Reklama

Reklama

Żużel. Jak Nicki Pedersen chce budować atmosferę w drużynie? Jeszcze się sezon nie zaczął, a on już krytykuje kolegów

Jakiś czas temu Duńczyk zadeklarował, że się zmieni. Zamierza być nie tylko liderem na torze, ale też w parku maszyn. Chce przestać być indywidualistą i zacząć pomagać kolegom z drużyny, będąc dla nich wsparciem. Trudno było uwierzyć w te słowa, a jeszcze trudniej to zrobić, patrząc na wywiady z Pedersenem. W jednym z nich wytknął Przemysławowi Pawlickiemu, że to przez jego słabą postawę GKM niczego w sezonie 2020 nie osiągnął.

Trudno oczekiwać od Pedersena, by nagle, po prawie 30 latach kariery, stał się osobą dbającą bardziej o interes drużyny niż o swój. To właśnie koncentracja na swoich celach dała Duńczykowi trzy tytuły mistrza świata i wieloletnią obecność w światowej czołówce. Niemniej co jakiś czas Nicki deklaruje chęć zmiany, zrobił to także przed sezonem 2021. Być może chce nieco wybielić się, sprawić, że będzie bardziej lubiany. Problem w tym, że nie za bardzo widać symptomy jakichkolwiek przemian, jakie miałyby u Pedersena zajść.

Reklama

W jednym z ostatnich wywiadów Duńczyk wytknął słabą postawę Przemysławowi Pawlickiemu, który narzekał na brak współpracy z Pedersenem na torze. Da się zauważyć, że Nicki jedno mówi, a drugie robi. - Ale skoro tak mówi, to może rzeczywiście przeszedł przemianę mentalną? - mówi nam Wojciech Dankiewicz, żużlowy ekspert. - Czasem jeden człowiek dojrzewa później niż inny. Nie zdziwię się, jeśli Pedersen rzeczywiście zacznie teraz zachowywać się inaczej. Wyobrażam sobie go pomagającego kolegom w kwestiach sprzętowych i nie tylko. Przecież dla wielu będzie autorytetem. Słów o Przemku Pawlickim też nie traktuję zbyt poważnie.



Były menedżer bydgoskiej Polonii przestrzega jednak przed zbytnimi oczekiwaniami związanymi z ewentualną przemianą u Pedersena. - Na torze już raczej tego nie zobaczymy. Ale przecież mówimy o trzykrotnym mistrzu świata, wielkiej ikonie światowego żużla. Jest na tyle charakterystycznym zawodnikiem, że warto go doceniać nie tylko za te dobre strony, ale też za niektóre gorsze. Każdy miewa czasem takie zachowania. W przypadku Pedersena mógł przyjść moment, w którym on chce mieć więcej tych pozytywnych postaw i temu trzeba przyklasnąć - tłumaczy.

Cokolwiek by mówić, Pedersena rozliczy już samo życie. Wartość jego obietnicy będzie można poznać zwłaszcza w tych trudnych momentach, kiedy to nie będzie mu w meczu szło, a co za tym idzie, na pewno będą kumulować się w nim negatywne emocje. Nie jest przecież sztuką być dla kogoś wsparciem, kiedy wszystko idzie po twojej myśli. Nicki musi zdawać sobie sprawę, że po odejściu Artioma Łaguty, to głównie na nim może spoczywać ciężar zdobywania punktów. Pytanie, czy znajdzie w tym wszystkim obiecany czas na pomoc kolegom.

Na koniec warto też wspomnieć, że żużel - choć często uprawiany w odmiane drużynowej - jest sportem wybitnie indywidualnym. Tu już nawet nie chodzi o to, że każdy dba o swój interes. Często porady dotyczące np. sprzętu kompletnie w niczym nie pomagają. Zawodnicy mają swoje określone parametry, ustawienia i metody radzenia sobie z taką czy inną nawierzchnią. Niejeden raz przekonywaliśmy się już, że rzecz działająca u jednego, kompletnie zawodziła u drugiego. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź! 

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Nicki Pedersen | GKM Grudziądz | Wojciech Dankiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje