Reklama

Reklama

Żużel. Matic Ivačič kompromitował się i zadawał dziwne pytania, a jeszcze ma pretensje

Tegoroczne występy Matica Ivačiča w barwach Abramczyk Polonii spowodowały, że kibice w Bydgoszczy nie chcą już oglądać go więcej w składzie miejscowej drużyny. Mimo fatalnej postawy zawodnika, Jerzy Kanclerz dał Słoweńcowi kilka szans. Ten zaś po sezonie... ma pretensje o to, że jeździł zbyt mało.

Matic Ivačič chwalił się kapitalnym sprzętem na sezon 2020, dwoma menedżerami, obiecywał dużą punktową zdobycz. Rzeczywistość brutalnie sprowadziła go na ziemię. Podczas meczu Północ-Południe w Gdańsku omal nie przegrał z defektującym Nicolaiem Klindtem, co wzbudziło salwy śmiechu wśród miejscowych kibiców. Podobnie było tydzień później, podczas zawodów o mistrzostwo eWinner 1 Ligi. Ivačič jedyny punkt zdobył na defekcie Grzegorza Walaska.

Reklama

Trudno było się dziwić, że Jerzy Kanclerz nie brał go pod uwagę przy doborze składu na pierwsze mecze ligowe. Gdy jednak zawodzili podstawowi żużlowcy, postanowił dać 27-latkowi szansę, i to niejedną. Widząc jednak katastrofalny poziom sportowy Ivačiča i ewidentny strach przed podjęciem walki, postanowił szybko zmieniać go w kolejnych biegach. W pamięci kibiców do dziś pozostaje desperacka walka Ivačiča o jeden punkt podczas derbowego meczu w Toruniu, którą stoczył... z juniorem swojej drużyny, Nikodemem Bartochem.

Co może dziwić, Ivačič - który powinien być Kanclerzowi wdzięczny - ma jeszcze do niego otwarte pretensje. - Razem z teamem czyniliśmy starania o dodatkowe treningi na bydgoskim torze. Niestety w tej kwestii nie udało się nam dojść z klubem do porozumienia. Ponadto wiele imprez zostało odwołanych, więc moje starty ograniczyły się do kilku turniejów i meczów w lidze polskiej. W barwach Polonii Bydgoszcz wystąpiłem w zaledwie 3 meczach, w których, z niezrozumiałych dla mnie względów, nie dostałem wystarczających szans, żeby zdążyć odpowiednio dopasować się do toru, a co za tym idzie, mieć możliwość uzyskania dobrych wyników - tłumaczy się na swoim profilu w mediach społecznościowych.

Żużlowiec ze Słowenii zniechęcił do siebie niemal wszystkich w Bydgoszczy swoją roszczeniową postawą i marnym poziomem sportowym. Wydaje się jednak, że wobec Kanclerza powinien wyrazić wdzięczność za to, że w ogóle dostał jakiekolwiek szanse, mimo absolutnego niezasługiwania na nie pod względem postawy na torze.

Nie jest to pierwszy raz, gdy Słoweniec kończy współpracę skonfliktowany. W jego ojczyźnie nie jest już w stanie znaleźć żadnego mechanika, który byłby chętny do współpracy z nim. Ivačič jest bardzo uparty, momentami niereformowalny, a do tego źle wpływa na swoich mechaników w trakcie meczu. - Kiedyś zapytał mnie, którędy po meczu najlepiej wracać do domu. W środku spotkania, 2 minuty przed biegiem. Tak, po prostu. On właśnie na tym się skupia - mówi nam jeden z byłych współpracowników żużlowca, dodając, że nigdy więcej nie chce mieć z nim do czynienia. 

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl!

------------------------------------------------

Samochód 20-lecia na 20-lecie Interii!

ZAGŁOSUJ i wygraj 20 000 złotych - kliknij.

Zapraszamy do udziału w 5. edycji plebiscytu MotoAs. Wyjątkowej, bo związanej z 20-leciem Interii. Z tej okazji przedstawiamy 20 modeli samochodów, które budzą emocje, zachwycają swoim wyglądem oraz osiągami. Imponujący rozwój technologii nierzadko wprawia w zdumienie, a legendarne modele wzbudzają sentyment. Bądź z nami! Oddaj głos i zdecyduj, który model jest prawdziwym MotoAsem!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje