Reklama

Reklama

Żużel. Jaki ojciec, taki syn. Oskar Paluch przebije tatę. Właśnie został mistrzem świata

Oskar Paluch w minioną sobotę sięgnął szczytu, zdobywając tytuł indywidualnego mistrza świata w klasie 250cc. W Gorzowie już nie mogą doczekać się jego ligowego debiutu. To właśnie ten 15-latek wraz z Mateuszem Bartkowiakiem za rok stanowić ma jedną z najlepszych juniorskich par w całej PGE Ekstralidze.

Mówisz Gorzów, myślisz Paluch

Nazwisko Paluch zna chyba każdy mieszkaniec Gorzowa Wielkopolskiego. Starszy z klanu - Piotr to absolutna legenda Stali. Ojciec Oskara w żółto-niebieskich barwach startował przez 21 sezonów z rzędu, co w dzisiejszych czasach jest wręcz nie do pomyślenia. 50-latek ze swoim macierzystym klubem aż czterokrotnie zdobywał medal Drużynowych Mistrzostw Polski oraz dwukrotnie triumfował w Mistrzostwach Polski Par Klubowych.

Żużlowiec nie zostawił ekipy z rodzinnego miasta nawet w 2002 roku po wstydliwym i zarazem pierwszym w historii spadku z Ekstraligi. Wówczas od drużyny odwróciło się 90% kibiców, ale nie on. Był po prostu kapitanem z krwi i kości, więc nic dziwnego, że większość fanów ciepło wspomina go do dziś.

Reklama

Najnowsze informacje z Igrzysk Olimpijskich - Sprawdź 

Kibicom z całego kraju w pamięci szczególnie utkwił pożegnalny mecz zawodnika, który odbył się jesienią 2010 roku. Stadion imienia Edwarda Jancarza dosłownie zalał się wtedy kibicami. - Jednak nie powstrzymałem łez. Jezu, jaki jestem miękki! Mówiłem synowi: bądź twardy - nie płacz, a sam płaczę. Ale to naprawdę wzruszający moment. Wszystkim dziękuję z całego serca. Łzy brały mnie już przed meczem, ale się powstrzymałem. Teraz już nie dałem rady - oznajmił 50-latek na łamach Gazety Lubuskiej. Tego dnia miał miejsce historyczny moment. Po raz pierwszy na torze ujrzeliśmy bowiem Piotra i Oskara Paluchów. 3-latek przejechał z ojcem jedno okrążenie gorzowskiego owalu.

Paluchostrada straszyła pół Polski

Nie bez powodu mówi się, iż Piotr Paluch ma metanol we krwi. Legenda Stali nie opuściła klubu nawet po zakończeniu kariery, najpierw zajmując się tylko i wyłącznie młodzieżą, a następnie obejmując w sezonie 2011 funkcję szkoleniowca pierwszego zespołu. Swój największy trenerski sukces gorzowianin odniósł już trzy lata później, kiedy to w 2014 roku sensacyjnie, ale co najważniejsze zasłużenie, sięgnął po historyczny pierwszy od kilkunastu lat tytuł Drużynowego Mistrza Polski.

50-latka w zaledwie kilka miesięcy znienawidziło pół kraju. Wszystko za sprawą specyficznego przygotowywania nawierzchni podczas domowych spotkań Stali. Zazwyczaj podczas meczów rozgrywanych na stadionie imienia Edwarda Jancarza zawodnicy gości bardziej walczyli z własnym motocyklem niż z rywalami. W pewnym momencie cierpliwość stracili miejscowi kibice. Mało brakowało, a doszłoby do bojkotu.

- Jako kibice Stali Gorzów w trosce o piękno naszego ulubionego sportu mówimy "NIE" wobec przygotowania gorzowskiego toru przez nasz klub - brzmiał motyw przewodni powstałego specjalnie fan page’a na Facebooku o nazwie "Chcemy toru do prawdziwego żużla w Gorzowie". - Dziękuję Paluchowi! I my, kibice gorzowskiej Stali, serdecznie dziękujemy. Mamy tego po prostu dość! - pisano z kolei prosto z mostu na forum klubowym. Cierpliwość zarządu skończyła się w sezonie 2015. Fatalne przygotowywanie toru połączone z brakiem wyników spowodowało, że nowym-starym trenerem mianowano Stanisława Chomskiego, a 50-latka "zdegradowano" do juniorów.

Młodszy syn na ustach całego świata

Były żużlowiec naprawdę świetnie odnalazł się wśród najmłodszych. Co ciekawe, największym talentem legendarnego zawodnika okazał się... jego własny syn. Oskar już od początku kariery wyróżniał się na tle rówieśników. W klasie 250cc w Polsce mało kto potrafił się mu postawić, co doskonale obrazuje triumf nastolatka w Indywidualnym Pucharze Polski 2019.

Prawdziwą bombę 15-latek odpalił jednak 24 lipca. Wychowanek Stali w fenomenalnym stylu w niemieckim Cloppenburgu jako pierwszy Polak w historii zgarnął tytuł indywidualnego mistrza świata 250cc. Wówczas stało się jasne, że syn Piotra to talent jakiego gorzowski żużel nie widział od Bartosza Zmarzlika.

- Moich odczuć nie da się ot tak opisać. Na pewno wrażenia mam mega pozytywne. Być mistrzem świata to już naprawdę coś i będzie się to niewątpliwie w miły sposób wspominać w przyszłości. Jestem zadowolony, ale w sumie ciężko nie być - mówił triumfator na gorąco po historycznym sukcesie w rozmowie ze speedwaynews.pl.

Teraz się śmieją, za rok będą zazdrościć?

Przed młodszym z klanu Paluchów nowy rozdział w karierze. Lipcowy triumf w rywalizacji najlepszych zawodników globu oficjalnie zakończył jego przygodę z klasą 250cc. Od teraz 15-latek ma zamiar ścigać się tylko i wyłącznie na silnikach o dwukrotnie większej pojemności. Do ligowego debiutu pozostało jeszcze trochę czasu, ponieważ dopiero nastąpi on 7 czerwca przyszłego roku.

Nie przeszkadza to młodzieżowcowi w rozkochiwaniu w sobie całej żużlowej Polski. Nastolatek fenomenalnie spisuje się między innymi w DMPJ, gdzie zazwyczaj nie daje szans dużo bardziej doświadczonym rywalom. To niewątpliwie świetne informacje dla Stali Gorzów, która posiada obecnie jedną z najgorszych formacji U-21 w PGE Ekstralidze. O ile kończący za kilka miesięcy wiek juniora Wiktor Jasiński naprawdę daje radę, o tyle Kamil Pytlewski w ogóle nie jest w stanie zastąpić Kamila Nowackiego.

W sezonie 2022 zmieni się dosłownie wszystko. Jeżeli Oskar Paluch nie spocznie na laurach, to aktualni drużynowi wicemistrzowie Polski mogą posiadać jeden z najlepszych duetów młodzieżowców w całej najwyższej klasie rozgrywkowej. Do Stali z rocznego pobytu w Grudziądzu najprawdopodobniej powróci Mateusz Bartkowiak, a on w połączeniu z talentem 15-latka stworzy istną mieszankę wybuchową. Eltrox Włókniarz i Motor Lublin co prawda nie powinni się bać, ale niewątpliwie w przyszłym roku gorzowian stać na znalezienie się wśród ścisłej czołówki pod względem juniorów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje