Reklama

Reklama

Żużel. Lać czy nie lać? Dlaczego Cellfast Wilki zgasły w świetle jupiterów?

W poniedziałek mieliśmy wielkie święto w Krośnie, czyli pierwszy w historii mecz żużlowy Wilków przy sztucznym świetle. Problem w tym, że wielkiej radości po spotkaniu nie było, bo Wilki przegrały. To, co było atrakcją dla kibiców (światło i wieczorowa pora), okazało się zabójcze dla zawodników, którzy nie mogli połapać ustawień.

Cellfast Wilki przegrały po serii siedmiu wygranych spotkań. Z dwóch powodów. Po pierwsze w niedzielę spadł deszcz. Po drugie drużyna nigdy wcześniej nie jechała u siebie wieczorową porą przy świetle jupiterów.

Lebiediew krzyczał, żeby nie lać wody

Andrzej Lebiediew, lider Wilków, po jednym z biegów krzyczał, żeby nie lać więcej wody na tor. W tym samym czasie kierownik gości i menedżer Zdunek Wybrzeża próbowali wymóc na komisarzu, żeby jednak polać nawierzchnię.

Woda okazała się zabójcza dla zespołu Wilków. Wszystkie wcześniejsze mecze w Krośnie rozgrywali oni o innej porze dnia. Zawsze świeciło słońce, woda wlewana w tor miała jak odparować. Żużlowcy mieli gotowe rozwiązania na taką nawierzchnię.

Reklama

W poniedziałkowym spotkaniu z Wybrzeżem tor był wilgotny i nasączony wodą. Wilki nie potrafiły się w tej sytuacji kompletnie odnaleźć. Nigdy wcześniej zawodnicy Michała Finfy tego nie przerabiali. Nie wiedzieli, jak doregulować sprzęt, dlatego bezbłędnemu wcześniej Tobiaszowi Musielakowi przytrafiły się porażki. Inni zawodnicy też punktowali gorzej niż w poprzednich meczach.

Nowy program o Euro - codziennie na żywo o 12:00 - Sprawdź!

Nie możesz oglądać meczu? - Posłuchaj na żywo naszej relacji


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje