Reklama

Reklama

Żużel. Martin Smolinski: Lockdown Niemiec nie jest problemem. Tylko spotkań z przyjaciółmi brak (wywiad)

Martin Smolinski, gwiazda Landshut Devils, liczy na to, że obecnie trwający lockdown i szczepienia rozwiążą problem koronawirusa. Nie widzi zagrożenia dla startu ligi w kwietniu. - Osobiście nie mogę się doczekać, kiedy wsiądę na motocykl. A roboty mam teraz tyle, że zamknięte sklepy i placówki nie są dla mnie problemem. Tęsknię jedynie za spotkaniami w kawiarni ze znajomymi - mówi niemiecki żużlowiec.

Kamil Hynek, Interia: W Niemczech od około dwóch tygodni trwa lockdown. Czuje się pan trochę w swoim kraju jak w oblężonej twierdzy?

Reklama

Martin Smolinski, reprezentant Niemiec, zawodnik Landshut Devils: I tak i nie. Zrezygnowaliśmy co prawda ze wszystkich spotkań z przyjaciółmi oraz partnerami biznesowymi, ale cieszę się, bo mogę nadal pracować przy swoich motocyklach oraz silnikach. Musimy jednak przestrzegać zasad i obostrzeń, żeby dać sobie nadzieję na to, że w po Nowym Roku, kiedy zaczną się szczepienia na szerszą skalę znów będziemy wolni.

Jakie jest pana podejście do pandemii i obowiązujących ograniczeń w pana kraju. Każde miejsce jest praktycznie zamknięte.

Bardzo dużo czasu spędzam w warsztacie i biurze więc moja głowa jest zajęta tematami stricte żużlowymi. Uwierz mi, że roboty jest od groma i to, że wiele placówek, czy sklepów jest nieczynnych nie jest dla mnie dużym problemem. Za to bardzo tęsknie za codziennymi pogawędkami przy herbacie lub kawie w mojej kawiarni. Zawsze spotykałem się w niej z moimi bliskimi znajomymi. Tak, tego mi szalenie brakuje.

Jak pan i rodzina radzicie sobie w tym trudnym czasie, był pan chory, albo ktoś z pana najbliższego otoczenia, czy do tej pory udało wam się uniknąć zakażenia COVID-19?

Odpukać, na razie udaje nam się skutecznie uciekać przed wirusem. Chcę jednak podkreślić, że wewnątrz rodziny i klientów, którzy do nas przyjeżdżają mamy bardzo surowe zasady jeśli chodzi o dbanie o higienę, częste mycie rąk, używanie środków dezynfekujących itd. Poza tym dzięki lavita.de uzupełniamy nasz organizm o niezbędne witaminy.

Do startu sezonu w Polsce zostało jeszcze kilka miesięcy, ale jak pan sądzi, czy obecna sytuacja pandemiczna może wpłynąć na start niemieckich drużyn w naszej lidze. Czy powinniśmy zawczasu zacząć bić na alarm?

Skądże! Jestem daleki od paniki, ze spokojem patrzę w przyszłość. Musimy zaakceptować aktualny stan i spróbować się do niego w miarę możliwości dopasować. Najważniejsze jest w tej chwili nasze bezpieczeństwo, ale osobiście nie mogę się doczekać, kiedy znów wsiądę na motocykl.

Wraca pan do polskiej ligi w barwach rodzimego klubu Landshut Devils. Jak odebrał pan pomysł z udziałem zespołu z pana ojczyzny w 2 LŻ. A może nawet lobbował pan tę ideę?

Poniekąd trochę trafiłeś. Dyskutowaliśmy wewnątrz klubu o tym projekcie nie od wczoraj. Mocno się w niego zaangażowałem. Otrzymałem kilka interesujących ofert z polskich klubów, ale zdecydowałem, że skoro nadarza się okazja występować przed własną publiczności, dla lokalnych sponsorów, grzechem byłoby nie skorzystać.

Klub z Landshut kręci się wokół pana, jest pan jego największym magnesem i żywą reklamą?

Staram się aktywnie w nim działać, pokazać go z jak najlepszej strony. Za jego kulisami naprawdę dużo się dzieje, trochę rzeczy jest na moich barkach. Pewnie jak przyjdzie dostać po łbie, to też znajdę się na pierwszej linii frontu. Wcześniej brałem już czynny udział w naszą jazdę w Speedway Best Pairs. Byłem również moją firmą SR Speed partnerem umownym zespołu Trans MF Pro Race. Kiedy tylko mogę próbuję pchać niemiecki czarny sport do przodu.

Udało wam się sprowadzić do Landshut chyba wszystkich najlepszych niemieckich żużlowców.

Ścigać się w roli gospodarza u siebie w domu, przyznasz, że lepszego scenariusza nie mogłem sobie wymarzyć. Wyszło po prostu bajecznie. To super sprawa mieć ekipę niemal w pełni złożoną z samych rodaków. Jestem przekonany, że nie ma jednego polskiego klubu funkcjonującego na podobnych zasadach, w którego składzie są sami krajowi zawodnicy. To ogromne udogodnienie i szczęście, że udało nam się zebrać całą śmietankę niemieckich zawodników w jednym miejscu. Ale to także pokazuje, że ośrodek z Landshut pracuje na wysokim poziomie i bez przerwy się rozwija.

Pan od kiedy jest Diabłem?

Dołączyłem dziesięć lat temu. Przez ten okres udało się przywrócić modę na niemiecki żużel. Poprawiliśmy oglądalność, co roku awansujemy do finału ligi. Uważam, że potrafię prowadzić zespół, a to, że wszyscy w ekipie będziemy mówić w tym samym języku jest doskonałym handicapem w budowaniu atmosfery.

Jaki jest cel pana drużyny w debiutanckim sezonie w polskich rozgrywkach?

Najpierw faza play-off, a później idę w zasadę, że wszystko może się zdarzyć

To jeszcze na koniec proszę powiedzieć jak u pana ze zdrowiem. Zanim ruszył sezon 2020 doznał pan podczas treningu w Lipsku skomplikowanej kontuzji stawu biodrowego, która wyeliminowała pana z jazdy na długie miesiące. Ucierpiała ponadto kość udowa, był problem z nerwami.

Jest w porządku, szybko się regeneruję. Na teraz wyceniłbym swój powrót do formy na dziewięć w dziesięciostopniowej skali, a motory z garażu wyciągniemy dopiero za ok. trzy miesiące. Te dziesięć procent zostawiam, bo wciąż czekam na całkowitą rekonstrukcję nerwów. Wszystko jest jednak na odpowiedniej drodze do szczęśliwego zakończenia więc bawimy się w speedway dalej!

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Samochód 20-lecia na 20-lecie Interii! ZAGŁOSUJ i wygraj 20 000 złotych - kliknijZapraszamy do udziału w 5. edycji plebiscytu MotoAs. Wyjątkowej, bo związanej z 20-leciem Interii. Z tej okazji przedstawiamy 20 modeli samochodów, które budzą emocje, zachwycają swoim wyglądem oraz osiągami. Imponujący rozwój technologii nierzadko wprawia w zdumienie, a legendarne modele wzbudzają sentyment. Bądź z nami! Oddaj głos i zdecyduj, który model jest prawdziwym MotoAsem!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje