Reklama

Reklama

Żużel. Gdy zawodnik próbuje rządzić menedżerem. Czy liderom można pozwolić na więcej?

Często zawodnicy prezentujący wysoki poziom sportowy bardzo wysoko noszą głowę i uważają, że należy im się więcej niż wszystkim innym w drużynie, z racji regularnych, dużych zdobyczy punktowych. Sławomir Kryjom wspominał ostatnio o charakterze Ryana Sullivana, który obrażał się o byle co, nawet jeśli miał słaby dzień i nie było żadnych podstaw, by wystawić go do biegu nominowanego.

- Był słynny mecz w Rzeszowie. Pierwszy raz miałem do czynienia z takim czymś, że pięciu seniorów przed biegami nominowanymi miało 7 punktów. Jak sobie to przeanalizowałem, zauważyłem u Ryana tendencję spadkową. Uczciwie mu powiedziałem, że nie pojedzie. Wtedy był taki okres, że przez trzy tygodnie nie rozmawialiśmy. Tylko za pośrednictwem prezesa klubu Wojciecha Stępniewskiego i mechaników - opisywał były menedżer Unibaksu w programie "Trzeci Wiraż". Dał tym samym do zrozumienia, że relacja z Australijczykiem nie należała do najłatwiejszych.

Utytułowany żużlowiec oczekiwał innego traktowania ze względu na wysoką klasę sportową i osiągnięcia, jakich inni w drużynie nie mieli. - Od samego początku chciał pokazać, że jest ikoną w Toruniu i wszystko mu się należy - dobry numer startowy oraz dobre pole startowe w wyścigach nominowanych. Zawsze wychodziłem z założenia, że jeden zawodnik meczu nie wygra, natomiast sześciu ma już szanse, także mieliśmy dużo zgrzytów - wspominał Kryjom.

Reklama

Sullivan zatem jawnie podważał autorytet menedżera i usiłował szantażem emocjonalnym wpływać na zmiany decyzji. Pytanie, czy na takie coś wolno pozwalać nawet najlepszym w zespole, którzy są gwarancją dobrych wyników. Jeśli jeden zacznie robić po swojemu, można być pewnym, że szybko to samo zrobią inni. Mało tego, od zawodnika pokroju Sullivana należałoby oczekiwać, by dawał przykład, a nie zachowywał się w taki sposób. Podejście żużlowca można określić wręcz mianem niedojrzałego i zwyczajnie dziecinnego.

Są gwiazdy, które mimo ogromnej sportowej klasy, potrafią zachowywać się kulturalnie i nie wywyższać. Najlepszy przykład to aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik, który potrafi być skromnym i niewymagającym od wszystkich usługiwania człowiekiem, nie wywyższa się i nigdy nie oczekuje lepszego traktowania. A teoretycznie, idąc tokiem rozumowania Sullivana, miałby ku temu podstawy sportowe. Tymczasem Polak nie marudzi na żadne pole startowe, niewłaściwy numer czy zastąpienie go juniorem. On po prostu robi swoje i ufa Stanisławowi Chomskiemu.

Być może taka roszczeniowa postawa przeszkodziła Sullivanowi w zdobyciu tytułu mistrza świata, na który niewątpliwie miał zadatki. Australijczyk bardzo dużo oczekiwał od innych, ale nieco mniej od siebie, na co wskazują słowa Kryjoma. Nie miał też dystansu do własnej osoby i zwyczajnie trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Nie wspominając już o tym, że kwestionowanie decyzji menedżera po prostu niszczy atmosferę w drużynie i zawodnik robiący takie rzeczy z wielu ekip po prostu zostałby wyrzucony. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama