Reklama

Reklama

Żużel. Koledzy trenują na Teneryfie, a gwiazda została w domu na kwarantannie. Pech Martina Vaculika

Martin Vaculik nie poleciał na zgrupowanie Moje Bermudy Stali Gorzów na Teneryfę. Żużlowiec został w domu na Słowacji. U logopedy, do którego chodził z synem, wykryto koronawirusa i wszyscy pacjenci i ich rodziny trafili na kwarantannę.

Martin Vaculik chciał oczywiście na przekór wszystkiemu lecieć z kolegami z drużyny. Zrobił sobie nawet test na koronawirusa, który dał wynik negatywny. Przepisy nie pozwalają jednak w takich sytuacjach podróżować.

Pierwszy o sprawie poinformował Przegląd Sportowy, pisząc, że jest szansa na to, że Vaculik jeszcze dołączy do kolegów, chociaż na kilka dni. Z naszych informacji wynika jednak, że jest to niemożliwe. Kwarantanna Vaculika rozpoczęła się 12 lutego i ma potrwać 8 dni. Skończy się 19 lutego. Stal będzie się już wtedy szykować do powrotu.

Reklama

W tej sytuacji można mówić o wielkim pechu Vaculika i drużyny. W takim zgrupowaniu, jak to chodzi nie tylko o ostatni szlif formy przed sezonem, ale i integrację z kolegami. Vaculik zna Stal, bo już w niej kiedyś jeździł, ale jednak tak dla niego, jak i dla całego sztabu i reszty zespołu byłoby lepiej, gdyby też mógł lecieć. - Szkoda, wielka szkoda. Kiepsko to wyszło - słyszymy w klubie, bo też w takiej sytuacji trudno cokolwiek więcej powiedzieć. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy