Reklama

Reklama

Żużel. Krzysztof Cegielski o speedwayu w Krakowie: Wszystko legło w gruzach

- Liczyłem na to, że sytuacja tak się rozwinie, iż będziemy pukać do ekstraligi. Dzisiaj pukają, ale zawodnicy, którzy szukają swoich pieniędzy i to jest najgorsze - mówi w rozmowie z Interią Krzysztof Cegielski, były żużlowiec, a obecnie ekspert, który dziesięć lat temu, swoim nazwiskiem i autorytetem, niejako firmował reaktywację żużla w stolicy Małopolski. Niestety, po dekadzie, drużyna Speedway Wanda Kraków, nie po raz pierwszy w swojej historii, znika ze sportowej mapy.

Artur Gac, Interia: Żużla w Krakowie już nie ma?

Krzysztof Cegielski, były żużlowiec: - No nie... Pawła Sadzikowskiego (prezesa klubu - przyp. AG) nie ma, pan Józef Pilch (polityk, honorowy prezes - przyp. AG) też jest nieobecny. Wszystkie hasła i obiecanki - słowem - skończyły się dużą porażką. Zwłaszcza tego drugiego pana (Pilch to były wojewoda Małopolski - przyp. AG). Cyklicznym turniejem o Puchar Prezydenta Krakowa politycy też interesowali się i byli zaangażowani, dopóki był im potrzebny. W pewnym momencie przestało im zależeć.

Reklama

Słyszę, że jest pan wyraźnie poirytowany i zażenowany całą sytuacją.

- Nie po to, przez tyle lat, wszystkich nas się angażowało, włącznie z kibicami, by teraz, ot tak, po prostu, wszystko zostawić w ogóle bez próby. Najwyraźniej żużel już nie jest nikomu potrzebny. Bo jak był potrzebny, to politycy byli bardzo chętni do udziału. Naprawdę szkoda. Tyle mówili, że są prawdziwymi kibicami i takimi ambasadorami żużla, że właściwie wszystkiego można było się spodziewać. Ja liczyłem na to, że sytuacja tak się rozwinie, iż będziemy pukać do ekstraligi. Dzisiaj pukają, ale zawodnicy, którzy szukają swoich pieniędzy i to jest najgorsze. Obiecano bardzo wiele, narobiono długów i każdy z tych, który im obiecywał, powinien teraz czuć się w obowiązku. W takiej sytuacji to, że teraz my nie pójdziemy na kolejny mecz, jest najmniejszym problemem. Dużo większy problem jest w tym, że ktoś zainwestował swoje pieniądze i stracił bardzo wiele przez obiecanki. Bez pieniędzy zostali zawodnicy i rodziny nie najbardziej zamożnych żużlowców świata, którzy tutaj próbowali uprawiać tę wielce kosztowną dyscyplinę. Żużel to nie jest ubranie trampek, tylko poczynione inwestycje w motocykle, a nikt nie zamierza ich spłacić. To jest najgorsze.

O ile zgodzimy się, w jaki sposób nierzadko działają politycy, mając łatwość do składania obietnic, to nic nie broni osoby prezesa Pawła Sadzikowskiego. Ja kilka lat temu miałem regularny kontakt ze sternikiem Speedway Wandy, gdy klub cyklicznie borykał się z problemami natury finansowej. Pamiętam, że prezes popełnił wiele grzechów i sporo decyzji go obciąża.

- No tak. Przecież formalnie głównym odpowiedzialnym tego, co teraz się stało, jest prezes. To on ponosi pełną odpowiedzialność i, co do tego, nie ma żadnej dyskusji.

Pamiętam wielką łatwość, z jaką prezes - mówiąc eufemistycznie - czasami blefował.

- Oj tak, tak, tak... Zdecydowanie. I w pewnym momencie to wszystko chyba już przerosło jego możliwości.

Sugeruje pan, że prezes zaczął się w tym wszystkim gubić, w tych półprawdach i decyzjach?

- Dokładnie. Niepotrzebnie robił kolejne kroki, na które zupełnie nie miał poparcia finansowego, ani organizacyjnego. Kwitło życie ponad stan, choć do pewnego momentu wydawało się, że to wszystko jest trzymane w jakiś ryzach. Jednak później sytuacja wymsknęła się spod kontroli i w końcu życie wystawiło wysoki rachunek.

To już fakt, że żużla w najbliższym sezonie w Krakowie nie będzie?

- No nie będzie. A opowiadanie o tym, że odbędą się jakieś turnieje, to tylko półśrodki. Nikt chętnie tu już nie przyjedzie i znowu, przez lata, trzeba będzie odbudowywać reputację tego ośrodka. Pojawianie się w Krakowie takich zawodników, jak Tomasz Gollob, czy wspomniany Crump, robiło dobre wrażenie i było potrzebne po latach marazmu, gdy Kraków kojarzył się z żużlem jak najgorzej. Co z tego, skoro poprawa wizerunku trwała niedługo i historia znów zatoczyła koło. Wszystko legło w gruzach. Znów potrzebne będą lata, aby to wszystko odbudować.

Słusznie, chyba nie ma sensu rozbudzać w kibicach nadmiernych nadziei, że czeka ich sezon bez żużla, a już od 2021 roku wszystko wróci na właściwe tory. To ponownie mogą być długie lata pustki od czarnego sportu pod Wawelem.

- Zdecydowanie tak. Przecież nawet po roku każdy, kto będzie miał z Krakowa ofertę czy propozycję startu, będzie zastanawiał się dziesięć razy, czy warto spróbować, podejmując wielkie ryzyko. Oczywiście mówi się o różnych ruchach, słyszałem o osobach z zewnątrz, które miałyby tutaj coś organizować. Miałyby być w tym roku jakieś turnieje w Krakowie, ale nikt chętnie nie będzie tu przyjeżdżał. Ja mam nadzieję, że nie będą organizowane żadne eliminacje, bo po prostu ten tor i klub nie są gotowe na organizację jakichś ćwierćfinałów lub półfinałów, bo dla zawodników to byłby koszmar.

Ewentualne zorganizowanie takich zawodów, jakkolwiek przyświecałby temu ważny cel, aby nagle nie pozbawiać kibiców w Krakowie emocji żużlowych, mogłoby okazać się swoistym gwoździem do trumny?

- Tak, właśnie tego się obawiam, że okazałoby się, że tor nie jest przygotowany. Zresztą tak często było, dlatego zawodnicy nie lubią jeździć na torach, na których nie ma regularnych startów. Później przyjeżdżają i po czterech wyścigach okazuje się, że nie można jeździć, a często są to ważne eliminacje. Później dochodzi do różnych strajków, do buntu zawodników, a przykładem są wydarzenia z Piły z ubiegłego roku (chodzi o odwołany prestiżowy finał Złotego Kasku - przyp. AG). Przypomnę, że tam nic nie było przygotowane, a mieliśmy odstające gwoździe, dziury i betonowe krawężniki po zewnętrznej części toru od bandy. Optymalne przygotowanie toru wymaga regularnej pracy, a przecież nikt tutaj pracował nie będzie, żeby zorganizować jeden lub dwa turnieje. Dlatego na razie musimy o tym wszystkim zapomnieć.

Z prezesem Sadzikowskim nie ma kontaktu, nie sposób się do niego dodzwonić. Dla pana również jest niedostępny, czy unika tylko publicznych wypowiedzi, a z panem jest na łączach?

- Ja sam próbowałem do niego dzwonić, ale też nie odebrał i w ogóle nie oddzwonił. Jednak jego osoba nie spędza mi snu z powiek i specjalnie każdego dnia do niego nie dzwonię. Słyszę natomiast, że nikt nie ma z nim kontaktu, więc ja tego też specjalnie nie potrzebuję. Jedyne co, to muszę odzyskać swój motocykl i kombinezon, które pożyczyłem, a były używane do różnych festynów i akcji marketingowych. Sprzęt podobno jeszcze stoi w klubie.

Żeby się jednak nie okazało, że za chwilę ktoś go zajmie.

- Mam nadzieję, że nie, choć wszystko może się zdarzyć. Będę próbował go odzyskać, w każdym razie liczę się z tym, że może być mocno rozkręcony. Zresztą już jakiś czas temu widziałem, że brakuje trochę części, ale mam nadzieję, że wróci do mnie.

Słyszę w pana głosie śmiech przez łzy.

- Po prostu ten motocykl ma dla mnie sporą wartość sentymentalną. To jedyny motocykl, z ośmiu, jaki zostawiłem sobie po odniesieniu kontuzji. Dlatego, jeśli go nie będzie, to pożałują.

Rozmawiał Artur Gac

* Żużla w Krakowie w wydaniu klubowym w najbliższym sezonie nie będzie? - Nie, ale będą turnieje. Wieczorem mam spotkanie z działaczami, po nim będę mądrzejszy. Prezes Sadzikowski też będzie? Nie wiem. Poproszono mnie o spotkanie, więc ja będę - powiedział w poniedziałek wieczorem dziennikarzowi Interii Józef Pilch, który przez lata pełnił funkcję prezesa honorowego Speedway Wandy Kraków.

Zapytaliśmy, czy fakt, że drużyna przestaje istnieć, jest również jego dużą porażką, odparł: Chyba nie, ja robiłem wszystko, żeby to istniało - twierdzi Pilch. Z politykiem jesteśmy umówieni na dłuższą rozmowę w terminie, który sam zaproponował.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama