Reklama

Reklama

Żużel. Martin Smolinski nie składa broni. Będzie walczył o powrót do Grand Prix!

Martin Smolinski kojarzony jest przez kibiców czarnego sportu przede wszystkim z sensacyjnym zwycięstwem podczas GP Nowej Zelandii w 2013 roku. Podczas inauguracyjnej rundy mistrzostw świata zastosował nieznaną dotąd nowinkę techniczną – przełącznik zapłonu i dzięki niej osiągnął niespodziewany triumf. Po powrocie mistrzostw świata do Europy władze cyklu zabroniły jednak używania części wykorzystanej przez Niemca i ów żużlowiec nigdy nie powtórzył tak wielkiego sukcesu.

Miał na to szansę w sezonie 2020, gdy po 7 latach znów znalazł się w stawce 15 najlepszych zawodników globu. Niestety, koszmarny majowy upadek wycofał go z rozgrywek na niemalże cały sezon. - Jestem całkiem zadowolony z tego jak moje biodro i nerwy się naprawiają. Mogę powiedzieć, że jestem już w dziewięćdziesięciu procentach gotów do jazdy - zdradził brytyjskiemu tygodnikowi Speedway Star. - Mój doktor twierdzi, że pełny powrót do zdrowia powinien zająć około roku. Póki co ćwiczę jogę, co jeszcze niedawno było niemożliwe ze względu na brak balansu ze strony kontuzjowanego biodra. Czynię jednak duży postęp. Niestety, w Bawarii wciąż obowiążują ostre obostrzenia epidemiologiczne i nie wiem kiedy będę mógł wrócić na motocykl.

Reklama

W rozmowie z anglojęzycznym periodykiem Smolinski zdradza, że wciąż nie złożył broni w walce o powrót do Grand Prix. Jest już po rozmowach z oficjelami na których poprosił o miejsce w rundzie eliminacyjnej w Abensbergu. Zamierza także wystartować w eliminacjach cyklu SEC.

Niemiec cieszy się także na perspektywę powrotu do polskiej ligi. W drugoligowych rozgrywkach będzie reprezentował drużynę Landshut Devils. - Myśleliśmy już o tym w przeszłości - zdradza żużlowiec. - Wszyscy wiemy, że żużel w Polsce jest porównywalny z piłką nożną w Niemczech. To duży krok dla klubu - twierdzi. Wyraża jednak smutek na wieść o możliwości rozpoczęcia rozgrywek bez udziału kibiców na trybunach. - Miejmy nadzieję, że szczepionka będzie działać! Wtedy być może zobaczymy naszych fanów na stadionach w połowie lub pod koniec sezonu.

Poza startami w klasycznej odmianie speedwaya, Smolinski znany jest przede wszystkim z long-tracku. Na długich torach dwukrotnie zdobył tytuł indywidualnego mistrza świata w sezonie 2018. Teraz FIM zdecydował się przyznać Niemcowi stałą dziką kartę. -To obrazuje poziom na którym się znajduje. Nie tylko od strony sportowej, ale także marketingowej - tłumaczy zawodnik z Landshut. - W zeszłym roku nie mogłem wziąć udziału w cyklu ze względu na wypadek, ale teraz zamierzam pokazać tym młodym chłopcom jak mocni są ci doświadczeni. Zamierzam wygrać ten tytuł ponownie - zapowiedział buńczucznie.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

 

Dowiedz się więcej na temat: Martin Smolinski | żużel | Grand Prix | Trans MF Landshut Devils | sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama