Reklama

Reklama

Żużel. Mateusz Świdnicki: Sam myję swoje motocykle. Klub zapewnił mi sprzęt z najwyższej półki

Junior Włókniarza jest jedną z największych rewelacji sezonu 2021. Ma średnią wyższą niż wielu znanych seniorów. W bardzo szybkim tempie robi postępy. - Nie jestem z żużlowej rodziny. Nie miałem nikogo, kto przetarłby mi szlaki. Do wszystkiego musiałem dochodzić sam i dlatego też zajęło mi to trochę czasu - mówi w rozmowie z INTERIĄ.

Michał Konarski, INTERIA. Chciałem porozmawiać o meczu Kolejarza Opole z Lokomotivem Daugavpils, ale w sumie chyba nie ma sensu. Zapytam tylko, czy na pewno to poziom dla ciebie? Przyjechałeś i wygrałeś wszystko.

Mateusz Świdnicki: Zawsze lepsza jazda niż siedzenie w domu. To naprawdę nie jest tak, że zawodnik z PGE Ekstraligi jedzie sobie bez problemu w 2. Lidze Żużlowej. Tam też są godni rywale. Dla mnie to fajna sprawa, móc jeździć w takich rozgrywkach.

Chwilę wcześniej był finał MIMP w Częstochowie. Gdyby nie to zero, pewnie walczyłbyś o złoto.

Reklama

Można tak powiedzieć. Cieszę się jednak z tego, co jest. Mogłem przecież równie dobrze skończyć poza podium. Mam medal, świetna sprawa.

Nie ma żadnego niedosytu?

Na pewno pojawiły się takie myśli. Ja jednak patrzę na to wszystko pozytywnie.

Jesteś po pierwszej rundzie IMŚJ w Stralsund. Osiem punktów to dobry wynik?

To był mój debiut w tych zawodach. Spełniłem plan minimum, czyli awansowałem do półfinału. Wiadomo, że chciałoby się więcej. W Stralsund nie wyszło, ale ja nie rozpaczam. Kolejne zawody są w Krośnie i tam powalczę o coś lepszego.

O coś lepszego chciał zapewne powalczyć w tym roku także twój Włókniarz. Ten sezon jest dla zespołu porażką?

Powiem tak: na pewno to dla nas lekcja i wyniesiemy z niej dużo. Za rok powalczymy już o medal. 

Wiele osób wskazuje właśnie ciebie jako zawodnika, który w ostatnich latach zrobił największy postęp w swojej karierze. Przyznam, że sam też tak uważam. 

Początki były trudne. Nie jestem z żużlowej rodziny. Nie miałem nikogo, kto przetarłby mi szlaki. Do wszystkiego musiałem dochodzić sam i dlatego też zajęło mi to trochę czasu. Ważne, żeby się nie poddawać. Dużo zawdzięczam też klubowi, który zapewnił mi sprzęt z najwyższej półki. Mam świetnego mechanika, Darka Łapę. Wielkie słowa uznania też dla Sławka Drabika, który cały zeszły sezon ze mną współpracował. Nauczył mnie bardzo wielu rzeczy.

Czasem na torze trudno rozpoznać kto jedzie, Drabik czy Świdnicki.

Jakoś tak wypracowaliśmy ze Sławkiem ten styl. Rzeczywiście, na torze prezentujemy się dość podobnie. Przyszło to jakoś samo, nie planowałem tego. Fajnie, że porównuje się mnie do takiej ikony. W Częstochowie Sławek jest uwielbiany.

Wyczytałem, że lubisz nie tylko jeździć na motocyklach, ale także je myć. To prawda?

Tak. Robiłem to praktycznie przez cały sezon. Może parę razy ktoś mnie wyręczył. Sprawia mi to przyjemność i mogę nawet powiedzieć, że odpoczywam przy tym.

Czyli po zawodach za mycie bierzesz się ty, a nie członek teamu?

Mechanik mi rozkręca, a ja sobie wszystko zanoszę na myjkę. Potem z powrotem jest to składane. Dzielimy się obowiązkami. Ja jestem głównie od mycia. Jakby trzeba było, to złożyłbym jednak motocykl sam. 




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje