Reklama

Reklama

Żużel: Jakub Czosnyka: Honorowy prezes PZM nie chce trzeciego złota dla Bartosza Zmarzlika? Coś tu chyba nie halo (felieton)

Andrzej Witkowski, honorowy prezes PZM, w rozmowie z portalem WP SportoweFakty niby życzy Bartoszowi Zmarzlikowi trzeciego złota, ale zaraz dodaje, że taki scenariusz wcale nie byłbym dobry dla światowego żużla. Przyznam, że ze zdumieniem przyjąłem te słowa. Mamy mistrza - jest źle. Nie mieliśmy mistrza - też było źle.



Honorowy prezes Polskiego Związku Motorowego chyba już tak ma, że lubi pochwalić się niepopularną myślą. Kiedyś otwarcie skrytykował polskich zawodników, którzy swoje teamy budują wokół ojców i rodziny. Andrzej Witkowski mówił wtedy, że z takim podejściem nasi reprezentanci mogą zapomnieć o medalach mistrzostw świata. Zwracał uwagę, że takie koneksje u innych najlepszych żużlowców świata są nie do pomyślenia. Cóż, trochę czasu minęło i wyszło na to, kto miał rację.

Reklama

Nie chcę krytykować pana Witkowskiego, bo to człowiek, który ma na koncie sporo sukcesów. I mimo wielu oponentów, trzeba przyznać, że sporo pomógł dyscyplinie. A może jeszcze bardziej pomoże, jeśli uda mu się przeforsować pomysł poszerzenia PGE Ekstraligi do dziesięciu zespołów. W każdym razie ostatnią wypowiedź o zdominowaniu przez polskich zawodników cyklu Grand Prix odbieram jako mocno niefortunną. Dawniej nikt nie miał nic przeciwko, gdy tytuły seryjnie wygrywał Tony Rickardsson, Tai Woffinden, czy Greg Hancock.



Przecież obecnie nie jest tak, że są tylko Polacy i nikt więcej. Po prostu urodził nam się genialny zawodnik, którego dokonania może nikt nie powtórzyć przez następne dekady. Ale wystarczy, żeby tego geniusza zabrakło i już tak wesoło w tym Grand Prix nie będzie. Maciej Janowski to solidny zawodnik cyklu, ale na swoim koncie nie ma nawet medalu. Z elity wypadły inne polskie gwiazdy, czyli Patryk Dudek i Piotr Pawlicki. Teraz wraca Krzysztof Kasprzak, ale chyba tylko najwięksi optymiści wierzą, że ten zawodnik zdziała coś więcej niż jego koledzy.

Żużel w innych krajach może faktycznie ma się nie najlepiej, ale nie oznacza to, że w Danii, Szwecji, Rosji czy Wielkiej Brytanii brakuje zawodników, którzy są w stanie jak równy z równym walczyć z Polakami. Grand Prix i medale Zmarzlika zostawiłbym w spokoju, a w zamian zastanowił się, jak lepiej można wypromować dyscyplinę na świecie oraz odbudować siłę i renomę innych lig. Trudno nie odnieść wrażenia, że w tym aspekcie wiele błędów zostało popełnionych w ostatnich latach, a to nie jest wina Bartosza Zmarzlika.

A już na koniec życzę naszemu mistrzowi miejsca na pudle w sobotnim Plebiscycie na Sportowca Roku. To byłby wielki sukces i tego się trzymajmy. A każde miejsce powyżej trzeciego traktujmy jako coś ekstra. Żużlowi kibice już raz pokazali, jaka jest ich siła i mobilizacja.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!


Dowiedz się więcej na temat: żużel | Andrzej Witkowski | Bartosz Zmarzlik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama