Reklama

Reklama

Żużel. Janusz Kołodziej i jego problemy w Grand Prix. Umiejętności ma, głowa czasami szwankuje, ale chce jeszcze raz spróbować

Janusz Kołodziej ciągle nie spisał swoich marzeń o podboju Grand Prix na straty. Zawodnik na oficjalnym profilu Facebookowym żużlowej reprezentacji Polski mówi, że chciałby spróbować raz jeszcze. Przypomnijmy, że jego wcześniejsze przygody z cyklem kończyły się porażką. Najpierw w sezonie 2011, a potem w 2019.

Zapytaliśmy kilka osób ze środowiska żużlowego, które dobrze znają Kołodzieja, co sądzą o jego niemocy w cyklu Grand Prix. W lidze jest przecież świetny, a co roku kluby zabijają się o to, aby ściągnąć go do swoich drużyn. Co więcej, gdy przychodzą mecze o najwyższą stawkę (jak finały PGE Ekstraligi), Janusz zmienia się nie do poznania. Ociera się o komplety punktów. W dwóch ostatnich sezonach dwukrotnie wybierany był najlepszym żużlowcem finałów.

Reklama

Eksperci podkreślają, że problemem żużlowca jest głowa. Liga to trochę inna specyfika rywalizacji, z którą Kołodziej dobrze się obył. Do cyklu Grand Prix trzeba być mentalnie przygotowanym. Przekonało się o tym wielu zawodników, którzy sukcesy byli w stanie notować dopiero po jakimś czasie. Zawodnik Fogo Unii Leszno ma problem z tym, żeby w rywalizacji z najlepszymi pokazać to, co robi na codzień w lidze. Jedno niepowodzenie sprawia, że blokuje się psychicznie i często przyczyn niepowodzenia szuka tam, gdzie ich nie ma.

Od razu zaznaczmy, że Kołodziej to taki typ, który nie stroni od samokrytyki. Jak mu nie idzie, to mówi, że nawalił on sam a nie sprzęt. Inna sprawa, że ma skłonności do tego, aby przekombinować ze sprzętem. Kiedy inni idą z ustawieniam w jedną stronę, to on lubi skręcić w zupełnie inną drogę. Poza wszystkim żużlowiec ma taką osobowość, że w cyklu niekoniecznie czuje się swobodnie i zwyczajnie brakuje mu takiego zacięcia. Szczegóły, ale te robią różnice.



W każdym razie czterokrotny Indywidualny Mistrz Polski jeszcze nie składa broni i zapowiada chęć walki o powrót do elity. Czasu pewnie nie ma za wiele, bo lata lecą, a Kołodziej ma już 37 lat. W zeszłym roku miał nawet poddać się specjalnym treningom na trudnych i technicznych torach, bo jego zdaniem umiejętności na takich nawierzchniach mu brakuje. Z drugiej jednak strony Janusz od zawsze uchodził za technika. Pod względem umiejętności jest pewnie lepszy co najmniej od połowy stawki zawodników z Grand Prix. Tak czy siak z treningów niewiele wyszło, bo przyszła pandemia i nie można było jeździć na obcych torach.

Jeden z ekspertów mówi nam z kolei, że Kołodziej jeszcze może coś w Grand Prix ugrać pod warunkiem, że nakręci się na sukces, jak niegdyś w 2010 roku. Wtedy miał najlepszy sezon życia. Zmienił klub, dietę i poświęcił się rywalizacji w stu procentach. Wtedy zagrało dosłownie wszystko, a w lidze fruwał. Zdobył też z reprezentacją złoto w Drużynowym Pucharze Świata. Wydawało się, że rok później powalczy o medal w cyklu, ale przyszła kontuzja i cały plan legł w gruzach.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Janusz Kołodziej | Grand Prix na żużlu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL