Reklama

Reklama

Żużel. Jepsen Jensen na równi pochyłej. Kolejny talent idzie na zmarnowanie

Przychodził do Polski jako młody talent. Wygryzł ze składu Darcy'ego Warda. Ma na swoim koncie IMŚJ oraz zwycięstwo w rundzie Grand Prix. To wszystko powinno stawiać Michaela Jepsena Jensena w gronie czołowych zawodników na świecie. Tymczasem Duńczyk kompletnie się pogubił. Tracąc miejsce w składzie ROW-u Rybnik, znalazł się na poważnym zakręcie swojej kariery. Czy żużlowiec jest w stanie pokonać ten wiraż?

Michael Jepsen Jensen to nie anonimowa postać. Nic dziwnego, skoro już jako 18-latek zaliczył on debiut w Unibaxie Toruń. W trakcie rozgrywek wygrał walkę o skład z Darcy Wardem, którego już wtedy wielu widziało jako przyszłego mistrza świata. Zdobycie miejsca w drużynie nie przyniosło jednak spodziewanych rezultatów. Choć torunianie wiązali z Duńczykiem duże nadzieje, to już po dwóch latach Jensen zmienił pracodawcę.

2012 przełomowym rokiem w karierze

Żużlowiec trafił do Stali Gorzów, pokazując swój potencjał. Jego wynik w lidze to średnia na poziomie prawie 1,9 punktu na bieg. Sezon dla Duńczyka był udany także z innych powodów. W tym samym roku zdobył on Indywidualne Mistrzostwo Świata Juniorów. Na dokładkę Jensen świetnie wykorzystał dziką kartę w Vojens, wygrywając rundę Grand Prix.

Reklama

Dobre wyniki przyciągnęły uwagę Włókniarza Częstochowa. Być może ta przygoda trwałaby dłużej, lecz częstochowianie spadli z ligi. Później przyszedł gorszy czas. Duńczyk odzyskał rytm w sezonie 2017, jeżdżąc dla klubu z Torunia. Powrót do pierwszego polskiego pracodawcy trwał rok.

Zawalił w najważniejszym sezonie

Następnie przyszedł  czas na Zieloną Górę i najlepszy w jego wykonaniu sezon 2018 ze średnią ponad 1,9 punktu na bieg. Wydawało się, że człowiek tworzący sztukę z jazdy przy krawężniku zrobił kolejny krok w swojej karierze. Sezon później było trochę gorzej, choć nadal można było na niego liczyć.

Jepsen Jensen kompletnie jednak przespał 2020 rok. W 18 meczach jego średnia wyniosła zaledwie 1,49 punktu na bieg. Tym razem niewiele wnosił do zespołu, który i tak sięgnął po brązowy medal. To jednak nie uratowało Duńczyka. Przez wprowadzenie pozycji U-24 drastycznie zmniejszyła się liczba miejsc dla zagranicznych zawodników. Po słabym sezonie nikt nie zaufał 29-latkowi.

Jest na równi pochyłej

Ten trafił zatem do spadkowicza - ROW-u Rybnik. Wydawało się, że to dobry ruch dla obu stron. Duńczyk miał dać zespołowi jakość, samemu otrzymując dobrą okazję do odbudowania się. Początek sezonu dawał nadzieję, że Jepsen Jensen "wrócił". Dobre występy, dużo punktów i zwycięstwa ROW-u - wszystko szło w dobrym kierunku.

Nagle Jensen zgasł. Trudno powiedzieć, co się z nim dzieje. Marek Cieślak sugeruje kłopoty mentalne. Na treningach podobno Duńczyk jeździ jak natchniony. Gdy przychodzi do meczów, jego forma pozostawia wiele do życzenia. Zawodnik spisywał się poniżej oczekiwań, dlatego ROW sięgnął po Pontusa Aspgrena. Szwed zaliczył udany debiut w nowych barwach. Jeśli nie przydarzy się jakaś kontuzja, 29-latek nie dostanie zatem szybkiej okazji do rehabilitacji.

Na pewno szkoda takiego obrotu spraw. Duńczyk jest w optymalnym wieku dla żużlowca. Zamiast walki z najlepszymi znajduje się on na równi pochyłej. Wyleciał z PGE Ekstraligi, przestał sobie radzić w 1. lidze. Jeśli szybko nie znajdzie recepty na złą formę, zaraz może w ogóle pożegnać się z polskimi rozgrywkami. W obecnym świecie brak kontraktu w Polsce jest autostradą do końca poważnej kariery. Ciekawe, czy sam zawodnik zdaje sobie z tego sprawę i wie, gdzie leży przyczyna słabych występów.


Dowiedz się więcej na temat: żużel | eWinner 1. Liga | Michael Jepsen Jensen | row rybnik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje