Reklama

Reklama

Żużel. Im lepiej, tym gorzej. Talenty giną, gdy przychodzą większe pieniądze

Teoretycznie jest tak, że im lepsze wsparcie dostaje dany zawodnik, tym więcej sukcesów odnosi. Nie zawsze jednak tak to wygląda. Coraz częściej zauważalna, zwłaszcza wśród młodych żużlowców, jest tendencja, w której najlepiej jadą oni wtedy, gdy niewiele jeszcze mają. Wraz z przyjściem sponsorów i lepszego zaplecza, zaś spada ich poziom sportowy.

W żużlu rzecz jasna nie ma się szans bez sponsorów. Nawet najlepszym zawodnikom na świecie nie opłacałoby się uprawiać tej dyscypliny, gdyby wszystkie wydatki musieli pokrywać z tego, co zarobią na torze. W takich sytuacjach nieoceniona jest rola sponsora, który często jest wręcz filantropem i przeznacza pieniądze na pomoc żużlowcowi, bo zwyczajnie kocha ten sport, a wydatki rzędu kilkudziesięciu tysięcy nie zachwieją jego stabilnością finansową. Przeważnie inwestuje się w żużlowców młodych i utalentowanych, bowiem ci lepsi mają swoich darczyńców od dawna, sprawdzonych i zaufanych. Czasem wystarczy jeden dobry występ, by sponsor zauroczył się umiejętnościami żużlowca. Tak było np. w przypadku Darcy'ego Warda. Po pierwszym jego treningu na Motoarenie, kilku sponsorów momentalnie zrzuciło się na silnik dla Australijczyka.

Reklama

Jak potoczyła się kariera Warda, wszyscy wiemy. Z pewnością, gdyby nie tragiczny upadek w 2015 roku, teraz mówilibyśmy o nim jako o mistrzu świata. Podobne teorie już od dobrych kilkunastu miesięcy snuje się o młodym Marcusie Birkemose, który trafił do Gorzowa jako totalny nieopierzony dzieciak pod koniec 2019 roku. Jeździł w barwach PSŻ-u Poznań i tam prezentował się kapitalnie, potwierdzając swój talent. Po sezonie znacząco rozbudował się jego warsztat, wzbudził zainteresowanie sponsorów i... zgasł. Jego próba zawojowania PGE Ekstraligi okazała się kompletnie nieudana. Powrócił więc do Poznania, ale tam w pierwszym spotkaniu też zawiódł. Nie jest to więc kwestia zbyt wysokiego poziomu najlepszej ligi świata.

Przyszedł sponsor, odeszły wyniki

Kiedy w trakcie sezonu 2020 Start Gniezno sięgnął po Kevina Fajfera, nikt nie wierzył że ten plan wypali. Zawodnik wyciągnięty z głębokich rezerw, tuż po zakończeniu wieku juniora (mało udanego), wydawał się skazanym na porażkę w konfrontacji ligowej. Nie miał nawet porządnego sprzętu, ani teamu. Tymczasem Fajfer zaszokował nawet samego siebie. Nieźle pojechał już w debiucie w Daugavpils, ale najlepsze było dopiero przed nim: w meczu z Abramczyk Polonią zdobył 11+2 i dał wyraźny sygnał, że przy odpowiednim dosprzętowieniu, może być bardzo przydatny. Zimą pozyskał sponsorów i dobrze przygotował się do sezonu 2021, który jednak jest dla niego fatalny. Dość powiedzieć, że do tej pory wygrał... jeden bieg. To nieco kuriozalne, ale znacznie lepiej jeździł, gdy nie miał na czym.

Nieco podobna jest historia ostrowskiego talentu, Kacpra Grzelaka. Jeszcze w zeszłym roku tercet młodzieżowców z tego miasta robił wielkie wrażenie, bo zarówno Grzelak, jak i Szostak z Krawczykiem prezentowali się świetnie. Zaczęto mocniej w nich inwestować, no i Grzelakowi to, niestety, nie pomogło. Jedzie znacznie gorzej niż rok temu, a ze składu wygryzł go Jakub Poczta, który pod koniec zeszłego sezonu przegrywał z Celiną Liebmann. Oczywiście, Grzelak to młodziutki zawodnik i wiele jeszcze przed nim, ale wygląda to trochę niepokojąco.

Strefa Euro - zaprasza Paulina Czarnota-Bojarska i goście - Oglądaj!

Relacja audio z każdego meczu Euro tylko u nas - Słuchaj na żywo!






Dowiedz się więcej na temat: żużel | Darcy Ward | Kacper Grzelak | Marcus Birkemose | Kevin Fajfer

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje