Reklama

Reklama

Żużel. Menadżer Cellfast Wilków po laniu w Ostrowie: Już raz w tym sezonie zdobyliśmy 60 punktów

Pierwszy finał eWinner 1. Ligi dla Arged Malesy, która zlała Cellfast Wilki 60:30. Menadżer zespołu z Krosna nie traci jednak wiary. – Czeka nas arcytrudna misja, ale trzeba wierzyć. Nie takie przypadki w żużlu się zdarzały. A my w tym sezonie już raz wygraliśmy 60:30 – przypomina Michał Finfa.

Dariusz Ostafiński, Interia: Historia zatoczyła koło. Sezon otworzyliście przegraną 27:63 w Rybniku, a teraz Ostrów zlał was 60:30.

Michał Finfa, menadżer Cellfast Wilków: To prawda, ale to nie jest koniec historii. Jeszcze mamy mecz u siebie.

To teraz mam zacytować prezesa Arged Malesy, który w niedzielę po meczu powiedział, że skoro jedna drużyna mogła wygrać 60:30, to druga może zrobić to samo.

Zdarzały się takie przypadki w żużlu i trzeba w to wierzyć. Choć misja czeka nas arcytrudna.

To jest raczej mission impossible. Pamiętam, że jak w finale drugiej ligi w 2019 udało się jednej z drużyn odrobić taką stratę (PSŻ po 59:31 z Polonią u siebie, przegrał 29:61 w Bydgoszczy), to potem krążyły historie o tym, że jeden z zawodników poznańskiej ekipy świętował z rywalem, a za rok już tam jeździł.

Reklama

My nie jesteśmy zainteresowani żadnym zawodnikiem tego klubu, ponieważ w naszym zespole dojdzie jedynie do ewolucji, a nie rewolucji. Formacja, która musi u nas ewaluować to juniorzy i mamy tego pełną świadomość.

Trener Ireneusz Kwieciński, stając w niedzielę przed kamerami nSport+ wyglądał na człowieka w ciężkim szoku.

Obaj tak wyglądaliśmy. Nie spodziewaliśmy się aż takiego łomotu. Trzeba teraz przeprosić kibiców. Swoją drogą, to drużyna z Ostrowa od meczu z Bydgoszczą, jest na fali. Gładko odprawili ROW Rybnik w półfinale, teraz nas wysoko pokonali. Są dobrze dopasowani do własnego toru. Nasi zawodnicy, choć próbowali drastycznych zmian ustawień, nic nie zdołali wskórać. Trzeba oddać Arged Malesie, że jest mocna, a w tym meczu była lepsza.

Pan mówi, że nie byliście dopasowani, a mecz otworzyliście wygraną 5:1.

Wygraliśmy start, a tor nie pozwalał jeszcze na walkę. Berntzon z Arged Malesy był już szybki, ale Musielak skutecznie go zblokował na torze.

A teraz szykujecie się bardziej na Ekstra, czy na pierwszą ligę?

Bez komentarza. Chociaż nie, powiem, że Wilki pokazały, że zawsze i na każdą porę mają plan.

Tyle że teraz nie można już nikogo kupić, a tak, już dwukrotnie odwracaliście tendencję, gdy wam nie szło.

To nie ten etap sezonu i nie czas na zakupy.

Co możecie zrobić, żeby w rewanżu wygrać?

Musimy powtórzyć to co było dla nas dobre.

Arged Malesa przed meczem z wami poszła na grilla.

My atmosferę i takie rzeczy, jak grilla czy wspólne oglądanie meczów, mamy w tradycji. Już nawet o tym nie mówimy, bo to się dzieje zawsze, albo przeważnie. Teraz na pewno zrobimy sesję treningową, żeby utrwalić wiedzę o torze.

Chodzi wam po głowie jakiś numer z torem. Może coś takiego, co zrobił przed rokiem prezes Włókniarza. Pan był wtedy w Częstochowie.

Żadnych drastycznych rzeczy w kwestiach torowych nie planujemy. Nie będzie próby wygrania meczu torem. Zwyciężyliśmy u siebie z Wybrzeżem i ROW-em, nie uciekając się do żadnych sztuczek i teraz będzie tak samo. Dlatego raz jeszcze powtórzę: utrwalimy wiedzę i przygotujemy się tak, żeby tor był naszym sprzymierzeńcem.

A zdobyliście już w tym roku 60 punktów w meczu, bo tyle da wam złoto.

Raz, z Unią Tarnów, która wtedy przyjechała w najmocniejszym składzie z Tungatem oraz Iveresenem.

A jakie to uczucie, zostać zlanym przez zespół dziadków?

Takie gadanie, że dziadek Walasek, czy dziadek Gapiński, to działanie na świadomość kibica. To, że ktoś ma więcej doświadczenia, to nie znaczy, że jest gorszy od młodego. Nie ma znaczenia, czy ktoś ma 30, czy 45 lat. Zwłaszcza, jak jest dobrze przygotowany, a Walasek z Gapińskim są dobrze przygotowani.

Tak się zastanawiam, czy nie przegraliście tego pierwszego meczu w głowach? Zawodnicy zdawali sobie, że stają przed historyczną szansą i ten ciężar mógł ich przygnieść.

Z klubu ciśnienia nie było, natomiast wśród naszych seniorów faktycznie była wielka chęć pokazania się i startu w PGE Ekstralidze. Oni byli bardzo zmobilizowani, co było widać w parku maszyn. Jeśli była jakaś presja, to żużlowcy sami ją sobie narzucili, ale to wynikało z ich ambicji. Nie wiem jednak, czy akurat to im zaszkodziło.

Dalej jest pan przekonany, że Lebiediew, Musielak i Szczepaniak, to zawodnicy na Ekstraligę. Pierwszy finał ich nieco zweryfikował.

Uważam jednak, że przy możliwościach finansowych, jakie daje Ekstraliga, to są zawodnicy, którzy mogą śmiało w niej startować. Sprzętowo będą mogli się świetnie przygotować, blamażu nie będzie. Nie każdy mecz jest taki sam. Szczepaniak w ostatnich czterech robił pod komplety, a teraz mu nie wyszło. Jednak za tydzień karta się odwróci.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje