Żużel. Ferdynand Ludwiczak tłumaczy, dlaczego wnuk nie trafił do ROW-u Rybnik, tylko do Eltrox Włókniarza
ROW Rybnik domaga się unieważnienia umowy Szymona Ludwiczaka z Eltrox Włókniarzem Częstochowa. Klub wysłał pismo do Ekstraligi Żużlowej i GKSŻ, w którym załącza umowę między ROW-em i Rybkami Rybnik, gdzie dotąd startował Ludwiczak, a z której wynika, że każdy zawodnik Rybek obligatoryjnie trafia do ROW-u. – Ta umowa jest z marca 2020 roku, a Szymon podpisał kontrakt z Rybkami dwa lata prędzej. Żadnego aneksu nie podpisywał, a prawo nie działa wstecz – mówi nam Ferdynand Ludwiczak, dziadek zawodnika.

Dariusz Ostafiński, Interia: ROW Rybnik wysłał pismo i domaga się unieważnienia kontraktu pańskiego wnuka z Włókniarzem. Klub powołuje się na umowę pomiędzy ROW-em i Rybkami, gdzie jest zapis, że każdy zawodnik Rybek obligatoryjnie trafia do ROW-u.
Ferdynand Ludwiczak, dziadek zawodnika, członek zarządu Rybek: Znam tę umowę. Dodam, że byłem przeciwny pewnym zapisom w tej umowie. Wnioskowałem o dodanie takich, które zabezpieczałyby interesy obu klubów. One się nie znalazły, więc nie złożyłem podpisu pod umową. Najważniejsze jest jednak to, że ta umowa jest z marca 2020, a Szymon umowę z Rybkami podpisał w 2018 roku. Prawo chyba nie działa wstecz.
To prawda. Jest też jednak w umowie między ROW-em i Rybkami zapis, że te drugie przekażą w okresie od 2018 do 2021 czterech zawodników do ROW-u.
- Są też jednak paragrafy, które mówią, że może dojść do transferu do innego klubu, jeśli dojdzie do trójstronnego porozumienia opiekunów, Rybek i klubu starającego się o zawodnika. Tu coś takiego miało miejsce.
Słyszałem, że wnuk rozwiązał umowę z Rybkami, czyli, jak może to za chwilę zasugerować ROW, obszedł umowę między klubami o obligatoryjnym przechodzeniu zawodników. On nie musiał niczego robić obligatoryjnie, bo przestał być żużlowcem Rybek.
- Nie musieliśmy rozwiązywać kontraktu z Rybkami. Zrobiliśmy coś innego. W umowie, na którą powołuje się ROW, jest zapis, że zawodnicy Rybek przechodzą do ROW-u po ukończeniu wieku mini-żużlowca. Szymon nie ukończył wieku mini-żużlowca, bo dopiero 15 września będzie obchodził 14. urodziny. Nie ma natomiast zapisu zakazującego związanie się z innym klubem przed ukończeniem wieku mini-żużlowca.
Interesujesz się sportem? Sprawdź nowy serwis Sport Interia!
Próbowaliście w ogóle dogadać się z ROW-em?
- Było z tym ciężko, bo prezes wciąż nie miał dla nas czasu.
A może poszło o pieniądze. Przedstawiliście w imieniu wnuka żądania, których klub nie chciał spełnić.
- Na jedynej rozmowie z prezesem był syn, tata Szymona. Nie przedstawiał żadnych żądań, a jedynie chciał się dowiedzieć, jakie warunki proponuje ROW, jak ma wyglądać dalszej szkolenie. Chcieliśmy to wiedzieć, bo różne słuchy na temat szkolenia w ROW-ie chodzą. Poza tym chcieliśmy umowy do 18. roku życia. Trzecim elementem było to, że nie chcieliśmy inwestować w to własnych pieniędzy. Myślę, że to był gwóźdź do trumny.
To wszystko?
- Tak. Od połowy listopada do marca czekaliśmy, aż prezes znajdzie czas i razy podjąć rozmowę. Pan prezes potraktował nas jednak z góry, a teraz wysyła te pisma. Jak można żądać od prezydenta miasta, żeby zabrał dotację na szkolenie dzieci i młodzieży. Poza wszystkim Szymon nie jest pierwszym, który przechodzi z Rybek do innego klubu. Zaczęło się rok temu od Piestrzyńskiego.
A może doszło do jakieś spięcia między wami i prezesem i stąd ta sprawa wygląda, jak wygląda.
- Nie było żadnego spięcia. Chyba że tak potraktujemy styczniowe spotkanie prezesa z rodzicami zawodników Rybek. Na nim prezes przedstawiał plan działania. Zaatakował też Szymona. Nie wprost, ale mówił o takich, co po Częstochowach jeżdżą. Zwróciłem prezesowi uwagę, że może by powiedział otwarcie, o kogo chodzi.
Chodziło o was?
- Tak, bo Włókniarz umożliwił nam treningi pod koniec ubiegłego roku i skorzystaliśmy. Czy coś w tym złego? Wnuk miał okazję pojeździć na innym torze. Zaliczyliśmy zajęcia w czasie, gdy obiekt w Rybniku nie był dostępny, bo czyszczono odwodnienie liniowe. Chcę jeszcze powiedzieć, że my zawsze stawialiśmy sprawę jasno. Nie robiliśmy żadnych zakulisowych starań. Chcieliśmy jedynie wiedzieć, jak to będzie w Rybniku wyglądało. Trener Antoni Skupień od sierpnia zeszłego roku chodził i mówił, że będzie sprzęt, że prezes obiecał, ale to były tylko słowa. Teraz są pisma i strasznie sądem.
Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!









