Reklama

Reklama

​Żużel. Grand Prix. Janowski ma wszystko w swoich rękach. Lublin nadzieją dla Zmarzlika?

Bartosz Zmarzlik ma szansę w tym roku wpisać się na stałe do historii światowego żużla. Jeśli po raz trzeci z rzędu zdobędzie indywidualne mistrzostwo świata, zostanie pierwszym żużlowcem w erze Grand Prix, któremu udała się ta sztuka i drugim po Ivanie Maugerze w dziejach całego speedwaya. Problem tylko jest taki, że po dwóch inauguracyjnych turniejach aktualny mistrz świata ma już 15 punktów do Macieja Janowskiego.

Drugi z Polaków podczas minionego weekendu w Pradze spisał się świetnie. W piątek wygrał, a w niedzielę zajął drugie miejsce, podczas gdy Zmarzlik ani razu nie awansował do finału. W ostatni weekend lipca cykl przeniesie się do Wrocławia i tam obrońca mistrzowskiego tytułu może ponieść kolejne straty. Tor Stadionu Olimpijskiego to bowiem macierzysty obiekt Janowskiego.

Własny tor może być przeszkodą

- Może, ale nie musi - ocenił Stanisław Chomski, klubowy trener Zmarzlika w Moje Bermudy Stali Gorzów. - Grand Prix rządzi się zupełnie innymi prawami niż liga. Oczywiście fakt, że Janowski będzie jechał na swoim domowym torze, teoretycznie powinien być jego atutem. Wystarczy jednak, że pojawi się jakaś zmienność warunków atmosferycznych i już własny tor może się stać wręcz przeszkodą. Poza tym Zmarzlikowi wrocławski obiekt też pasuje, potrafi na nim pojechać doskonale - dodał były trener reprezentacji Polski.

Reklama

Pola startowe kluczowe

Wydaje się, że największą szansą mistrza świata na dogonienie kolegi z reprezentacji będą dwa kolejne turnieje na polskiej ziemi, które rozegrane zostaną w Lublinie (6-7 sierpnia). Zmarzlik na obiekcie Motoru czuje się świetnie. W tym roku w lidze zdobył tam dla Moje Bermudy Stali aż 16 punktów! Janowski zaś odjechał w Lublinie najgorszy mecz w sezonie (9 punktów i 2 bonusy w 6 startach).

- Statystykami oczywiście warto się podpierać, ale żużel to jest sport, w którym nie ma logiki. Gdyby spojrzeć na liczby, to przecież w Pradze Bartek powinien dominować, bo w zeszłym roku dwa razy tam wygrał. Okazało się jednak, że tym razem miał pewne problemy z dopasowaniem do toru i ani razu nie wjechał do finału. Trudno zatem przesądzać co może wydarzyć się w Lublinie. Na pewno duże znaczenie będzie tam miało losowanie numerów, bo pola startowe odgrywają tam kluczową rolę. To jest tor, na którym niezwykle trudno się wyprzedza - stwierdził Chomski.

Nie tylko Polacy

Wielu ekspertów jest przekonanych, że walka o złoto w tegorocznych mistrzostwach świata rozstrzygnie się między Polakami. - A ja nie jestem tego taki pewien. Myślę, że jeszcze za wcześnie o tym przesądzać. Paru zagranicznych zawodników też ma swoje ambicje, a sytuacja w klasyfikacji generalnej cyklu może się zmienić błyskawicznie. Wszyscy pamiętamy ile przewagi miał Leon Madsen w sezonie 2019, gdy Zmarzlik sięgał po swój pierwszy tytuł. Wystarczyły jednak jego słabsze turnieje w Teterow, a zwłaszcza w Vojens i wszystko się zmieniło. Po tych zawodach wyglądało już, że tytuł Polak ma w kieszeni, ale Duńczyk w Toruniu pojechał fenomenalnie i omal go nie dogonił. Na pewno Janowski jest w doskonałej formie. Ma wszystko w swoich rękach. To jego muszą rywale gonić. Bartek Zmarzlik tytułu mu bez walki nie odda. On już nic nie musi. Dwa razy jest mistrzem świata, nie będzie na nim ciążyła specjalna presja, poza fajną perspektywą przejścia do historii, więc powinno mu się jeździć nieco łatwiej. Inni, jak: Ariom Łaguta, Tai Woffinden, Fredrik Lindgren, Emil Sajftudinow, Martin Vaculik czy Leon Madsen też jednak będą się liczyć. Turnieje w Pradze pokazały to wyraźnie - zakończył trener Chomski.

Arkadiusz Adamczyk



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje