Reklama

Reklama

Żużel. Jakub Czosnyka: Zostawmy baraże w spokoju. Rezygnacja z nich wygląda jak zamykanie PGE Ekstraligi (felieton)

Baraży w sezonie 2021 w polskiej lidze nie będzie. Ze smutkiem przyjąłem tę informację. Rozumiem, że nie było sensu organizować tych meczów w minionych rozgrywkach (pandemia, ścisk w kalendarzu), ale dlaczego za rok mamy odbierać niektórym klubom szansę awansu do PGE Ekstraligi? Mało sprawiedliwe rozwiązanie.

Rezygnacja z baraży w sezonie 2021 wygląda dla mnie jak takie małe zamknięcie PGE Ekstraligi. Pozwólcie, drodzy Czytelnicy, że odniosę się przede wszystkim do najwyższej klasy rozgrywkowej, bo to właśnie tam w moim odczuciu leży największy problem. Działacze klubów ekstraligowych do spółki z żużlowymi decydentami ciągle powołują się na pandemię. Przywołują argument, że spotkania barażowe to ogromny wydatek dla klubów, a z reguły i tak druga drużyna eWinner 1. Ligi przegrywała z siódmym zespołem PGE Ekstraligi. Gdy do tego dorzucimy pandemię, to powstają pytania - "po co?".

Reklama

Przede wszystkim nie trafiają do mnie argumenty o podłożu finansowym. Skoro klub X czy Y jest w stanie płacić za swoje gwiazdy miliony złotych w kontraktach, to czy nie stać go na organizację jednego dodatkowego meczu na własnym torze oraz na zapłatę swoim żużlowcom za wyjazd? 25% normalnej stawki to uczciwa propozycja dla zawodników. Wiem, że takie mecze nie cieszą się specjalnym zainteresowaniem kibiców, ale nikt nie mówił, że baraże mają być nagrodą. Siódme miejsce i słabszy sezon trzeba potraktować jako karę. Z kolei dla drugiej drużyny z eWinner 1. Ligi taki dwumecz może być ciekawą nagrodą za trudy całego sezonu.

Rozumiem, że władze ligi nie chcą powiększenia PGE Ekstraligi. Mają ku temu mocne, trudne do podważenia argumenty. Ale jeżeli w po pandemicznym czasie, bo tak za rok może wyglądać sytuacją w naszym kraju, odejdzie się od organizacji baraży, to dla mnie cała sytuacja wygląda jak takie małe zamknięcie PGE Ekstraligi. To jasny sygnał dla działaczy z zaplecza, że jeśli chcą awansu, to trzeba pójść drogą Apatora Toruń, rozbić bank, mocno przepłacić zawodników, zrobić skład złożony z gwiazd i wywalczyć z przytupem awans. Furtka do najlepszej ligi świata robi się dla klubów spoza elity coraz ciaśniejsza i chyba innej drogi nie ma.

W tej sytuacji strategia obrana przez prezesów Zdunka czy Mrozka, czyli szefów Wybrzeża Gdańsk i ROW-u Rybnik, którzy otwarcie wyrażają chęć walki o awans, może okazać się nieskuteczna, a pieniądze wyrzucone w błoto. Dajmy na to, że ROW wygra ligę po emocjonującym meczu z gdańskim Wybrzeżem (taki scenariusz snuje m.in. Jacek Frątczak). Szczerze? Smutno byłoby mi wcielać się w skórę prezesa Zdunka, który wpompował niemałe pieniądze w cały sezon, a dostanie z tego wielkie nic. Oczywiście to tylko przykład, ale w podobnym położeniu mogliby znaleźć się inni prezesi z eWinner 1. Ligi, którym zabiera się dodatkową szansę powalczenia o upragnioną PGE Ekstraligę.

Poza wszystkim, uwzględniając wszystkie zmiany regulaminowe, trudno nie odnieść wrażenia, że różnica poziomów między obiema ligami wcale nie jest jakąś wielką przepaścią. Wyobrażam sobie, że ROW, Wybrzeże, czy Unia Tarnów, są w stanie jak równy z równym powalczyć w barażach z GKM-em, Falubazem czy Apatorem. Na pewno jednak nie można odbierać im takich szans. Tym bardziej, że istnieje duża szansa, że za rok o tej porze już nikt z nas nie będzie pamiętał o pandemii koronawirusa i jest szansa, że kibice wrócą na stadiony.

A jakie jest Wasze zdanie, drodzy Kibice? Czy podoba Wam się pomysł rezygnacji z baraży? Podzielcie się Waszym zdaniem w komentarzach.

Dowiedz się więcej na temat: żużel | PGE Ekstraliga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje