Reklama

Reklama

Żużel. Grzegorz Zengota zmienił tunera i efekt już widać

Grzegorz Zengota wreszcie zaliczył w tym sezonie 2 udane występy z rzędu – w bydgoskim ćwierćfinale IMP zdobył 10, a podczas wyjazdowego spotkania z Wybrzeżem Gdańsk 9 punktów. Kapitan Abramczyk Polonii powrót do dobrej formy zawdzięcza odstawieniu w kąt silników od Ryszarda Kowalskiego.

Zengota wpadł w spore turbulencje sprzętowe u progu trwającego sezonu. W niczym nie przypominał szybkiego zawodnika, który w ostatnich meczach 2020 roku zszokował żużlową Polskę formą, w jakiej znajdował się mimo blisko dwuletniego rozbratu z motocyklem będącego skutkiem fatalnej kontuzji na torze motocrossowym. Nie popisał się podczas sparingu w Toruniu, ale kulminacja jego kłopotów przypadła na Kryterium Asów. Nie tylko nie zdobył wówczas ani jednego punktu, ale nie był nawet w stanie nawiązać walki z żadnym z rywali.

Po tak fatalnym występie rad sympatycznemu zawodnikowi udzielał sam Bartosz Zmarzlik - dwukrotny mistrz świata i zwycięzca tegorocznego Kryterium Asów. Przyczyna kłopotów Zengoty leżała bowiem w sprzęcie, a dokładniej rzecz ujmując - silnikach. Podczas gdy wychowanek Falubazu toczył zażartą walkę o powrót do ścigania, na emeryturę udał się jego dotychczasowy tuner - Jan Andersson. Nowe rozgrywki Zengota musiał więc zacząć na jednostkach napędowych innego specjalisty. Wybór padł na Ryszarda Kowalskiego współpracującego miedzy innymi właśnie ze Zmarzlikiem.

Reklama

Pomógł mu Peter Johns

Niestety, nawet rady mistrza nie rozwiązały do końca problemów Zengoty. Wciąż nie mógł on znaleźć wspólnego języka z nowym sprzętem. W środowisku zaczęto nawet snuć rozważania o zawodnikach, którzy mogliby zastąpić kapitana w drużynie Polonii. Nagle jego forma uległ jednak znacznej poprawie - w Gdańsku nie tylko był szybki na starcie, ale potrafił wyprzedzać nie lada rywali także na dystansie, mimo iż tor sprzyjał rzecz jasna gospodarzom.

Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, nieprawdą są jednak plotki o dopasowaniu przez niego silników Kowalskiego. Z naszych informacji wynika bowiem, iż zarówno w Gdańsku, jak i podczas ćwierćfinału IMP w ramie Zengoty znajdowały się silniki przygotowane przez Petera Johnsa - brytyjskiego tunera uważanego niegdyś za najlepszego na świecie, później zepchniętego w cień właśnie przez byłego zawodnika Apatora, którego produkty sprawiły tyle kłopotów kapitanowi Abramczyk Polonii.

Odnalezienie szybkości przez Zengotę to świetna informacja dla fanów bydgoskiego zespołu. Wciąż nie wiadomo ile dokładnie zajmie powrót do zdrowia Adrianowi Gale, który uszkodził kręgosłup podczas zeszłotygodniowego wypadku z Protasiewiczem. Pod jego nieobecność, koledzy z drużyny muszą wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Tak było między innymi właśnie w Gdańsku, gdy zdziesiątkowana Abramczyk Polonia zdecydowanie postawiła się bardzo silnym i niezwykle zdeterminowanym gospodarzom.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje