Reklama

Reklama

Żużel. Max Fricke lubi dużo pracować. Chciałby jeździć non-stop

Max Fricke na łamach brytyjskiego tygodnika „Speedway Star narzeka, że pandemia COVID-19 negatywnie wpłynęła na jego sposób przygotowań do sezonu. Teraz liczy na poprawę swojej dyspozycji w Grand Prix.

W przyszłym sezonie Australijczyk będzie reprezentował barwy szwedzkiej Indianerny Kumla oraz Falubazu, do którego przeniósł się jesienią z Betard Sparty Wrocław. Ponadto, na skutek otrzymania całorocznej dzikiej karty, kolejny raz zobaczymy go w cyklu Grand Prix.

Reklama

-Będę starał się być bardziej zapracowany niż w zeszłym sezonie. Tacy zawodnicy jak ja czy na przykład Jason Doyle przywykliśmy do jeżdżenia non-stop - zapowiada Fricke. - W zeszłym sezonie zasiedzieliśmy się w jednym miejscu, objeżdżaliśmy w kółko te same tory. Przez brak różnorodności ciężko było cokolwiek zmieniać w sprzęcie. To, że coś działa na jednym torze, nie oznacza, że zadziała gdzie indziej - tłumaczy.

Australijczyk szczególnie dużo obiecuje sobie po cyklu Grand Prix. - W zeszłym roku miałem za cel wchodzenie do półfinałów, teraz zamierzam być jeszcze lepszy - planuje. - Jazda w cyklu jest bardzo trudna, gdyż startuje tam wielu świetnych zawodników, a miejsc dających utrzymanie jest jedynie 6. Moim zdaniem każdy, kto kwalifikuje się do tej wąskiej grupy jest pretendentem do mistrzostwa - mówi.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje