Reklama

Reklama

Żużel. Jedna dyscyplina, różne zasady. Sędziowie się gubią, zawodnicy nie nadążają, kibice dostają szału

- A to serio tak jest? - odpowiedział Jakub Miśkowiak zapytany po turnieju IMŚJ w Stralsund o to, czy to w porządku, że zdobył najwięcej punktów, a nie jest liderem. - Chodzę na żużel od 30 lat, ale czuję się jakbym był na nim po raz pierwszy - rzucił przysłuchujący się tej rozmowie kibic. Jeśli dodamy do tego, że podczas DMŚJ w Bydgoszczy sędzia chciał dopuścić do biegu nieuprawnionego zawodnika, zdecydowanie zauważamy, że coś tu poszło za daleko.

Zapytaliśmy wspomnianego kibica o to, jakie konkretnie rzeczy w obecnym systemie mu przeszkadzają. - Żużel przestał być przejrzysty. W zasadzie do każdego programu powinno się dołączać informację, jakie akurat zasady punktacji będą obowiązywać. Czy zwycięzca będzie liderem, ile punktów zgarnie i tego typu rzeczy. Może to śmiesznie brzmi od człowieka, który po raz pierwszy na zawodach był w 1989 roku, ale ja przestałem to ogarniać. Nie tylko ja zresztą. Skarżą się wszyscy moi znajomi. Zwróćmy uwagę, że sprawia to kłopoty także zawodnikom i sędziom. A to już przestaje być zabawne - tłumaczy. 

Reklama

Jego teoria ma poparcie w faktach. Jakub Miśkowiak po pierwszej rundzie IMŚJ prawdopodobnie myślał, że jest liderem. Zdobył przecież najwięcej punktów. Jeszcze do niedawna takie zasady obowiązywały, ale znów je zmieniono. Teraz jest tak, że stawce przewodzi zwycięzca finału, czyli Mads Hansen. To właśnie z nim Polak przegrał jedyny bieg tamtego dnia. To wystarczyło, żeby w klasyfikacji być na drugim miejscu. Nikt nie ma pretensji o takie zasady, ale o to, że niemal co chwilę reguły się zmieniają. Jak widać, nawet zawodnicy już za tym nie nadążają.

Menedżer uratował sędziego

Podczas bydgoskiego finału DMŚJ doszło do sytuacji, która powinna była rządzącym dyscypliną dać do myślenia. Sędzia Mika Laukkanen dopuścił do udziału w biegu siódmym Jonatana Grahna, gdyż chwilę wcześniej taśmy dotknął jego kolega, Philip Hellstroem-Baengs. Zapewne arbiter wzorował się na polskich ligach lub też cyklu GP, gdzie za zawodnika dotykającego taśmy jedzie rezerwowy lub junior. Ale w DMŚJ już tak nie jest. Tutaj zastępstwo nie jest dozwolone. Grahn stał już pod taśmą w błogiej nieświadomości, kiedy nagle z parku maszyn wybiegł menedżer szwedzkiej ekipy, który ruchami rąk dawał zawodnikowi znak, by wrócił. Sędzia tylko stał i patrzył. Sam był pewnie w szoku.

Totalny bałagan i różnorodność zasad wprowadza sporo niepotrzebnego zamętu w zawodach żużlowych. Lepsze jest wrogiem dobrego i wydaje się, że nie ma sensu zmieniać czegoś, co poprawnie funkcjonowało. Tym bardziej, że przecież każdy sport ma pewnego rodzaju swoją tradycję i zastępowanie starych rozwiązań nowymi, niekoniecznie słusznymi, odbiera mu tożsamość. Należy oczywiście iść z duchem czasu, ale nowoczesność nie musi powodować tak wielu zmian w regulaminach zawodów żużlowych. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje