Reklama

Reklama

Żużel. Jakub Czosnyka: SoN to wielka porażka. Marna podróbka Drużynowego Pucharu Świata

Nie jestem pierwszą ani ostatnią osobą, która krytycznie spogląda w stronę zawodów Speedway of Nations. Mam wrażenie, że rywalizacja w parach nikogo specjalnie nie interesuje. Słowo nikogo oczywiście w cudzysłowiu, ale takie imprezy rangi dyscyplinie nie przynoszą. Czas wrócić do Drużynowego Pucharu Świata, który dawał namiastkę czegoś wielkiego.

Oglądałem piątkowy półfinał Speedway of Nations i bardzo się rozczarowałem. Spodziewałem się co prawda, że akurat ten turniej nie porwie mnie tak bardzo jak mecze PGE Ekstraligi, ale nie sądziłem, że można się będzie przy nich aż tak bardzo nudzić. Już przed zawodami do przewidzenia była trójka drużyn, która awansuje. Oczywistym było, że wygrają Polacy. Tak naprawdę był to turniej z kategorii "byle zaliczyć". W finale siłą rzeczy będzie więcej emocji, większa stawka, ale to zupełnie nie ten poziom, który dawał nam jeszcze jakiś czas temu Drużynowy Puchar Świata.

Reklama

Myślę sobie, że jeśli ktoś, kto żużlem interesuje się od czasu do czasu, to chciałby w całym sezonie obejrzeć kluczowe imprezy. Przez kluczowe mam na myśli zawody mistrzowskie, czy na przykład finały PGE Ekstraligi. Tymczasem, jeśli ktoś włączy sobie Speedway of Nations, to szybko może dojść do wniosku, że coś z tym żużlem jest nie tak. Wydaje mi się, że nawet sami zawodnicy nie czują tej imprezy i nie jadą na noże, jak w Grand Prix, czy niegdyś we wspomnianym Drużynowym Pucharze Świata.

Nie znam planów żużlowych decydentów, ale fajnie, gdyby ktoś pomyślał o przywróceniu do kalendarza DPŚ-u. Ten turniej nie musiałby być organizowany co rok. Raz na dwa, trzy lata spokojnie by wystarczyło, a wtedy każda reprezentacja mocno by się zmobilizowała, aby powalczyć o zwycięstwo. Poprawić otoczkę, zwiększyć pulę nagród i na "dzień dobry" będzie to lepiej wyglądało niż SoN. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu wielu kibiców z wypiekami na twarzy czekało na te zmagania. Po prostu DPŚ miał swój urok.

Oczywiście zaraz pojawią się argumenty, że DPŚ nie ma sensu, bo Polacy są za mocni, a w SoN wcale tak łatwo im nie jest. Chyba bym się z tym argumentem nie zgodził. Myślę, że Rosjan, Australijczyków, Duńczyków i Brytyjczyków obecnie spokojnie byłoby stać na to, aby skompletować czwórkę mocnych zawodników, która miałaby szansę powalczyć z Polakami. Przynajmniej ja taką rywalizację oglądnąłbym bardzo chętnie.

A już tak puentując - zdaję sobie sprawę, że nie jestem pierwszym, komu ten cały SoN zwyczajnie nie leży, więc jakiejś oryginalnej opinii na pewno nie wygłosiłem. Zastanawiam się natomiast, czy Wy drodzy Kibice, po czterech latach bez Drużynowego Pucharu Świata podobnie jak z nostalgią wspominacie tę imprezę? Podzielcie się swoim zdaniem w komentarzu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje