Reklama

Reklama

Żużel. Lot Stali na Teneryfę. Ma być przyjemnie, może skończyć się izolacją i dużymi kłopotami

14 lutego drużyna Moje Bermudy Stali Gorzów leci na tydzień na Teneryfę. Na pokładzie samolotu będą nie tylko zawodnicy, ale i sponsorzy i pracownicy klubu. Można by rzec, super. Jest jednak jeden mały problem: koronawirus. Jedno zakażenie może spowodować, że cała ekipa trafi na izolację.

Żyjemy w czasach, gdy kluby rezygnują ze zgrupowań. Nawet z tych w kraju. Nie chcą ryzykować, że z powodu jednego zakażenia cała grupa trafi na izolację. To tylko niepotrzebny kłopot, który może skomplikować plany treningowe na nieco ponad miesiąc przed startem ligi. Takie ryzyko podejmuje jednak Moje Bermudy Stal, która 14 lutego, bardzo liczną grupą, udaje się na Teneryfę.

Reklama

Od jednego z klubowych lekarzy słyszymy, że taki lot to ogromne wyzwanie, bo nawet podjęcie maksymalnych środków ostrożności może nie wystarczyć. - Jeśli już jednak zespół musi lecieć, to sugerowałbym nie tylko zrobienie testów na dwa dni przed wylotem, ale i tych szybkich na lotnisku. Po to, żeby po wylądowaniu nie okazało się, że jednak mamy zakażonego na pokładzie, bo od razu wszyscy trafią na izolację, a to nie jest przyjemna sprawa - mówi nam lekarz.

Już na miejscu ryzyko zakażenia też jest spore. Co prawda słyszy się, że do kontaktu sponsorów z zawodnikami ma dojść najwyżej dwa razy, co nie zmienia faktu, że tam w każdej chwili może dojść do zakażenia. Najlepiej by było, jakby lecieli sami żużlowcy i kilka osób sztabu. Im więcej ludzi, tym zagrożenie rośnie. A jeśli w trakcie badań przed powrotem do Polski (są wymagane na 48 godzin przed) okaże się, że ktoś ma koronawirusa, to ponownie jest ryzyko zamknięcia wszystkich w izolacji, co opóźni powrót do kraju.

- To oczywiście prywatna sprawa Stali, co robi w okresie przygotowań, ale ja bym nie poleciał - mówi nam Marek Cieślak, były trener kadry, obecnie szkoleniowiec ROW-u Rybnik. - Ja zrezygnowałem ze zgrupowania w Szklarskiej Porębie, choć chętnie pojeździłbym z drużyną na biegówkach. Poza tym byłaby okazja, żeby się zintegrować. Wolę jednak to wszystko stracić i mieć święty spokój. Zresztą reprezentacja też nie robi zgrupowania, bo się boją, że jeden zakazi resztę, a w najlepszym razie wyśle ich na izolację.

- Lot samolotem, liczna grupa no i spotykanie się z innymi ludźmi, bo przecież na Teneryfie nie będą gorzowianie sami, zwiększa ryzyko - kontynuuje Cieślak. - A ja w sprawach wirusa słucham profesora Simona, który mówi, że bawimy się gorącym kartoflem. Ja mam sąsiada, też ma na imię Marek, który ciężko przeszedł koronawirusa. Mówił mi, że to chciało go zabić. Nikt z nas nie wie, jaką ma odporność. Mówimy, że kłopotem może być izolacja, a zapominamy, że może się stać coś znacznie gorszego.

Oczywiście zgrupowanie Stali może przebiec bezkolizyjnie, ale ryzyko związane z tą wyprawą jest ogromne. W razie jakichkolwiek komplikacji zostaną zakłócone przygotowania do sezonu. Zarówno te sportowe, jak i organizacyjne. Na Teneryfę wybierają się wszak pracownicy klubu. Jeśli oni się tam pozarażają, to klub zostanie uziemiony.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama