Reklama

Reklama

Żużel. Grand Prix Francji już w przyszłym roku? Organizatorzy mogą upiec dwie pieczenie na jednym ogniu

W minioną sobotę reprezentanci Francji awansowali do wielkiego finału Speedway of Nations i odnieśli największy sukces w historii tamtejszego żużla. Czy to odpowiedni moment, aby nowy promotor cyklu Grand Prix zaryzykował i zorganizował w tym kraju jedną z rund już w przyszłym roku? - Uważam, że to dobry pomysł – mówi nam Jacek Gumowski, były szef marketingu w Stali Gorzów.

Od dobrych kilku dni Francja jest na ustach całego żużlowego świata. Wszystko za sprawą pierwszego w historii awansu do wielkiego finału Speedway of Nations. "Trójkolorowi" jeszcze nigdy nie zaszli tak daleko, a kto wie czy w Manchesterze nie pokuszą się nawet o podium. Jakby tego było mało, pod koniec lipca David Bellego i Dimitri Berge okazali się najlepsi w mistrzostwach Europy par. Fenomenalnie spisujący się duet nie dał szans wielu klasowym reprezentacjom, z Polską na czele.

Czarny sport w państwie leżącym nad Sekwaną rozwija się w niesamowitym tempie. Poza dobrze funkcjonującą ligą, od paru lat pojedynczy zawodnicy coraz chętniej pukają do czołówki. Ba, już w przyszłym roku w PGE Ekstralidze zadebiutuje przecież David Bellego, co kilka lat temu było wręcz nie do pomyślenia. Kwestia czasu, a ujrzymy tam Grand Prix. Pierwsza okazja nadejdzie w sezonie 2022, kiedy stery nad cyklem przejmie nowy promotor, czyli amerykańskie Discovery.

Reklama

Jest wiele niewiadomych

Czy warto zaryzykować i już za kilkanaście miesięcy wysłać do Francji najlepszych szesnastu żużlowców globu? - Uważam, że to dobry pomysł. Polska firma, która będzie współpracować z nowym promotorem zdecydowanie powinna zrobić turniej w kraju, w którym powstaje zalążek poważnego żużla. Kiedy jak nie teraz zdobywać nowe rynki? O sukcesie organizacyjnym zadecyduje jednak kwestia, kto i jak się zaangażuje - oznajmił w rozmowie z Interią Jacek Gumowski, były szef marketingu w Stali Gorzów.

Największym wyzwaniem ludzi zaangażowanych w projekt będzie niewątpliwie znalezienie odpowiedniej lokalizacji, a następnie skuteczna promocja wydarzenia, by na trybunach pojawiło się jak najwięcej kibiców. - Zawody na stadionie piłkarskim to byłoby coś! Z typowo żużlowych obiektów wskazałbym chyba tylko jedynie Marmande. Nie ma tam ogromnych trybun, lecz jest to naprawdę świetne miejsce - przekazał nam zeszłej zimy jeden z najlepszych francuskich zawodników, Mathieu Tresarrieu.

Upieką dwie pieczenie na jednym ogniu?

Ku zaskoczeniu szczególnie polskich fanów, klasyczna odmiana żużla we Francji nie ma podejścia do rywalizacji na długim torze. Long Track cieszy się tam ogromną popularnością, a pojedyncze zawody śledzić potrafi nawet 8 tysięcy osób. Z racji tego, iż większość stadionów przystosowana jest do obu tych dyscyplin, przemyślanym rozwiązaniem byłoby połączenie sił i zorganizowanie dwóch mistrzowskich rund w jeden weekend, tworząc przy okazji niezapomniane święto dla kibiców z całego świata.

- To świetne posunięcie szczególnie w pierwszym roku współpracy, po to żeby pokazać moc. Jestem zwolennikiem łączenia imprez, w miejscach w których to można zrobić. Idealnym rozwiązaniem jest w tym przypadku bilet w pakiecie, obowiązujący zarówno w piątek, jak i sobotę. Wówczas mamy większą pewność, że zdobędzie się ten rynek - podsumował Jacek Gumowski.

Na konkrety w sprawie przyszłorocznego kalendarza Grand Prix przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Zawodnicy swoją pracę już wykonali. Piłeczka jest teraz po stronie działaczy i nowych promotorów cyklu. Wizja turnieju we Francji idealnie wpasowuje się w narrację Discovery o rozpropagowaniu żużla w zupełnie nowych państwach. Za kilka miesięcy Amerykanie mogą więc przejść od słów do czynów. Czy to się stanie? Czas pokaże.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje