Reklama

Reklama

Żużel. Francja rośnie w siłę. Utrzymają się w żużlu na dłużej?

Francuzi zostali Mistrzami Europy Par. Choć ta rywalizacja nie należy do prestiżowych, to rozwoju czarnego sportu nad Sekwaną nie można już lekceważyć. Rosną tam w siłę rozgrywki ligowe, a Dimitri Berge i David Bellego mają chyba wreszcie godnego kontynuatora ich wyników.

Przez lata traktowaliśmy Francję jako egzotyczną ciekawostkę (i to w dodatku - jak mawia klasyk - niezbyt ciekawą). Tymczasem z roku na rok czarny sport rósł tam w silę do tego stopnia, że dziś co bardziej śmieli z tamtejszych działaczy przebąkują już o planach żużlowego zdominowania zachodniej części starego kontynentu.

Mają do tego podstawy. Po pierwsze, epicentrum czarnego sportu znajduje się dziś nad Wisłą, a mniej lub bardziej ważne role odgrywają w nim także kraje skandynawskie i rzecz jasna Brytyjczycy. Czołówkowe aspiracje mieli co prawda jeszcze niedawno Niemcy, jednak czarny sport po zachodniej części Odry popada w coraz większy marazm. Drugi już rok z rzędu nie udało się wystartować tamtejszej Bundeslidze, zaś polska przygoda Wilków z Wittstocku coraz bardziej przypomina czeski film.

Reklama

Francuska liga również została storpedowana przez lockdown spowodowany pandemią COVID-19, jednak mimo to w kraju otworzono kolejny, piąty już tor do klasycznej odmiany żużla w Miramont-de-Guyenne. Z uwagi na panujący we Francji klimat tamtejsze rozgrywki mogą w przyszłości stać się świetnym preludium dla najlepszych zawodników świata. Inauguracyjną kolejkę oglądamy tam bowiem już w lutym, zaś sezon kończy się grubo przed wyjazdem żużlowców na polskie obiekty.

Ostatni żużlowy boom nad Sekwaną zawdzięczamy przede wszystkim Davidowi Bellego i Dimitriemu Berge. To oni wyznaczyli nowe standardy w swej ojczyźnie rezygnując - mimo licznych sukcesów - ze startów w long tracku i skupiając się w pełni na klasycznym żużlu. To dwie wybitne w skali Francji jednostki. Drugi odbił się od Abramczyk Polonii Bydgoszcz po ich awansie do eWinner 1.ligi, ale dziś jest liderem drugoligowych Diabłów z Landshut. Pierwszy jest zaś na chwilę obecną czołowym żużlowcem zaplecza (pod względem średniej biegopunktowej ustępuje wyłącznie Tobiaszowi Musielakowi) i coraz głośniej mówi się o tym, że w niedalekiej przyszłości może atakować PGE Ekstraligę. Zostałby tym samym pierwszym żużlowcem z tego kraju występującym na najwyższym szczeblu polskich rozgrywek.

Co ważne, Francuzom objawił się już zawodnik, który w przyszłości może kontynuować dzieło wymienionej wyżej dwójki. Od specjalistów w dziedzinie żużlowej egzotyki słyszymy, iż prezentuje on potencjał na tyle duży, by w niedalekiej przyszłości okazać się od nich jeszcze lepszym.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje