Reklama

Reklama

Żużel. Jakub Czosnyka: Gdzie ta magia Falubazu? Robert Dowhan miał swoje wady, ale teraz przydałby się klubowi jak nigdy wcześniej (felieton)

Gdzie ta magia Falubazu? Pytają zielonogórscy kibice i nie tylko, którzy doskonale pamiętają tłuste lata tego klubu. Były gwiazdy, budżet pełen kasy, medale i sporo szumu medialnego. Takie małe show, które może niektórych męczyło, ale przynajmniej nudy nie było. Teraz jest jakby inaczej. Falubaz po drugiej stronie rzeki.

W ostatnich dniach Marek Jankowski, były prezes Falubazu, udzielił nam wywiadu, w którym dał do zrozumienia, że Falubaz sporo stracił na odejściu Roberta Dowhana. Działacz wciąż pozostaje udziałowcem klubu, ale wszystkiemu przygląda się z boku. Nie angażuje się tak jak dawniej, a w mediach praktycznie jest niewidoczny. W sumie kto by pomyślał, znając charakter i podejście do żużla pana senatora. Kilka lat temu sporo osób i kibiców miało go dość. Dziś zaczyna się tęsknota.

Reklama

Prawdę mówiąc zaliczyłbym się do tego grona, które z otwartymi ramionami z powrotem otworzyłoby drzwi do żużla Robertowi Dowhanowi. Obecny trener Falubazu, Piotr Żyto powiedział mi jakiś czas temu, że w Zielonej Górze nie ma już tej napinki jak niegdyś. Jest spokojniej, mniejsza presja, jakby zwyczajnie mniejsze parcie na sukces. A przecież do niedawna ktoś kto pomyślał "żużel", z urzędu mówił "Falubaz". Do klubu targnęły największe gwiazdy. Można wymienić na przykład hitowy transfer wicemistrza świata Jarosława Hampela z Leszna. Wszystko załatwił oczywiście Dowhan. 

Dziś o takich akcjach w Falubazie można zapomnieć. Klub nie ma tej pozytywnej otoczki. Tej magii, która przyciąga zawodników. Najlepiej świadczy o tym ostatni okres transferowy. Mówiło się przecież, że w Zielonej Górze wcale tak krucho z kasą nie jest, ale w środowisku panuje odwrotne przekonanie, co de facto odstraszyło klasowych zawodników. Swoją przyszłość długofalowo z Falubazem nie chciał wiązać także Patryk Dudek. Na razie wstrzymał się od przedłużenia kontraktu, a papiery miał przecież na stole.

Robert Dowhan wiele osób może rzeczywiście irytował, ale chyba dochodzimy do momentu, w którym jego przeciwnicy zaczynają za nim tęsknić. To nie żadne słowa krytyki w stronę obecnych działaczy. Po prostu wcale nie tak łatwo być takim Dowhanem. Człowiekiem, który ma kontakty, potrafi załatwić dużych sponsorów, przekonać zawodników i zrobić wokół siebie sporo szumu. 

Oczywiście, z Dowhanem też nie zawsze bywało kolorowo. Jak każdy, miał swoje grzeszki na koncie. Lubił palnąć coś w mediach, czy stoczyć wojenkę medialną z kolegą zza miedzy - Władysławem Komarnickim ze Stali Gorzów. Ale dziś widzimy, że to napędzało koniunkturę na żużel w Zielonej Górze, która dziś jakby jest mniej zauważalna. Wcale się nie zdziwię, jeśli z czasem zacznie się coraz głośniejsze nawoływanie w stylu - "Dowhan wróć". Pytanie tylko, czy sam zainteresowany będzie miał na to jeszcze ochotę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje