Reklama

Reklama

Żużel. Jakub Czosnyka: Prezes Ekstraligi odniósł wielki sukces, ale katastrofa wisi w powietrzu (felieton)

Prezes Ekstraligi Żużlowej Wojciech Stępniewski to ma łeb na karku. Na dniach powinna zostać potwierdzona informacja o nowo wynegocjowanym kontrakcie telewizyjnym. Wielka kasa na stole, prezesi klubów zacierają ręce, a katastrofa wisi w powietrzu.

PGE Ekstraliga jako produkt rozwija się świetnie, dlatego też nikogo dziwić nie może, że władze ligi chcą jeszcze większej kasy za prawa telewizyjne na lata 2022-2025. Od jakiegoś czasu głośno mówi się, że kontrakt na lata 2022-2025 zostanie podpisany z Canal Plus, a jego wartość może wynieść nawet 200 milionów złotych. Szybko licząc - 5 milionów złotych rocznie do podziału na każdy klub. 

Reklama

Na wstępie gratuluję prezesowi Stępniewskiemu udanych negocjacji. Ktoś powie, że to była bułka z masłem, bo chętnych poza Canal Plus było więcej. Może i tak, ale zaraz trzeba by dodać, że takich pieniędzy w polskim żużlu jeszcze nie było. I chwała za to dla prezesa. To kolejny dowód, że liga się rozwija i idzie w dobrym kierunku.

Prawdę mówiąc mam jednak obawy, jak ta kasa zostanie wykorzystana przez kluby. Zaraz zaczną się piękne litanie. A to jeden powie, że zainwestuje w szkolenie młodzieży, a to drugi wpadnie na jeszcze bardziej szczytny pomysł. A w gruncie rzeczy może być tak, że najwięcej wygrają na tym zawodnicy. Ci, jak tylko czytają o takich pieniądzach, szybko kalkulują jedno - kluby bogatsze, więc i kontrakty będą większe.



W gruncie rzeczy to normalna sprawa, ale taki kontraktowy konsumpcjonizm może się źle odbić na całej dyscyplinie. Po pierwsze dzisiaj jest tak, że kluby około 70% swoich wydatków przeznaczają na kontrakty zawodnicze. Zaniedbuje się choćby nawet wspomniane szkolenie młodzieży. Taka Fogo Unia co roku wypuszcza nowe talenty, ale w innych ośrodkach niekoniecznie tak bywa. Lepiej licytować się o tych najlepszych, bo to tańsze i pewniejsze rozwiązanie, niż żmudne szkolenie. Zresztą przykładów daleko szukać nie trzeba. Jak pojawi się ktoś, kto w miarę płynnie potrafi przejechać cztery kółka, jest młody, a do tego mówi się, że ma predyspozycje, to niejeden prezes rwie włosy z głowy, aby takiego delikwenta mieć w swoim klubie.

Wracając jednak do meritum, większa kasa to także problem dla niższej ligi. Za chwilę może być tak, że ktoś, kto będzie chciał awansować z eWinner 1. Ligi do PGE Ekstraligi na starcie będzie musiał pojawić się z walizką pieniędzy. Będzie taki szklany sufit, który szalenie ciężko będzie przebić. Już teraz beniaminek ma co roku wielkie kłopoty, a może być tylko gorzej.

Mam więc obawę, czy sukces Ekstraligi Żużlowej nie pociągnie za sobą problemów, a mówiąc dosadniej patologi. Oby więc kluby zachowały zdrowy rozsądek i trzeźwość umysłów i wielką kasę nie przepuściły tylko przez kieszenie bogatych już zawodników. Jestem daleki od sterowania i odgórnego narzucania, na co kasa z kontraktu ma zostać wydana. Mamy wolny rynek i niech tak pozostanie. Jednak jakiś rozsądek jest tutaj pożądany.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: PGE Ekstraliga | żużel | Wojciech Stępniewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje