Reklama

Reklama

Żużel. Menadżer Motoru Lublin: A niech kibice po mnie jadą. Błędu nie popełniłem

Po pierwszym finałowym meczu PGE Ekstraligi kibice Motoru Lublin wzięli na celownik sztab szkoleniowy Motoru Lublin. Piszą o taktycznym kryminale i złym prowadzeniu zespołu. – A niech po mnie jadą. Ja mam twardą skórę. Poza tym Sparta jeszcze nie jest mistrzem Polski, my w tym Wrocławiu powalczymy – mówi Jacek Ziółkowski, menadżer Motoru.

Dariusz Ostafiński, Interia: Kibice Motoru Lublin piszą, że to co Ziółkowski z Kuciapą zrobili w czwartkowym finale PGE Ekstraligi, to był taktyczny kryminał.

Jacek Ziółkowski, menadżer Motoru Lublin: No tak. Jak wygrywamy, to wygrywają zawodnicy, a wczoraj to my z trenerem spieprzyliśmy sprawę. Ja na szczęście nie jestem zwierzęciem internetowym, więc nie patrzę, kto i co wypisuje. A niech po mnie jadą. Zresztą ja jestem nauczony, że ja pyta człowiek z imienia i nazwiska, którego znam, to odpowiadam, a jak pyta Myszka Miki, to niech jej Kaczor Donald odpowie.

Reklama

A co było z obsadą biegów nominowanych? W czternastym zabrakło Michelsena. Podobno Hampel na pana krzyczał, że musi jechać?

Jak kibice chcą wiedzieć, co jest w parku maszyn, to nie będą wiedzieć. To są sprawy między mną i drużyną.

Mógby pan jednak zdradzić, czy to prawda, że Hampel wymógł na panu jazdę w czternastym biegu?

To nieprawda. Na tym jednak skończmy, bo są rzeczy, o których ja nie mogę mówić. Jak ktoś jest bardzo dociekliwy, to niech sam sprawdza.

W telewizji zaraz po meczu powiedział pan, że popełnił błąd.

I to był moim zdaniem błąd. To, że tak powiedziałem. Z perspektywy czasu tego żałuję. Zresztą ja powiedziałem, ze być może popełniłem błąd, ale teraz się z tego wycofuję. Zresztą ludzie gadają o błędzie, bo zakładają, że jakby był Michelsen w czternastym, to byśmy te dwa ostatnie biegi wygrali podwójnie. Wszyscy są przekonani, że tak by było, ale ja nie jestem.

W telewizji powiedział pan też, że zapomniał o Michelsenie.

Ja chyba faktycznie coś takiego powiedziałem. To jednak nieprawda. Ziółkowski niczego nie zapomniał, a jak ktoś tak uważa, to niech tak będzie. Ktoś musi być winny.

A jak to było z zastępstwem zawodnika. Dlaczego Hampel jechał jako zz-tka po biegu, w którym nie zdobył punktu?

Takie sprawy, jak zz-tka ustala się przed zawodami. Nie mogłem iść do Hampela i wymieniać go po zerze, bo to by zadziałało na naszą niekorzyść. Zawodnik musi wiedzieć wcześniej kiedy jedzie. Porządek w prowadzeniu drużyny jest ważny, ułatwia komunikację.

Jak bardzo zaszkodził wam deszcz?

To nigdy nie jest korzystne dla gospodarza, jak pada przed meczem. To zawsze jakoś tam zmienia tor. Cóż jednak mogliśmy zrobić. No, ale przecież mieliśmy rozmawiać o tym, że winni są Ziółkowski i Kuciapa.

To też, ale patrząc na punkty zawodników, to Motor nie bardzo miał kim straszyć.

Tak było, ale ja złego słowa o nich nie powiem. Oni byli bardzo zmotywowani, każdemu z nich mocno zależało, ale nie każdemu wyszło. Widziałem jednak ich postawę i chwała im za to wielkie zaangażowanie, które pokazali. Bardzo chcieli, ale przeciwnik był lepszy. Wrocław był tak silny, że Motor robiąc wszystko, co można było zrobić w danym dniu, zostawiając serce i zdrowie, zdołał jedynie wyszarpać remis. A wracając do konwencji, to przecież winni Ziółkowski z Kuciapą. A tak poważnie, to my starty przegrywaliśmy. Naliczyłem bodaj dwa, które wygraliśmy. Reszta była w plecy.

Słyszałem taką teorię, że pan nie wytrzymał presji, bo wiadomo, jak bardzo i jak długo jest pan związany z Motorem, który stanął przed historyczną szansą na zdobycie złota.

W środku człowiek zawsze się trochę gotuje, ale ja aż tak bardzo się nie denerwuję.

A nie było trochę tak, że Motor, który nie był przed sezonem jakimś faworytem, zwyczajnie stracił motywację po wejściu do finału. Na zasadzie, że zeszło z zawodników ciśnienie.

Nie odpowiem na to pytanie. To jedna z tych rzeczy, o której nie chcę i nie mogę powiedzieć. Zapytam natomiast, co by to zmieniło, że mecz skoczyłby się wynikiem 46:44. Chyba tylko tyle, że Wrocławiu musielibyśmy zdobyć 45, a nie 46 punktów.

To ile Motor musiał wygrać, żeby mieć we Wrocławiu szansę?

Plan zakładał 50, minimum 49 punktów. Jednak mamy 45 i tanio skóry nie sprzedamy. My tam powalczymy, Sparta jeszcze nie jest mistrzem Polski.

Trudno w to uwierzyć zważywszy na fakt, że pierwszy mecz Sparta miała pod kontrolą.

Oni byli bardzo dobrzy, bo to silny zespół. Ba, rewelacyjny zespół, który nie przegrał od kwietnia. Na dokładkę, to kto się spodziewał, że Bewley i Czugunow pojadą takie zawody. Oni chyba nie tylko mnie zaskoczyli.

A prezes Jakub Kępa jest z tego pierwszego finału zadowolony? Co on panu mówił o prowadzeniu zespołu?

Wie pan co, my w Motorze to ogólnie jesteśmy zadowolenie z tego, jak ten sezon się dla nas potoczył. Jesteśmy w finale, a to spory sukces w piątym roku istnienia klubu.

Po sezonie pan odchodzi?

W tamtym roku mówiłem, że chcę odejść, ale teraz się nie odzywam. Decyzja należy do klubu. Po pierwszym finale miałem ciężką noc, udało mi się przespać trzy i pół godziny. O szóstej rano musiałem jednak wstać, bo trzeba było iść do pracy.

To, kim i czym chce pan zaskoczyć Spartę w drugim meczu?

Grigorija Łaguty nie będzie, bo ma zwolnienie lekarskie. Medycy uznali, że musi odpocząć, bo jednak tak mocno uderzył w tamtej kraksie w potylicę, że to wolne mu się przyda. Lampart, który też ostatnio grzmotnął w Częstochowie, pojedzie, ale raczej nie będzie czuł się lepiej. Nie ma jak odpocząć, bo w sobotę jedzie w juniorskim finale w Krośnie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama