Reklama

Reklama

Żużel. Gorzów wstrząśnięty. Zmarzlik to jednak tylko człowiek

Porażka z dwoma juniorami, zero i jedynka na własnym torze oraz występ w 14. biegu. To trzy fakty dotyczącego niedzielnego występu Bartosza Zmarzlika w meczu z Eltrox Włókniarzem. Kosmicznie jeżdżącemu do tej pory dwukrotnemu mistrzowi świata wybitnie nie szło. Takie sytuacje na torze w Gorzowie przytrafiają mu się niezwykle rzadko.

Co prawda Zmarzlik zaczął od trójki, ale była to trójka wymęczona, po walce na trasie. To nie był ten pęd co zawsze, kiedy to maksymalnie na drugim okrążeniu ma już 10-15 m przewagi nad kolejnym w stawce. Ale to był dopiero początek. Później przywiózł dwójkę, przegrywając z juniorem, Mateuszem Świdnickim. Ten bieg już dobitnie wskazał, że to nie był dzień Bartosza. Tym bardziej, że chwilę później znowu uległ juniorowi. Jakub Miśkowiak jedzie kapitalnie, ale jednak mistrz świata na własnym torze nie powinien mieć z nim problemów. Zadaniem gorzowian na 11. bieg było, by para Zmarzlik-Jasiński dowiozła remis. I tak się stało, bo... Jasiński wygrał, a Zmarzlik był ostatni. To już był szok. Na osłodę pozostał mu triumf w wyścigu 14., który dał Stali podtrzymanie marzeń o zwycięstwie.

Reklama

Tym samym życie przypomniało o tym, o czym niektórzy chyba zapomnieli. Fakty są takie, że niebywale jeżdżący Zmarzlik sam dał powody, by o tym zapomnieć. 26-latek z Kinic to tylko człowiek i jemu też może przytrafić się gorszy dzień. Zwróćmy uwagę, że w przypadku większości rywali słabszy dzień to zdobycie 3-4 punktów. Słabszy dzień dla Zmarzlika, to 9+1. To o czymś świadczy. Niemal pewne jest, że już za tydzień Polak znowu zakręci się koło kompletu, bo to najlepszy żużlowiec świata ostatnich lat i ikona tego sportu mimo bardzo młodego wieku. Niech niedzielny występ ostudzi jednak zapędy tych, którzy mają go za maszynę bez prawa do pomyłki.



Zero Zmarzlika zjawiskiem nadprzyrodzonym

Trzecie, a zwłaszcza czwarte miejsca na własnym torze to dla Zmarzlika niezwykła rzadkość. W meczu z Włókniarzem w ogóle po raz pierwszy w tym roku z kimkolwiek na domowym obiekcie przegrał. Od razu jednak wpadło mu też pierwsze zero i jedynka. Ostatni występ z dwoma miejscami na końcu stawki Zmarzlik zaliczył w ubiegłorocznym finale w Lesznie, kiedy to pojechał najgorsze zawody od wielu lat (1*,0,2,0,w). Tak bezradnego mistrza świata mało kto pamiętał. U siebie spotkanie z zerami bądź jedynkami to początek sezonu 2020 i dość przeciętny - jak na niego - wynik z Fogo Unią Leszno (t,2,3,2,0,1,2*). Jakby nie patrzeć, to wciąż 10+1 i rezultat dla wielu żużlowców nie do osiągnięcia. W tamtym meczu Zmarzlik także przegrywał z juniorami, podobnie jak w minioną niedzielę.

To właśnie we wspomnianym spotkaniu z leszczynianami również po raz ostatni Zmarzlik został nominowany u siebie do udziału w 14. biegu, co normalnie się nie zdarza. Miejsce w finałowej gonitwie dnia dla tego zawodnika jest w zasadzie jak Amen w pacierzu. O tym, jak kuriozalny czasem przebieg miał mecz Stali z Włókniarzem, niech najlepiej świadczy fakt, że w przedostatnim wyścigu Zmarzlik spotkał się z Madsenem. Gdyby ktoś przed spotkaniem postawił, że tych dwóch gwiazdorów pojedzie w biegu dla teoretycznie słabszych, zostałby wyśmiany, a u bukmachera mógłby wygrać ogromne pieniądze. Jak widać, nawet najlepsi na świecie miewają gorsze dni. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź





Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje