z rzędu w jego garażu pojawią się silniki z najwyższej światowej półki, prosto od Ryszarda Kowalskiego, czyli tunera Bartosza Zmarzlika. - Oczywiście współpraca nadal trwa. Powiedziałbym nawet, że się poszerza. Zaczęło się to wszystko dwa lata temu. W zeszłym roku byłem niesamowicie zadowolony z tych silników, ale niestety nie miałem okazji pokazać ich prawdziwego potencjału. Mam nadzieję, że w tym roku już pokażę na co mnie stać na silnikach Ryszarda Kowalskiego. Nie mogę także zapomnieć o Robercie Niedzielskim, który przygotowywał mi silniki od wielu lat. One również spisują się bardzo dobrze - zakończył reprezentant Aforti Startu.

Mirosław Jabłoński raczej nie musi martwić się o powtórkę z rozrywki, ponieważ patrząc na zestawienie gnieźnieńskiej ekipy, spokojnie znajdzie się dla niego miejsce w składzie. Powrót do macierzystego klubu może również na nowo rozpędzić jego karierę. Zawodnika jeszcze niewątpliwie stać na znalezienie się wśród czołowych zawodników eWinner 1. Ligi.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Mirosław Jabłoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama