Reklama

Reklama

Żużel. Mają rekordowy budżet, srebrny medal, ale ciągle marzą o mistrzostwie Polski

Motor Lublin w stu procentach zrealizował przedsezonowe plany. Może nawet z nadwyżką, bo w klubie celowali w rundę play-off i walkę o medale. Skończyło się na srebrnym krążku i rozbudzonymi apetytami na przyszłoroczny sezon. Motor to najbogatszy klub w całej lidze, wspierany przez spółki skarbu państwa, dlatego nic dziwnego, że aspiracje są jeszcze większe. Celem Drużynowe Mistrzostwo Polski.

Komentarz: W klubie już od momentu awansu do PGE Ekstraligi marzyli o play-offach i wreszcie się udało. Co więcej, drużyna znalazła się w finale, wywalczyła srebrny medal, osiągnięto wielki sukces, więc możemy mówić o spełnieniu. Oczywiście była szansa na złoto, ale Betard Sparta Wrocław była zwyczajnie mocniejsza. Motor jest jednak w ciągłej fazie wzrostu - działacze rok rocznie wzmacniają skład, wymieniają najsłabsze ogniwa, a taka strategia ma ich doprowadzić do upragnionego Drużynowego Mistrzostwa Polski. Tak czy siak, sezon 2021 mogą zaliczyć na duży plus.

PLUSY:

Reklama

Transfer Dominika Kubery. Warto było zainwestować w tego chłopaka. Różne miewał momenty w trakcie sezonu, ale w najważniejszych spotkaniach okazał się liderem w pełnym tego słowa znaczeniu. Do tego świetnie się zaklimatyzował w drużynie. Być może lublinianie nie mieli najmocniejszego duetu obcokrajowców, ale dzięki rewelacyjnemu Kuberze i silnej parze młodzieżowców, zespół był idealnie zbilansowany.

Juniorzy. To rzecz jasna kolejny z plusów. Prezes Jakub Kępa może być zadowolony ze swoich zeszłorocznych transferów. Pomysł z Kuberą wypadł idealnie, a kasa wrzucona w transfer Mateusza Cierniaka też się spłaciła. W duecie z Wiktorem Lampartem stworzyli najmocniejszy duet w całej lidze. Lublin młodzieżą stał. Można zaryzykować stwierdzenie, że tegoroczny sukces klubu z pewnością nie byłby możliwy bez tej dwójki zawodników. Zrobili różnicę.

Twierdza Lublin. Motor w całym sezonie nie przegrał żadnego meczu na własnym torze. W pewnym momencie drużyna miała problem z wygrywaniem wyjazdowych spotkań, ale tlen i punkty łapała właśnie u siebie. Chcąc walczyć o medale, trzeba posiadać atut własnego toru. Wygrywanie meczów przed własną publicznością to jedno, ale zespół Jacka Ziółkowskiego najczęściej robił to z pokaźną przewagą, dzięki czemu znacznie łatwiej było im zgarniać punkty bonusowe. To droga najpierw do play-offów, a później do walki o medale.

MINUSY:

Problem Buczkowskiego. To temat dość trudny w ocenie. Patrząc generalnie transfer doświadczonego zawodnika nie do końca wypalił. Przez większą część sezonu miał problem ze skutecznym punktowaniem. Sporo pracował, ale efektów było brak. Zresztą nie bez kozery po roku startów w Lublinie zmienia zespół i przenosi się do eWinner 1. Ligi. Z drugiej jednak strony Buczkowski w końcówce sezonu złapał wiatr w żagle i w play-offach nie zawiódł. Widać, że forma rosła. To efekt większej liczby startów, której na początku mu brakowało. Żeby nie być bardzo surowym, przygodę Buczkowskiego w Motorze można ocenić w skali szkolnej na trójkę. Tragedii nie było, ale do ideału sporo brakowało.

Niedosyt po finale. Zacznijmy od tego, że Motor nie może mówić o żadnym rozczarowaniu przez przegrany finał z Betard Spartą. Wrocławianie zwyczajnie byli lepsi. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia i zdaniem niektórych lublinianie nie wykorzystali swojej szansy. Chodzi o pierwszy mecz finałowy i domniemany błąd menedżera Jacka Ziółkowskiego, który nie wykorzystał w pełni potencjału Mikkela Michelsena. Dziś trudno oceniać, czy ewentualna zmiana taktyczna, o którą się rozchodzi cokolwiek by dała. Inna sprawa, że Ziółkowski został wybrany najlepszym menedżerem PGE Ekstraligi, za co otrzymał Szczakiela podczas gali. To pokazuje, że jego praca została doceniona.

Cytat sezonu:

- Nasze decyzje były błędne - mówił po pierwszym meczu finałowym w Lublinie Jarosław Hampel. Przypominamy te słowa nieprzypadkowo, bo były wicemistrz świata zawiódł w najważniejszych meczach. Oczywiście to ciągle bardzo solidny zawodnik, jednak lata świetności ma już za sobą. Być może, gdyby w finałach zakręcił się w okolicach 10 punktów na mecz, to złoto dla Motoru byłoby możliwe. Niemniej jednak przyszły rok może być weryfikacją Hampela. Do zespołu dołączy Maksym Drabik, będzie wielkie parcie na złoty medal, więc były reprezentant Polski będzie musiał zrobić wiele, aby nie wypaść z tej karuzeli i sprostać oczekiwaniom.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje