Reklama

Reklama

Żużel. Jego krzyk słyszeli wędkarze w Lasku Golęcińskim. Marcus Birkemose może być drugim Nickim Pedersenem

Wielce utalentowanego zawodnika Stali Gorzów z trzykrotnym mistrzem świata łączy nie tylko narodowość, ale również temperament. Obaj są wybuchowi, nerwowi i bardzo przeżywają gorsze występy. Być może jednak nie należy robić problemu z takich cech młodego żużlowca. - Duńczycy już tacy są - mówi nam Wojciech Dankiewicz, były menedżer Polonii Bydgoszcz i żużlowy ekspert.

Rzucanie bidonem w telewizor, kopanie krzesełek, łamanie przedmiotów, przeklinanie do kamery czy krzyczenie na mechaników - tylko jeden zawodnik przychodzi do głowy, gdy myślimy o takim zachowaniu. Opisywane sytuacje nie przeszkodził jednak Nickiemu Pedersenowi w dojściu na sam szczyt żużlowej hierarchii. Trzykrotnie (2003,2007,2008) zdobywał złoto w GP i jest jedną z największych legend żużla w historii, choć obecnie nie liczy się już w walce o tytuł. Wiele wskazuje na to, że podobnymi cechami dysponuje Marcus Birkemose, który oprócz wielkiego talentu, zdążył już także pokazać ognisty charakter.

Reklama

17-latek także bardzo impulsywnie wyrzuca z siebie emocje, co było słychać podczas tegorocznych meczów 2. Ligi Żużlowej. Wobec niemal pustych stadionów, donośne krzyki Duńczyka słyszeli nawet wędkarze przebywający nad jeziorem w pobliżu poznańskiego stadionu. - Oni już mają taki styl bycia, są bardzo ekspresyjni, nie tylko na torze, ale też poza nim. Wszędzie ich pełno. Mi się podoba ten duński temperament. Charakter każdy zawodnik ma inny i myślę, że to kwestia indywidualnego podejścia - mówi nam Wojciech Dankiewicz.



Żużlowcy przeważnie dzielą się na spokojnych, którzy nie robią tragedii po nieudanym wyścigu oraz nerwowych, czujących chęć odreagowania. - Niektórzy potrzebują spokoju po kiepskim biegu. Sam kiedyś w Unii Leszno miałem dwóch takich zawodników. Jeden po słabym występie zamykał się i w ciszy musiał się zastanowić, drugi rzucał motocyklami i w parku maszyn było słychać jego krzyk, a nie ryk silników. To też rola trenera, żeby wiedzieć do kogo i kiedy można podejść i udzielić jakichś wskazówek. 

Być może wyżywanie się na przedmiotach daje chwilowe poczucie ulgi, ale jest słabe wizerunkowo, zwłaszcza gdy odbywa się na oczach kibiców. - Jest to jeden ze sposobów wyładowania złości i frustracji. Każdy ma własne metody radzenia sobie ze stresem. Dla mnie osobiście nerwusy dodają kolorytu tej dyscyplinie. Cieszę się, że kamery są w parku maszyn i to pokazują, bo żużel to sport dla raczej niegrzecznych chłopaków. Oczywiście wszystko musi być w ramach zachowania kultury osobistej i granic przyzwoitości.

Wojciech Dankiewicz zauważa, że jest coś, co Polacy mogliby zaczerpnąć od Duńczyków. Mowa o sposobie wpływania na rywala za pomocą swoich emocji. - Może niektórym polskim zawodnikom przydałoby się trochę więcej tej duńskiej werwy, energii i zawziętości? To działa też na przeciwników. Wchodzi taki agresor do parku maszyn i skoro tak się zachowuje, to co on dopiero pokaże na torze. Wjedzie tam, gdzie inni nawet nie próbowaliby wjechać - puentuje. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama