Reklama

Reklama

Żużel. Gorąca atmosfera wokół Unii Tarnów. Wściekli kibice chcą głowy prezesa!

Unia Tarnów jest dziś najpoważniejszym kandydatem do spadku z eWinner 1. Ligi, a wściekli kibice domagają się dymisji prezesa Łukasza Sadego. Zarzuty? Nieudolne działanie, podpisanie kontraktów z zawodnikami bez pokrycia i postępująca degradacja klubu. - Z tym prezesem skończymy w 2 lidze - grzmią fani.

Trudne chwile przeżywa dzisiaj Unia Tarnów. Drużyna miała walczyć o awans do PGE Ekstraligi, a tymczasem jest jednym z głównych kandydatów do spadku z jej zaplecza. Problemy zespołu zaczęły się jeszcze przed startem sezonu, kiedy okazało się, że klub nie wypłacił Pawłowi Miesiącowi pieniędzy na przygotowanie do sezonu. Zawodnik się zdenerwował i dostał wolną rękę w poszukiwaniu nowego pracodawcy. Później w pierwszym meczu kontuzji nabawił się Niels Kristian Iversen. W jednym momencie wypadło dwóch liderów, a Unia z marszu stała się najsłabszą drużyną w lidze.

Reklama



Cierpliwość zaczynają tracić też kibice, którzy obawiają się najgorszego, czyli spadku. Winę za obecny stan rzeczy zrzucają na prezesa Łukasza Sadego. - Kiedyś były mistrzostwa Polski, a za chwilę będzie walka z Rawiczem i Wittstockiem - pisze na Facebooku klubowym pan Michał. - Jedyne rozwiązanie to spadek i budowanie wszystkiego od początku. Co to za prezes, który nie potrafi rozmawiać ze sponsorami, co pali za sobą mosty, jest obrażalski i gburowaty? Po pierwszym spadku powinien pożegnać się ze stołkiem. Prezes, który wszędzie widzi winnych, a u siebie nie widzi problemu - dodaje pan Robert.

Podobnych komentarzy można by wyciągnąć znacznie więcej. Swoją drogą to już nie pierwszy raz, kiedy kibice mają dość swojego prezesa. Odkąd przejął władzę w klubie, Unia notorycznie zjeżdża w dół. Najpierw z drużyny odeszły gwiazdy, później był dwukrotny spadek z PGE Ekstraligi, a od jakiegoś czasu marazm i jazda w eWinner 1. Lidze. Nie wszystkie grzechy idą na jego konto, bo drużyna jeździ na przestarzałym stadionie, szanse na remont są znikome, więc sportowo można zapomnieć o jakimkolwiek awansie. To wina miasta. Z drugiej strony to wygodna wymówka dla prezesa, który od lat winę za brak nowych sponsorów zrzuca na problem ze stadionem i brak perspektyw na walkę o powrót do PGE Ekstraligi.

Teraz sytuacja tylko się pogorszyła, bo nie dość, że klubowa kasa świeci pustkami, to drużyna ma pecha i po trzech kolejkach jest outsiderem ligi. Unia może się odbić po powrocie do jazdy Iversena, ale pytanie, ile do tego czasu zdąży stracić punktów. Runda zasadnicza ma tylko 14 kolejek, więc margines błędu z każdym tygodniem będzie malał. Poza wszystkim nawet powrót do drużyny Duńczyka też niczego nie gwarantuje. Rywale są mocni, więc nikt nie da Unii z urzędu ligowych punktów. Do przełomu mogłoby dojść, gdyby do zespołu powrócił Paweł Miesiąc, ale na to nie ma szans z przyczyn finansowych.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje