Reklama

Reklama

Żużel. Jakub Czosnyka: W obronie menedżera Jacka Ziółkowskiego. Fala hejtu niezrozumiała

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego niektórzy kibice Motoru Lublin winę za remis w finale z Betard Spartą Wrocław zrzucają na menedżera Jacka Ziółkowskiego. Zgoda, może faktycznie mógł zostawić Jarosława Hampela w parku maszyn i dwukrotnie desygnować Mikkela Michelsena w biegach nominowanych, ale ten ruch na pewno nie zabrał zespołowi złota. Dziwi mnie szukanie w ten sposób kozła ofiranego.

Zacznę od tego, że Jacek Ziółkowski nie zasłużyć na falę hejtu, która wylała się w jego stronę po zremisowanym przez Motor pierwszym finale z Betard Spartą Wrocław. Do przebiegu meczu i tej konkretnej decyzji jeszcze wrócę. Nie mam natomiast wątpliwości, że menedżer to jeden z ojców sukcesu drużyny z Lublina w tym roku. Do spółki z trenerem Maciejem Kuciapą wykonali świetną pracę z zawodnikami i mimo, że niewielu widziało ich w wielkim finale, to awansowali tam i dzisiaj mają już przynajmniej srebrny medal. To wielki sukces dla tego klubu.

Reklama

Motoru przecież równie dobrze mogło w tym finale nie być. Mam jednak wrażenie, że Ziółkowski bardzo umiejętnie wycisnął z tego zespołu maksa. Drużyna wygrywała od początku sezonu i szybko ugruntowała sobie pozycję w tabeli. Nie było takiej nerwówki jak w przypadku Eltrox Włókniarza Częstochowa, czy później Fogo Unii Leszno. W międzyczasie zawodnicy Motoru dochodzili do naprawdę wysokich form. Z każdym spotkaniem skuteczniej jechał Mikkel Michelsen, a olbrzymi progres zrobił Krzysztof Buczkowski. Oczywiście obaj zawdzięczają to swojej pracy, ale trudno nie widzieć tutaj także wkładu kierownictwa zespołu. Dobrze gospodarowali zasobami, jakie mieli i dzisiaj jest tego efekt.

Poza tym patrząc na formę innych menedżerów PGE Ekstraligi, mam wrażenie, że Ziółkowski, który w duecie z Kuciapą odpowiada za taktykę, bardzo dobrze wywiązał się ze swojej roli. Dla mnie to bez wątpienia TOP 3 najlepszych menedżerów. Szkoda więc, że teraz niektórzy nie pamiętają o tym co było i wytykają mu jeden dyskusyjny błąd widząc z panu Jacku winnego remisu. Tym wszystkim radziłbym zastanowić się najpierw, czy aby na pewno Motor Lublin miał w tym roku skład na wielki finał, już nie mówiąc o jego wygranej. A jeśli odpowiedź będzie negatywna, to warto docenić to, co udało się zbudować.

Słusznie zauważył Ziółkowski, że w żużlu jest tak, że gdy wygrywa drużyna, to brawa zbierają zawodnicy. Gdy przegrywa, winy szuka się w sztabie szkoleniowym. A wracając do samej decyzji co do obsady biegów nominowanych, na jego miejscu pewnie zdecydowałbym się na podwójną rezerwę taktyczną. Inna sprawa, że wcale nie oznaczałoby to sukcesu lublinian. Dzisiaj po prostu tego nie wiemy. A wiemy natomiast, że Jarosław Hampel na nikogo się nie obraził i teraz może być podwójnie zmotywowany, że w rewanżu zmazać plamę po katastrofalnym dla siebie meczu.

A już tak puentując całą tą historię, nie chce mi się wierzyć, że jeden punkt zdecyduje o utracie złota dla Motoru. Już pierwsze spotkanie pokazało, że szanse lublinian na wygraną z rozpędzoną Betard Spartą są minimalne. Oczywiście w sporcie różnie bywa, ale jeśli będą mieli sprawić niespodziankę we Wrocławiu, to zrobią ją i tak. Oceńmy więc pracę menedżera z perspektywy dwumeczu, a nie jednej wybiórczej sytuacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje