Reklama

Reklama

Żużel. Maksym Drabik przerwał milczenie. Obwinia Betard Spartę. Nie rozumie POLADY

- Nie zapytałem czy nie dociekałem, bo darzyłem klub, w tym lekarza, zaufaniem i uważałem za kompetentnych. Byłem nieświadomy, że została mi podana metoda zabroniona – tłumaczy Maksym Drabik, który po długim okresie medialnego milczenia wreszcie wydał oświadczenie w mediach społecznościowych.

Przypomnijmy, że Drabik został zawieszony na okres 12 miesięcy. Jest to efekt przyjęcia przez niego zbyt dużej infuzji dożylnej pod koniec sezonu 2019. Wlewka witaminowa, która została podana żużlowcowi sama w sobie nie stanowi substancji zakazanej, jednak w domowych warunkach można jej przyjąć tylko 100 mililitrów. W zawodnika Betard Sparty wlano zaś pięciokrotnie większą objętość. Tego typu działania są wykonywane przez dopingowiczów w celu wypłukania z organizmu nielegalnych środków.

Środowisko przyjęło wysokość kary dla Drabika ze sporym niedowierzaniem. - Rok to praktycznie żadna kara, Maksym ma sporo szczęścia. Treningi na motocyklu można zacząć 2 miesiące przed końcem zawieszenia, a więc w jego przypadku pod koniec sierpnia. To naprawdę prędko, za 2 lata wszyscy o tym zapomną - mówił na łamach Interii Jacek Frątczak, który prowadził Falubaz Zielona Góra, kiedy na dopingu wpadł Patryk Dudek.

Reklama

Podobny pogląd wyrażała POLADA, która postanowiła odwołać się od wyroku. Agencja wnioskuje o 2 lata zawieszenia. Dla Drabika to naprawdę spora różnica - większa niż tylko dwukrotnie dłuższy okres karencji. Wracając do ścigania w sezonie 2022 miałby 24 lata, co stawiałoby go w świetnym położeniu. biorąc pod uwagę, że każdy polski klub musi w meczowym składzie posiadać jednego seniora U24, były zawodnik Sparty z pewnością szybko znalazłby dobrego pracodawcę.

Przyznaje się do winy, ale doping go brzydzi W nocy z soboty na niedzielę, Drabik po bardzo długiej przerwie nareszcie zabrał głos. Od momentu feralnego zawieszenia ostentacyjnie unikał bowiem pojawiania się w mediach, odmawiając nawet rozmów pomiędzy biegami z reporterami telewizyjnymi, mimo iż obligowały go do tego przepisy regulaminu.

W opublikowanym na instagramowym profilu oświadczeniu żużlowiec zarzuca POLADZIE, iż jej przedstawicielom "zależy by było głośno, by mówiono oraz komentowano" (pisownia oryginalna). Drabik przyznaje się do winy dodając, że chciał być uczciwy i brzydzi się dopingiem. Twierdzi, iż nie zainteresował się podawaną mu infuzją, ponieważ "darzył klub w tym lekarza zaufaniem i uważał za kompetentnych".

Pełna treść oświadczenia poniżej:

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama