Reklama

Reklama

Żużel. Liga angielska nie ruszy w marcu. Grajczonek znowu wystawi Polonię?

Rok temu początek kłopotów bydgoskiego klubu związany był z odpuszczeniem żużla przez Josha Grajczonka. Australijczyk z polskim paszportem wybrał lepiej opłacalną pracę w kopalni i nie kalkulowału mu się, by startować tylko w Polsce. Zadeklarował jednak, że do speedwaya wróci w 2021 roku, by znów ścigać się w dwóch ligach. Problem w tym, że Anglia rusza dopiero w maju, o ile pojedzie zgodnie z planem. W Bydgoszczy już mówi się, że Grajczonek myśli, co z tym fantem zrobić.



Gdy wiosną zeszłego roku Josh ogłosił, że na rok porzuca speedway, w Polonii zaczęły się gorączkowe poszukiwania jego zastępcy. Klub ściągnął Dawida Lamparta oraz Patryka Rolnickiego. Pierwszy jednak niczego specjalnego nie wniósł, a drugi w ogóle nie zadebiutował, bo nie było sensu wystawiać w eWinner 1. Lidze zawodnika, który słabo jeździł w 2. Lidze Żużlowej. Wobec urazu Davida Bellego sytuacja Abramczyk Polonii była już katastrofalna, a klub pędził po autostradzie do spadku z ligi. Pod koniec rozgrywek dołączył do drużyny Grzegorz Zengota, który uratował klub przed spadkiem. Jego przyjście zbiegło się z nagłym kryzysem formy rewelacyjnego Wadima Tarasienki, który słabo zaprezentował się w kilku kluczowych biegach walki Lokomotivu o utrzymanie, a chwilę później... przyszedł do Polonii.

Reklama

Oficjalnie do Grajczonka nikt żalu nie miał, ale w bydgoskim środowisku mówiło się co innego. Zawodnik mocno skomplikował sytuację klubu i tak na dobrą sprawę Jerzy Kanclerz wobec podpisanego kontraktu mógł wymagać od niego przyjazdu do Polski, nie patrząc na inne rzeczy. Żużlowiec stwierdził, że robi roczną przerwę od żużla i wróci w 2021 roku, gdy na świecie będzie już spokojniej. Abramczyk Polonia zostawiła go w składzie, ale zabezpieczyła się na wypadek powtórki sprzed dwunastu miesięcy. I kto wie, czy do takiej powtórki nie dojdzie.



Grajczonek uzależnia swój przyjazd do Europy od tego, czy będzie mógł łączyć Polskę z Anglią. Sama Polska mu się nie opłaca. Rzecz wygląda jednak tak, że do naszego kraju musiałby przyjechać już w zasadzie na początku marca, żeby wziąć udział w sparingach i powalczyć o skład. Liga polska rozpoczyna się w kwietniu, więc prawie dwa miesiące czekałby na Anglię. Wątpliwie, by nielubiący sztywnych reguł i przystosowywania się (jak każdy Australijczyk) Grajczonek miał ochotę bawić się w coś takiego.

W Bydgoszczy już mówi się, że Josh nie przyjedzie co najmniej na początek sezonu. Należy spodziewać się, że ewentualne odwlekanie rozpoczęcia ligi angielskiej przedłuży jego nieobecność w Polsce. Należy tutaj przy okazji kierować się faktami, a nie deklaracjami, bo rok temu mówiono, że Grajczonek już leci do Polski i jest w Dubaju, a ostatecznie nie doleciał. Tym razem klub jest lepiej przygotowany na jego decyzję, choć w przypadku słabej formy Adriana Gały może zrobić się kłopot.  

Warto także zauważyć, i dostrzegają to także kibice, że Grajczonek na swoich profilach w mediach społecznościowych niespecjalnie wygląda na przygotowującego się do zbliżającego się przecież wielkimi krokami nowego sezonu. Za miesiąc powinniśmy być po pierwszych sparingach, a u niego nie widać nawet typowego dla żużlowca w tym okresie podekscytowania nadchodzącym wydarzeniem. Widać za to posty dotyczące jego aktualnego miejsca pracy, a tym miejscem nie jest tor żużlowy. To każe myśleć, że trudno spodziewać się marcowego przyjazdu Josha do Polski. Sam zawodnik być może również nie do końca zdaje sobie sprawę, że przy tak długiej przerwie od żużla powrót do wysokiej formy może zająć mu dłuższy czas niż przewiduje i być może wypadałoby mocniej przyłożyć się do wiosennych jazd treningowych.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Josh Grajczonek | Abramczyk Polonia Bydgoszcz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje