Reklama

Reklama

Żużel. Jakub Czosnyka: Siedział cały sezon na ławie, a w play-offach może rozdać karty

Trwa rywalizacja o Bartłomieja Kowalskiego, któremu zgodę na wypożyczenie za chwilę może dać Eltrox Włókniarz Częstochowa. W grze jest Betard Sparta i Moje Bermudy Stal, ale to ci drudzy potrzebują tego zawodnika jak tlenu. Bez niego cały trud tego sezonu może pójść na marne.

Ciekawy jest tegoroczny przypadek Bartłomieja Kowalskiego. Junior Eltrox Włókniarza najpierw wywalczył sobie miejsce w składzie częstochowskiej drużyny, aby szybko je stracić i skoncentrować się na jeździe w II- ligowym Kolejarzu Opole. Tam czaruje, podobnie jak w zawodach młodzieżowych. Niby wszytko się zgadza, ale z pewnością nie ten poziom rozgrywek satysfakcjonuje samego żużlowca. Nie można się więc co dziwić, że Kowalski chętnie podejmuje rozmowy z klubami PGE Ekstraligi, które są w potrzebie przed rundą play-off.

Na dziś wiemy tyle, że najbardziej zdecydowana jest Betard Sparta, która raz, że chce wywalczyć w tym roku złoto, a dwa potraktować juniora jako inwestycję na przyszłość i związać się z nim również w kolejnym sezonie. Z tej okazji wrocławscy działacze przyznali Kowalskiemu dziką kartę na Grand Prix we Wrocławiu. Coś na zasadzie zachęty. Tyle, że kombinować i to jeszcze bardziej musi Moje Bermudy Stal. Gorzowianie są teraz w dużej potrzebie po tym, jak kontuzjowany jest Kamil Nowacki, a parę dni temu obojczyk złamał Wiktor Jasiński.

Myślę sobie, że skoro Kowalski pomęczył się cały sezon w Częstochowie, to teraz w nagrodę może krzyknąć sobie sporą kasę za udział w play-offach. Należy mu się ona, bo pewnie w każdym innym klubie poza Włókniarzem miałby pewne miejsce w zespole, a w wielu mógłby być też liderem całej formacji. Włókniarz wolał stawiać jednak na swojego Mateusza Świdnickiego, dlatego też nie można się dziwić, że obóz Kowalskiego nie jest zainteresowany przedłużeniem umowy, która wygasa z końcem tego sezonu. Inna sprawa, że sam zainteresowany może zrobić na tym niezły biznes. Na koniec sezonu być może zostanie z medalem, dobrą kasą za udział w play-offach i z kontraktem na nowe rozgrywki.

Wracając jednak do Stali, prezes Marek Grzyb powinien stanąć na rzęsach, aby przeciągnąć Kowalskiego na swoją stronę. Inaczej o sukcesie w play-offach można będzie pomarzyć. Nie ma znaczenia, czy rywalem gorzowian byłby Motor Lublin czy Fogo Unia. Pół zdrowy Jasiński, brak drugiego punktującego juniora to już poważny deficyt w kontekście walki o medale. A nie można liczyć w ciemno, że czórka Zmarzlik, Vaculik, Woźniak i Thomsen załatwią medal. W każdym razie byłaby to strategia mocno ryzykowna.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje