Reklama

Reklama

Żużel. Kubera zasłużył na stałą dziką kartę, a pewnie jej nie dostanie

Na arenie międzynarodowej Dominik Kubera spisał się znakomicie. 22-latek pokazał, że stać go na walkę z najlepszymi. Żużlowiec jak nikt inny zapracował sobie na stałą dziką kartę w Grand Prix. Niestety dobre wyniki innych Polaków sprawiają, iż najpewniej Kubera obejdzie się smakiem.

Dominik Kubera to niewątpliwie zawodnik z potencjałem, ale przed sezonem niewielu widziało w nim kandydata na dołączenie do stawki Grand Prix. Początek sezonu w PGE Ekstralidze tylko to potwierdził. 22-latek miewał dobre mecze, ale w ogólnym rozrachunku jego forma pozostawiała sporo do życzenia.

Mistrz wykorzystywania szans

Mimo tego otrzymał on dziką kartę na Grand Prix w Lublinie, choć wynikało to raczej z braku innych ciekawych opcji. Zawodnik nie postanowił zbierać lekcji, tylko rozpychać się łokciami wśród elity. Efekt? Dwa miejsca na podium. Leszczynianin postawił stempel w szwedzkiej Malilli, gdzie wystąpił za kontuzjowanego Martiva Vaculika. Półfinał na obcej ziemi wykluczył przypadkowość poprzednich sukcesów. W tamtym momencie Kubera miał nawet realne szanse na czołową szóstkę.

Reklama

Ostatnio Kubera pojawił się u boku Bartosza Zmarzlika w Speedway of Nations. Było to spore zaskoczenie, gdyż wszyscy spodziewali się Macieja Janowskiego. 22-latek otrzymał kolejną okazję, by coś udowodnić. Po raz kolejny żużlowiec zdał egzamin. Polska wygrała wszystkie wyścigi, a reprezentant Motoru przywiózł sporo punktów.

Przede wszystkim nie zawiódł on w kluczowych pojedynkach. W starciu z Duńczykami pokonał Leona Madsena, ze Szwedami Kubera wziął się za ściganie Fredrika Lindgrena. Zmarzlik w tamtym biegu kompletnie się pogubił i gdyby nie defekt Pontusa Aspgrena, to być może mistrz świata przyjechałby ostatni.

Wyróżnił się na tle pozostałych

Takie występy w międzynarodowych zmaganiach oraz rosnąca postawa w lidze mówi jedno - Dominik Kubera jest gotowy na walkę z czołówką. Lepiej udowodnić tego nie mógł. Sprzętowo wygląda dobrze, presja go nie zżera i potrafi się ścigać. W ostatnim czasie nikt aż tak bardzo nie zapracował na miano kandydata. W normalnych warunkach byłby on pewniakiem do stałej dzikiej karty. Czasami wystarczył do tego jeden dobry turniej. Kubera odjechał takich aż cztery.

Niestety najpewniej 22-latek będzie musiał obejść się smakiem i spróbować za rok, a to przez swoją narodowość. Widoki na czterech Polaków w cyklu są zbyt duże. Zmarzlik ma już utrzymanie, Paweł Przedpełski i Patryk Dudek awansowali przez GP Challenge.

Pozycja Macieja Janowskiego jest z kolei zbyt duża. Nawet jeśli w klasyfikacji wyprzedzi go Leon Madsen, zawodnik Betard Sparty Wrocław powinien otrzymać stałą dziką kartę ze względu na wiele lat startów. W walce liczy się jeszcze m.in. Max Fricke. Jeśli on pogodzi Polaka i Duńczyka, wtedy z automatu do Grand Prix wejdzie Janusz Kołodziej. Krótko mówiąc, stanie się cud, jeśli Dominik Kubera otrzyma przepustkę do Grand Prix 2022.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje