Reklama

Reklama

Żużel. Jakub Czosnyka: Kabaret po tarnowsku, czyli rozprawka z oświadczeniem Rady Nadzorczej klubu

Muszę przyznać, że z uśmiechem na twarzy przeczytałem oświadczenie Rady Nadzorczej oraz właścicieli Unii Tarnów na temat fatalnej sytuacji drużyny oraz spółki. Nie spodziewałem się niczego przełomowego, ale muszę przyznać, że panowie działacze biją rekordy śmieszności. Na ich miejscu wstydziłbym się podpisywać pod takim stekiem bzdur.

Sytuacja, w jakiej znalazła się Unia Tarnów, jaka jest wszyscy widzą. Zauważyłem ostatnio, że nawet ci, którzy zagorzale bronili przez lata prezesa Łukasza Sadego i Rady Nadzorczej, dzisiaj powoli obierają przeciwny kierunek i jak gdyby nigdy nic trzymają kciuki za zmiany w klubie. Szkoda, że ci sami ludzie wcześniej nie widzieli, jak klub przez lata był degradowany przez fatalne rządy tego towarzystwa wzajemnej adoracji. Wiem, że można było rzucać banałami typu stadion, brak sponsorów, czy jeszcze inne problemy, z którymi władze klubu nie potrafiły się zmierzyć, ale dla mnie to jest słabe. Widziały gały, co brały. Wszyscy ci, którzy formalnie i nieformalnie popierali to, co działo się z Unią Tarnów w ostatnich latach, dzisiaj są współwinni jej prawdopodobnego rychłego upadku.

Reklama

Uśmiechnąłem się czytając oświadczenie Rady Nadzorczej i właścicieli klubu. W sumie to dobrze, że w ogóle klub pokusił się o jakikolwiek komunikat, bo w ostatnim czasie było tak, że jak to niektórzy lubili mówić - media atakowały Unię i jej działaczy, a ci jakby zapadali się pod ziemię. Nie potrafili stawić czoła konkretnym argumentom i zarzutom. No chyba, że w ich mniemaniu wystarczył telefon do zaprzyjaźnionych dziennikarzy, żeby wszystko wytłumaczyć. Trąciło straszną amatorką. Niektórzy jednak łapali to wszystko jak pelikany.

W każdym razie klub wreszcie przemówił, a dzięki temu dowiedzieliśmy się naprawdę ciekawych rzeczy. Jest pełna zgoda co do trudnej sytuacji finansowej spółki. Jednak zaraz po tym dodano, że to wszystko wina trudnej sytuacji gospodarczej wynikającej z pandemii. Wychodzi na to, że wirus w Tarnowie pojawił się od 2015 roku (jak nie wcześniej). Poza tym aż ciśnie się na język pytanie, kto kazał prezesowi Sademu podpisać jesienią 2020 roku wirtualne kontrakty z zawodnikami? Dzisiaj Unia nie ma kasy na bieżące wypłaty dla zawodników. Kilka tygodni temu z tego samego powodu podziękowała Pawłowi Miesiącowi, który mógł być ostatnią deską ratunku na uniknięcie spadku.

W oświadczeniu jest też mowa o bierności władz miasta. Nie przeczę, że nie, ale trudno o zbudowanie jakichkolwiek relacji z magistratem, kiedy prezes do najbardziej komunikatywnych osób nie należy i zamiast dążyć do konsensusu, siąść, pogadać przy kawie, to wolał przy okazji każdego wywiadu wbijać szpilki miastu i mówić, że się nie da. Tak się nie buduje partnerskich relacji, atmosfery do rozmów, jakakolwiek by ta druga strona nie była. A prezes Sady robił to wszystko za pozwoleniem Rady Nadzorczej, która wspierała go przez lata swoich rządów.

Nauczony doświadczeniem z przeszłości nie powiem, że pan Mariusz Siekaniec jest tym, który zbawi i uratuje klub. Różne słyszałem głosy na jego temat. Może zamiary ma dobre, ale na razie nie widać solidnych fundamentów. Uważam, że Unia Tarnów potrzebuje osoby, która przejmie większościowy pakiet udziałów i będzie mogła samodzielnie kierować klubem. Rozumiem w tym miejscu żądania panów z Rady Nadzorczej, którzy chcą odzyskać zainwestowane przez siebie pieniądze. To zupełnie naturalne. Nie wiem, czy pana Siekańca nie stać na wyłożenie ponad pół miliona, aby nabyć akcje, ale rozumiem jego obawy, że przejmując klub można nieźle wdepnąć. Nikt tak naprawdę nie wie, jak wielki jest dług Unii Tarnów. Mówi się o 3 milionach, ale to niepotwierdzone informacje. A problem w tym, że Rada Nadzorcza nie chce dzielić się takimi dokumentami. Mówiąc krótko - trupy z szafy jeszcze mogą wypaść.

Dowiedz się więcej na temat: żużel | eWinner 1. Liga | Unia Tarnów | Łukasz Sady | Mariusz Siekaniec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje