Reklama

Reklama

Żużel. Leszek Tillinger. Cieślak się zgrzał, coś w nim pękło. Powiedział jednak prawdę i żegna się Rybnikiem

- W środowisku zapanowało powszechne oburzenie, że Cieślak odważył się publicznie skrytykować podopiecznych. Nie nazwałbym tego strzelaniem otwartą amunicją do własnego ogródka, a po prostu realną oceną sytuacji. Może słowa były dosadne, ale czy Marek operował nieprawdą? Nie, był szczery do bólu i za to go cenię. Takich ludzi, którzy nie owijają w bawełnę w polskim żużlu bardzo brakuje - pisze w swoim najnowszym felietonie dla Interii Leszek Tillinger.

ROW Rybnik dostał potężny łomot w Ostrowie i pożegnał się marzeniami o PGE Ekstralidze. Jeszcze w trakcie meczu Marek Cieślak udzielił emocjonalnego wywiadu dziennikarzowi nsport+. Menedżer nie zostawił w nim suchej nikt na swoich zawodnikach, którzy od pierwszego biegu kompromitowali się na potęgę.

Najbardziej oberwało się Michaelowi Jepsenowi Jensenowi i Rune Holcie. Cieślak stwierdził wprost, że gdyby Duńczyk był dobry, to jeździłby w PGE Ekstralidze, a nie w Rybniku. O Norwegu z polskim paszportem powiedział z kolei, że jak na chłopa przed pięćdziesiątką, w ogóle cieszy się, iż chce mu się jeszcze bawić w żużel.

Reklama

W środowisku zapanowało powszechne oburzenie, że Cieślak odważył się publicznie skrytykować podopiecznych. Nie nazwałbym tego strzelaniem otwartą amunicją do własnego ogródka, a po prostu realną oceną sytuacji. Może słowa były dosadne, ale czy Marek operował nieprawdą? Nie, był szczery do bólu i za to go cenię. Takich ludzi, którzy nie owijają w bawełnę w polskim żużlu bardzo brakuje.

Cieślak jest emocjonalnym gościem. Pewnie trochę zgrzał go wynik i coś w nim pękło. Marek nie jest też przyzwyczajony do porażek. Ostatnie lata to ciągłe pasmo sukcesów. Reprezentacja, klub, zawsze walczył o najwyższe cele. Od powrotu do Częstochowy, potem odejścia w kontrowersyjnych okolicznościach już mu tak dobrze nie idzie i może stąd ta głośna irytacja. Na przestrzeni bogatej kariery rzadko mu się zdarzało być zwalnianym, raczej sam z różnych względów odchodził.

Padają argumenty, że Cieślak ukręcił na siebie bat, bo skład był jego autorskim pomysłem, a teraz ucieka od odpowiedzialności i zrzuca ją na zawodników. Tylko, czy on rzeczywiście budował go w pojedynkę? Nie dałbym sobie za to ręki uciąć. Wiemy, jak prezes Krzysztof Mrozek lubi mieć nad wszystkim kontrolę. Inna sprawa, że doświadczony szkoleniowiec firmował tę drużynę swoją twarzą, zgodził się na to co dostał więc zabić się pierś też powinien. Tylko, że jak w drużynie mającej aspiracje ekstraligowe liderem jest dziadek Holta, to czym my gadamy...

Nawet jeżeli Mrozek nie będzie chciał z nim kontynuować współpracy, a Marek nie będzie miał zamiaru wybierać się na emeryturę, da sobie radę. Jestem przekonany, że magia nazwiska Cieślak wciąż zadziała na innych prezesów. To ambitny facet, będzie chciał zejść ze sceny na swoich zasadach, w glorii chwały. Z drugiej strony, w przypadku gdyby Mrozek faktycznie go odpuścił, popełniłby błąd. A kto wie, może szkoleniowiec sam dojdzie do wniosku, że nie ma sensu tego ciągnąć dalej. I w mojej opinii, to najbardziej realny scenariusz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje