Reklama

Reklama

Żużel. Leszek Tillinger: Po meczu w Gnieźnie powinny posypać się kary. Gdzie był sędzia, co robił toromistrz?

- To była antyreklama żużla. Nie po to mamy komisarzy i robimy całą otoczkę wokół wszystkiego, żebyśmy byli świadkami takich scen. Dziwię się również sędziemu i braku reakcji z jego strony. Za to co stało się w poniedziałek niewątpliwie powinny być wyciągnięte jakieś konsekwencje. Liczę na to, że Główna Komisja Sportu Żużlowego podejmie w tej kwestii jakąś decyzję – pisze w nowym felietonie Leszek Tillinger.

Nie mam wątpliwości, że mecz Startu z Wilkami był antyreklamą żużla. Tor był fatalny. Było to już widać od pierwszych biegów. Nawierzchnia się cały czas rozwalała. Oczywiście to wszystko spowodowało ogromną liczbę wypadków. Na dobrze przygotowanym torze to się nie zdarza. Zrobienie dobrego toru nie jest problemem. Szczególnie, że nie było tam wcale wielkich opadów deszczu.

Za to co stało się w poniedziałek niewątpliwie powinny być wyciągnięte jakieś konsekwencje. Liczę na to, że Główna Komisja Sportu Żużlowego podejmie w tej kwestii jakąś decyzję, bo to było zaprzeczeniem wszystkiego. Nie po to mamy komisarzy i robimy całą otoczkę wokół wszystkiego, żebyśmy byli świadkami takich scen. Jeżeli komisarz toru nie mógł wymusić od organizatora tego co powinien, to gospodarza trzeba w takim razie ukarać. Jeżeli zaś komisarz dopuścił do tego i nie miał żadnych uwag do miejscowych, to sam komisarz powinien dostać po czterech literach.

Reklama

Dziwię się również sędziemu i braku reakcji z jego strony. On też miał dużo do powiedzenia, a powiedzmy sobie wprost - nikt nie chciałby prowadzić takich zawodów, gdzie są same upadki. On również ponosi pewną odpowiedzialność za to co się stało kilkanaście godzin temu. Zauważmy, że to on na siłę przyspieszył to spotkanie, ponieważ na horyzoncie pojawiły się chmury. Do ósmego biegu nie było żadnego równania toru. Dopiero później wyjechały ciągniki, ale nie oszukujmy się, było już wtedy po herbacie.

Pozostaje tylko czekać na nędzne usprawiedliwianie się słowami typu "Krosno jechało, więc tor był dobry". Zaraz będzie zganianie winy na zawodników, bo jak to tak że jedni jechali, a drudzy sobie nie radzili. Tak będą mówić. Trzeba jednak spojrzeć na to z innej perspektywy i uświadomić sobie, że zarówno z jednej, jak i drugiej strony były upadki. Nawet klasowi zawodnicy czasem mieli problem z opanowaniem motocykla, zwłaszcza na tych łukach.

Młodzieżowcy na tym torze nie radzili sobie kompletnie. Nawet Oskar Fajfer, który robi w tym miejscu komplety punktów odmawia jazdy i boi się o swoje zdrowie. Niewątpliwie wystraszył się po tych dwóch swoich upadkach. Z nawierzchnią toru zapoznała się praktycznie cała stawka tego feralnego meczu.

Start sam sobie narobił szkody. Ten tor mógł być trochę inny. Nie ma co zwracać uwagę na jakiś malutki deszczyk. Jeżeli rzeczywiście było tak źle pod względem pogody, to zwyczajnie zwołuje się naradę, a następnie odwołuje zawody. Ustalamy następny termin i jest po sprawie. Nie można nigdy robić czegoś na siłę.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama