Reklama

Reklama

Żużel. Marcin Najman: Kiedyś musiałem przyłożyć jednemu prezesowi, ale teraz ma najpiękniejszy uśmiech w PGE Ekstralidze

Szokujące słowa Marcina Najmana, który przyznaje, że kiedyś musiał uderzyć prezesa Moje Bermudy Stali Gorzów Marka Grzyba. - Mam nadzieję, że pan Grzyb się zmienił, bo środowisko, w którym wtedy się obracał, za ciekawe nie było – mówi Najman w rozmowie z Interią.

Dariusz Ostafiński, Interia: Udało się panu świetnie rozreklamować walkę żużlowców na Gali VIP MMA, co nie zmienia faktu, że chyba będziemy mieli do czynienia z czymś w rodzaju bójki w wiejskiej dyskotece.

Marcin Najman, pięściarz, organizator gali: A ja jednak wierzę, że ci dwaj żużlowcy coś pokażą. Zawodowcami, jak wiadomo, nie są, ale trenują MMA. Jak oglądałem wideo wysłane mi przez Krystiana Plecha, na którym był Kacper Gomólski, to byłem pod wrażeniem. Daniel Kaczmarek też mi coś wysłał i też to dobrze wyglądało. Wiem, ja o nich, a wyjdą inni. Mam jednak nadzieję, że nie będzie bijatyki.

Reklama

A nie boi się pan, że oni zrobią sobie krzywdę?

- Sędzia wie, że to są amatorzy. Będzie czujny. Jeden mocny cios i przerywamy walkę. Na pewno nie chcemy, żeby któryś z nich trafił po walce na OIOM.

Zastanawia mnie, jak to jest, że wokół walki Mazur - Tyman zrobił się taki szum, jakby to Andrzej Gołota walczył z Riddickiem Bowe. Chyba muszę panu pogratulować umiejętności w zakresie PR-u. Z drugiej strony to smutne.

- To znak czasu. Tak samo mógłby pan zapytać, dlaczego lepiej sprzedają się walki Marty Linkiewicz, a nie Krzysztofa Głowackiego. Ja też mam z tym problem, ale to niczego nie zmienia. Moją walkę z Bonusem na Ergo Arenie oglądał komplet. Na tej samej hali, na walce Głowackiego z Oleksandrem Usykiem były cztery tysiące, czyli nawet nie połowa tego, co na moim pojedynku. To oznacza, że ludzie chcą widowisk, a nie sportu w czystej postaci. Osobiście wolałbym, żeby było inaczej, bo kiedy zaczynałem, to liczył się czysty sport i takie walki jak dzisiaj były nie do pomyślenia. Świat się jednak zmienia.

A kibice sobie żartują, że jak Najman skończy z zawodnikami, to weźmie się za prezesów.

- A który jest taki najbardziej buńczuczny?

Nie wiem.

- A najbardziej medialny?

Zdecydowanie Marek Grzyb. Pełno go wszędzie i na każdy temat ma coś do powiedzenia.

- O popatrz pan, to ci dopiero niespodzianka.

To znaczy?

- Akurat Marek Grzyb już stoczył jedną walkę. Żeby było zabawniej, to ze mną. To było w dyskotece Prasowa w Częstochowie jakieś 20, może 21 lat tremu.

Z jakim rezultatem?

- Wtedy panu prezesowi nie poszło. Właściwie to był pojedynek do jednej bramki. Do tego sportu pana Marka zniechęciłem.

Zaintrygował mnie pan. Jakieś szczegóły?

- Na szczegóły przyjdzie czas kiedy indziej. Teraz mogę dodać jedynie, że po tamtej walce panu Markowi został przynajmniej piękny uśmiech. Porcelanowy.

Chce pan powiedzieć, że prezes stracił zęby?

- No coś tam stracił.

To odszkodowanie pan musiał płacić?

- Nie, bo to był pojedynek bez gaży. Powiedziałem tylko wtedy panu Grzybowi, że jestem gotowy na rewanż. Nie skorzystał.

Nie wiedziałem, że pan prezes Stali miał takie przygody. I co takiego się stało, że doszło do tej nieoficjalnej walki?

- Zamierzchłe czasy. Mam jednak nadzieję, że pan Grzyb się zmienił, bo środowisko, w którym wtedy się obracał, za ciekawe nie było. Teraz proszę mnie jednak w tej sprawie za język nie ciągnąć.

Rozumiem, że szczęka panu opadła, jak się pan dowiedział, że pan Grzyb został prezesem Stali?

- Nie byłem specjalnie zdziwiony, bo takie rzeczy się zdarzają. Od razu wiedziałem, że to jest ten pan Grzyb z Częstochowy. On chodził z moją siostrą do klasy, także kiedyś nie był dla mnie anonimowy. Teraz nie mamy kontaktu. Przyznam jednak szczerze, że dla mnie to niepojęte, że prezesem Stali jest człowiek z miasta, w którym jest Włókniarz. Od razu jednak dodam, że ja nie muszę wszystkiego rozumieć, więc może tak ma być.

Rozumiem jednak, że gdyby był pomysł na walkę prezesów, to pana Grzyba by pan wziął. On zresztą niedawno wspominał w mediach społecznościowych, że chciałby sparować ze mną, ale ja nie gustuję w tego typu rozrywkach. Może przykładowo prezes Michał Świącik by chciał. Taki rewanż za ubiegłoroczne pojedynki Włókniarza ze Stalą. Jeden się nie odbył, drugi rozegrano na raty z powodu spalonej rozdzielni w Gorzowie.

- Prezes Świącik to pacyfista, on by na pewno nie chciał. Pomysł jednak ciekawy, mogliby sobie panowie parę rzeczy w klatce wyjaśnić. Takie rozładowanie emocji nie jest złe. Zwłaszcza u mężczyzn. Kobiety jak się gniewają, to długo, a faceci dadzą sobie po gębie, a za chwilę piątkę przybiją.

Czyli żużlowe plany są.

- Tak, ale zanim ten pomysł z prezesami wcielimy w życie, to jeszcze Edka Mazura czeka druga walka. Po tym pojedynku z Tymanem do ringu wejdzie Kamil Wieczorek i wyzwie Edka na pojedynek. Bez względu na to, czy wygra, czy przegra.

Pay-per-view dobrze się sprzedaje?

- Całkiem nieźle. Jestem pozytywnie zaskoczony. Myślę sobie jednak, że prezesi mieliby większe wzięcie. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje