Reklama

Reklama

Żużel. Jakub Czosnyka: Korupcja w polskim żużlu? Piotr Żyto to wytrwany zawodnik

Piotr Żyto rzucił w rozmowie z portalem WP SF, że dochodzą do niego różne sygnały o ewentualnym odpuszczeniu meczu w Grudziądzu przez zespół Włókniarza. Dobrze, że trener Falubazu głośno powiedział o swoich obawach, bo wszyscy dookoła będą jeszcze bardziej wyczuleni na ewentualne krętactwa. Inna sprawa, że ja w korupcję w polskim żużlu po prostu nie wierzę. Nie te czasy.

Piotr Żyto to stary wyga i cwany zawodnik. Nie wiem, być może rzeczywiście docierają do niego informacje, że któryś zawodnik z Częstochowy mógłby dostać finansowe propozycje, aby odpuścić spotkanie w ostatniej kolejce z GKM-em. Oczywiście pod warunkiem, że Włókniarz już będzie jechał o nic, bo w innym wypadku nie byłoby tematu. W każdym bądź razie nie chce mi się wierzyć, aby ktokolwiek taką ofertę przyjął. Po prostu nie wierzę w to. Zawodnicy PGE Ekstraligi zarabia miliony więc nie sądzę, aby nawet kilkadziesiąt czy set tysięcy mogłoby mogłoby kogokolwiek skusić na narażenie się na przestępstwo i zepsucie swojej reputacji. Tym bardziej, że zdobycie w meczu 10 punktów równa się średniemu zarobkowi grubo ponad 50 tys.

Reklama

Myślę więc, że żadnego fryzjerstwa w polskim żużlu nie ma i pewnie długo nie będzie. Biję natomiast brawa dla trenera Żyto, bo na jego miejscu pewnie postąpiłbym podobnie i wypuścił w eter mniej więcej takie słowa. Gdyby więc założyć, że przed ostatnią kolejką Włókniarz będzie bez szans na awans do play-off, to zakładam, że zawodnicy z Częstochowy zrobią wszystko, aby zaprezentować się jak najlepiej. Gdyby bowiem okazało się, że taki Leon Madsen w Grudziądzu zrobiłby 5 punktów i zanotował jakiś defekt, pod jego adres zaraz zaczęłyby pojawiać się jakieś zarzuty. I to nawet, gdyby był absolutnie czysty. Twierdzę więc, że każdy żużlowiec Włókniarza zrobi wszystko, aby pojechać jak najlepiej i mieć święty spokój.

Poza wszystkim ostatnia kolejka zawsze ma duże znaczenie dla tych, którzy kończą sezon. To przecież walka o kontrakty na kolejne rozgrywki. Nie od dziś wiadomo, że jeden mecz potrafi zdziałać cuda i sprawić, że prezesi dorzucą do nowej umowy coś ekstra. Trochę jednak szkoda, że Falubaz z GKM-em nie spotkają się ze sobą w ostatniej kolejce. Wtedy nie byłoby tego typu dywagacji, a mielibyśmy wielkie sportowe święto. Pamiętam, że tak właśnie było w starciu zielonogórzan z Unią Tarnów w 2018 roku. Wtedy o spadku decydowało ostatnie spotkanie. Unia długo miała karty po swojej stronie, ale przez nieudane biegi nominowane ostatecznie została zdegradowana.

Nie podejmę się dzisiaj typów, jak będzie w tym przypadku. Instynkt podpowiada mi, że utrzyma się Falubaz, ale niczego nie wykluczam. A dlaczego tak? Chyba jednak zespół Piotra Żyto zostawił w tym roku po sobie lepsze wrażenie. Było sporo ciekawych meczów, a na wyjazdach wcale jakoś bardzo nie odstawali. Za piękne porażki nikt jednak punktów nie przyznaje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje