Reklama

Reklama

Żużel. Leszek Tillinger: GKM nie może się cackać z Bjerre. Duńczyk się obudzi, kiedy Grudziądz będzie już pozamiatany

- Kiedy słyszę w telewizji, jak Bjerre mówi, że przyjdzie, czas gdy on zacznie robić dwucyfrówki, to nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Facet z takim doświadczeniem, przeszłością w cyklu Grand Prix opowiada jakieś dyrdymały. Podobnymi wypowiedziami zawodnicy sami się kompromitują i wystawiają na strzał - pisze Leszek Tillinger.

Może zajdę za skórę kibicom ekipy z Grudziądza, ale ich drużyna pewnym krokiem zmierza ku spadkowi do eWinner 1. Ligi. W Toruniu i Zielonej Górze mogą powoli zacierać ręce, ponieważ wśród trzech ekip, które miały walczyć o utrzymanie, z grona: Marwis.pl Falubaz, eWinner Apator i DPV Logistic GKM, właśnie ta ostatnia zdecydowanie najmocniej odstaje.

Przepraszam, ale mnie minimalna wygrana z Betard Spartą nie zmyli. Trener Dariusz Śledź dostał chyba jakiegoś zaćmienia, albo nie patrzył w program, bo nie doprowadzenie do podwójnej rezerwy taktycznej przed biegami nominowanymi zakrawało na sabotaż. Po kontuzji Taia Woffindena miał dwóch zawodników nie do ugryzienia i strzelił sobie spektakularnego samobója, obdarowując GKM dwoma punkty owiniętymi w złotko.

Reklama

Tylu doradców wokół i żeby nie widzieć takiej oczywistości? Tam naprawdę nie trzeba było szukać kwadratowych jaj. Takie sytuacje często lubią się mścić, dlatego za karę po czternastym wyścigu było po balu. Już dwa dni później Moje Bermudy Stal ich brutalnie zweryfikowała

W GKM-ie chyba raz na zawsze wybili sobie z głowy pomysły, że Kasprzakiem i Bjerre, to PGE Ekstraligi już nikt nie zwojuje. Chcieli na siłę robić z liderów zawodników, którzy nadają się na drugą linię.

Kiedy słyszę w telewizji, jak Bjerre mówi, że przyjdzie, czas gdy on zacznie robić dwucyfrówki, to nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Facet z takim doświadczeniem, przeszłością w cyklu Grand Prix opowiada jakieś dyrdymały. Podobnymi wypowiedziami zawodnicy sami się kompromitują i wystawiają na strzał. Przecież to nie jest junior tylko gość, któremu w zimie zapłaciło się jak za zboże. Nie robiłbym afery, gdyby podobne słowa wyszły z ust np. Norberta Krakowiaka.

Strasznie razi mnie cackanie się z Kennethem i czekanie aż w końcu odpali. Osobiście już zaryzykowałbym i postraszyłbym go Romanem Lachbaumem. Niech Duńczyk nie czuję bezkarny, że jest świętą krową. Tu trzeba radykalnych decyzji. Za chwilę okaże się, że Bjerre faktycznie obudzi się, ale GKM będzie już miał dawno ligę pozamiataną.

W GKM-ie mogą sobie z Lachbaumem pluć w brodę. Chowają go od kilku lat głęboko w szafie, dają sporadyczne szanse, zamiast od dawna szykować do takich sytuacji jak teraz. W ten sposób marnowany jest potencjał Rosjanina.

Co do Kasprzaka, nie wiem, czy jakiś klub nabierze się jeszcze w zapewnienia o powrocie do jego wielkiej formy. Boję się, że i w Grand Prix, o ile cykl ruszy będzie wożenie ogonów. A Krzysiek już jest pogubiony. Zazwyczaj było tak, że dobry występ w jednym meczu, nastrajał pozytywnie na następne zawody. Krzyśkowi nawet przyzwoite spotkanie ze Spartą niewiele pomogło, bo za chwilę z Gorzowem była klapa po całości.

A Nicki jak to Nicki. Miał zaopiekować się kolegami, zadbać o atmosferę, to wozi się po płotach z Przemysławem Pawlickim. Była gadka o kolektywie, a dalej są krzyki i wzajemne pretensje w parku maszyn. Z tym, że Pedersen zawsze był indywidualistą i tego już nie zmienimy. Póki trzykrotny mistrz świata robi solidne punkty, a tak jest teraz, dopóty nikt się na niego nie zająknie. To jedyne światełko w tunelu GKM-u i preferuje takiego narwańca Nickiego, który zamyka usta krytykom swoją postawą, niż kogoś kto siedzi cichutko, jak mysz pod miotłą, ale nie gwarantuje mi żadnej zdobyczy.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje