Reklama

Reklama

Żużel. Jakub Czosnyka: GKM dostał zwycięstwo ze Spartą w prezencie, ale nadal jest kandydatem numer jeden do spadku

Wielka radość w Grudziądzu po zwycięstwie nad Betard Spartą Wrocław. Trener Janusz Ślączka tryskał humorem, ale nie ma się co dziwić. Gorzka prawda jest jednak taka, że jego drużyna wygląda po prostu słabo. W piątek uśmiechnęło się do niej szczęście. I to nie jedno. W tym wszystkim jedyna dobra informacja to dwa duże punkty, które trafiły na konto GKM-u.

Przewidywałem, że dwa weekendowe spotkania na własnym torze skończą się dla ZOOleszcz DPV Logistic GKM-u Grudziądz porażkami. Pewnie bym się nie pomylił, gdyby kontuzji nie doznał Tai Woffinden, albo gdyby przynajmniej menedżer Betard Sparty Dariusz Śledź odrobił kurs z podstaw żużlowej taktyki. Trener Janusz Ślączka ma powody do radości, bo jakkolwiek by nie było, punkty w ligowej tabeli się zgadzają. Jednak sam obraz tej drużyny wygląda bardzo źle. Problemów jest cała masa.

Pierwszy to atmosfera. W kolejnych meczach z wypiekami na twarzy będziemy spoglądać na biegi, w których wspólnie jechać będą Nicki Pedersen i Przemysław Pawlicki. To się kiedyś musi skończyć czymś więcej, niż tylko ostrą wymianą zdań. Zresztą cały ten upadek Duńczyka w piątkowym meczu to istna groteska. Ale jedźmy dalej. Kenneth Bjerre wygląda zwyczajnie słabo. Może wkrótce nieco się poprawi, ale to nie będzie zawodnik, który zbawi GKM. Bez szału wygląda też Krzysztof Kasprzak. Trzeba mu pogratulować 10 punktów, ale prawda jest taka, że nie łapał się nawet na szprycę liderów wrocławskiej drużyny, czyli Janowskiego i Łaguty.



Wnioski są więc dość oczywiste. Na razie wynik jest znacznie lepszy niż obraz, jaki wyłania nam się nad zespołem grudziądzkim. Mały promyczek nadziei to juniorzy, ale to może być za mało. GKM na dziś ma co najwyżej jednego lidera i resztę ligowych przeciętniaków. Jestem daleki od skreślania Pawlickiego czy Kasprzaka, ale obaj pewnie mieliby problem, żeby znaleźć zatrudnienie w jakimś innym klubie PGE Ekstraligi.

Myślę sobie, że w niedzielę w Grudziądzu znów może być ciekawie. Moje Bermudy Stal będzie zdecydowanym faworytem tego meczu i pewnie też go wygra. Może to zbyt daleko idące wnioski, ale w GKM-ie musiałoby się zmienić wiele, aby ta drużyna była w stanie nawiązać walkę z liderem tabeli. A tak naprawdę zbyt wiele czasu na zmiany nie ma, więc żadnej rewolucji się nie spodziewam. 

Zastanawiam się natomiast, jak sztab szkoleniowy i działacze podejdą do atmosfery wewnątrz zespołu. Mamy drugą kolejką PGE Ekstraligi, a kapitan Przemysław Pawlicki ani myśli gryźć się w język przed telewizyjnymi kamerami jednoznacznie sugerując, że ciężko jest obcować w jednej drużynie z Pedersenem. Jak na szumne zapowiedzi wspierania się i pomagania sobie, to trochę szybko mamy eskalację tych mocnych charakterów w GKM-ie. W takiej sytuacji naprawdę ciężko będzie bronić się przed spadkiem. A bezpośredni rywale, czyli Apator i Falubaz, naprawdę nieźle wyglądają u progu sezonu.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Reklama

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama