Reklama

Reklama

​Żużel. Jason Doyle rozwiązał zagadkę słabej formy. Doszedł do zaskakujących wniosków

Jason Doyle od kilku dobrych lat należy do ścisłej światowej czołówki. Ostatnio kariera Australijskiego mistrza nieco wyhamowała i zawodnik zamiast walczyć o medale musi martwić się o dalszy byt w cyklu Speedway Grand Prix. Doświadczony żużlowiec zapowiada jednak przemianę i co najważniejsze wie, co zawiodło w przeszłości. Zmiany mają dać mu upragnione podium indywidualnych mistrzostw globu.

35-latek w sezonie 2017 spełnił swoje największe marzenie i na jego szyi znalazł się złoty medal indywidualnych mistrzostw świata. Już w 2016 roku mógł hyć mistrzem, ale tytuł zabrała mu kontuzja. Rok później nie było na niego mocnych. Gdy wydawało się, że Doyle zdominuje światowy żużel i przed nim regularne wizyty na podium końcowej klasyfikacji cyklu, kariera Australijczyka nieco wyhamowała. Ostatnie sezony żużlowiec pochodzący z Antypodów ukończył poza czołową piątką.

Reklama

Nie inaczej było w ubiegłym roku, gdzie doświadczony zawodnik już od początku przeżywał problemy. Doyle w trakcie sezonu dokonał kilku ważnych zmian, lecz rywale zdążyli odjechać i Australijczyk zmagania ukończył na szóstym miejscu. - Pierwsze dwie rundy były jedną wielką katastrofą. Mieliśmy tylko dwa silniki, które nie funkcjonowały odpowiednio we Wrocławiu. Nieważne jak jechałem, po prostu brakowało mi mocy. Następnie testowaliśmy wiele rzeczy, ale ostatecznie postanowiliśmy wraz z moim tunerem Flemmingiem Graversenem wrócimy do starych i sprawdzonych ustawień. Na szczęście decyzja okazała się trafna - mówi na łamach speedwaygp.com.

Wydarzenia z ostatnich lat nieco odmieniły mistrza świata z 2017 roku. Od kilku miesięcy Doyle zdecydowanie inaczej postrzega rywalizację z najlepszymi. Zmiana podejścia może dać mu kolejny medal. - Każdy zawodnik jest inny i dlatego nie można porównywać silników. Czasem trzeba wrócić do podstaw i ustawień, do których człowiek jest przyzwyczajony. Zastosowałem się do tego i pozbyłem się kilku nowszych silników i powróciłem do tych sprawdzonych. Zaowocowało to lepszymi wynikami. Odczuwałem wtedy taką prędkość, jakiej oczekiwałem. Dało mi to od razu zdecydowanie więcej pewności siebie, ponieważ miałem świadomość, że mogę rywalizować z najlepszymi jak równy z równym - zakończył.

Po takich słowach szczególnie zadowoleni mogą być kibice Fogo Unii Leszno. Sukcesy indywidualne potrafią napędzić niejednego zawodnika. Odmieniony Australijczyk to gwarancja solidnej zdobyczy punktowej w każdym meczu. Z Jasonem Doylem w najwyższej formie aktualnych Drużynowych Mistrzów Polski stać na naprawdę wielkie rzeczy.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje